Okres przed wydaniem “Hustlers P.O.M.E.” był swoistym apogeum popularności The Diplomats jak i samego Jima Jonesa. 2004 rok stał pod znakiem “Purple Haze” Cam’rona i drugiej części “Diplomatic Immunity”, 2005 rok przejęty został przez bardzo dobrze przyjęty, naszpikowany gwiazdami, drugi album Juelza Santany “What’s The Game Been Missing” (tutaj nasz tekst w ramach Klasyku Na Weekend), natomiast 2006 był rokiem Jonesa.
“We Fly High” było największym hitem tamtego lata, na nowojorskich ulicach nie znalazłoby się osoby nie wiedzącej o co chodzi z wykrzykiwaniem “Baaallin”. Trzeci studyjny album Capo dla całej ekipy miał być kolejną cegiełką podtrzymującą popularność marki The Diplomats. Zwłaszcza, że, gdy coś jest na szczycie to może szybko z niego spaść, a klapa komercyjna w postaci “Killa Season” Cam’a oraz wielki beef Dipsetów z Jay-em Z, sprawiły, że nadzieje pokładane w Jonesie były naprawdę duże. Dla samego Jimmy’ego miał to być album przełomowy, który wyniesie go ponad poziom ulicznika i jednego z członków składu oraz da mu pozycję pełnoprawnego solowego rapera potrafiącego w pojedynkę odnosić duże sukcesy.






































