Przesyłka polecana

Przesyłka polecana

recenzja
dodano: 2019-04-15 20:00 przez: Marcin Natali (komentarze: 2)

Duża część wiedzy, którą się dzielę, była wpojona mi przez osoby starsze wiekiem albo duszą, mające wiedzę nie pochodzącą z książek, a z ulic. Moja mama zawsze starała się nakierować mnie w pozytywną stronę. Żyliśmy w "dżungli" a ona chciała, abym był tym pokojowym, dobrym chłopakiem i sam nie mogłem w to uwierzyć.

Mówiłem jej "Co chwilę kogoś tu odstrzeliwują, a Ty chcesz, żebym ja chodził i szerzył pokój? O co w tym chodzi, nie rozumiem". Ale teraz już rozumiem, Od kiedy byłem mały, naturalnie wpajana była mi pozytywna energia, dlatego pragnę zrobić to samo dla dzisiejszej młodzieży, następnego pokolenia, kolejnych raperów i tych, którzy już to robią. - tak tłumaczył korzenie swojego pozytywnego przesłania i świadomego podejścia do pisania tekstów niesłychanie wyluzowany, sympatyczny Dizzy Wright w naszym videowywiadzie, który ukazał się pod koniec zeszłego miesiąca. Również w marcu światło dzienne ujrzał najnowszy album rapera rodem z Las Vegas "Nobody Cares, Work Harder" a ja oczywiście nie omieszkałem zamówić wersji fizycznej ze strony Dizzy'ego.

Tagi:
dodano: 2019-04-04 19:05 przez: Marcin Natali (komentarze: 2)

W ostatnim tygodniu udało mi się uzupełnić moją kolekcję płyt Skyzoo o ostatni brakujący krążek - fizyczne wydanie jego projektu nagranego w duecie z producentem Antmanem Wonderem (samplowanym m.in. przez DJ'a Premiera przy okazji drugiej płyty PRhyme) w 2013 roku. Mowa o "An Ode To Reasonable Doubt", wyjątkowym konceptualnym albumie będącym odą, hołdem i reinterpretacją klasycznego debiutu Jay-Z z 1996 roku "Reasonable Doubt". Powszechnie uważane za jedną z najlepszych płyt Shawna Cartera LP wywarło ogromny wpływ na wiele osób, w tym 14-letniego w czasie premiery Skylera Taylora aka Skyzoo.

17 lat później brooklyński wyjadacz postanowił stworzyć własną interpretację debiutu Jaya, ale zamiast pójść na łatwiznę i w mixtejpowym stylu zarapować na oryginalnych instrumentalach, Sky połączył siły z multiinstrumentalistą i producentem Antmanem Wonderem, który skomponował, zagrał i zaaranżował wszystkie podkłady od nowa - bez użycia sampli. W rezultacie dostaliśmy projekt, który stanowi świetne dopełnienie kapitalnego "Elmatic" autorstwa Elzhi'a i Will Sessions z 2011 roku - w tamtym przypadku wersji "live" i nowych aranżacji doczekały się bity z Illmatica, tutaj nowe życie tchnięto w często zestawiany z debiutem Nasa pierwszy album w historii Roc-A-Fella Records. Czy duet Skyzoo & Antman sprostał jakże ambitnemu zadaniu?

Tagi:
dodano: 2019-03-14 20:00 przez: Marcin Natali (komentarze: 0)

Jakoś począwszy od startu tego cyklu, "Przesyłka Polecana" wyzwala we mnie wzmożoną chęć dzielenia się opowieśćmi i wspominkami - pora więc na kolejny "Story time"... Był rok 2008 i po raz pierwszy wybrałem się na słynny Hip Hop Kemp w Czechach. Rok wcześniej kempowy debiut jako jeszcze zwykły festiwalowicz zaliczył mój brat, przywożąc mi z powrotem m.in. koszulkę Kidz In The Hall i podpisy Naledge'a oraz Double O na uwielbianej przeze mnie płycie duetu z 2006 roku "School Was My Hustle". Płycie promowanej zresztą kapitalnym singlem "Wheelz Fall Off (06 Til)", nawiązującym bezbłędnie do klasycznego "93 Til Infinity" Souls of Mischief... Kidz In The Hall - Souls of Mischief - poprzednia "Przesyłka Polecona" i swoiste "05 til Infinity" - ależ pięknie mi się wszystko tu łączy i przeplata...

Ale wracając do tematu - jadąc po raz pierwszy na Kemp jako 18-letni, zajarany na maxa amerykańskim rapem chłopak, nie szykowałem się do szalonych melanży na polu namiotowym ani nie planowałem korzystać z innych czeskich używek. Najważniejszym celem i jedynym nałogiem dla mnie była muzyka: koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty - a przy ich okazji płyty CD! Z paroma przerwami dziennie na jedzenie, całe dni spędzałem na chodzeniu na występy live - jak wiele się dało, na ogół nie znając dobrze artystów, którzy przyfrunęli na czeskie ziemie na tamten sierpniowy weekend. Jednym z koncertów, na które wybrałem się "w ciemno" było show Zion I - ależ to była dobra decyzja!

Tagi:
recenzja
dodano: 2019-03-04 18:00 przez: Marcin Natali (komentarze: 0)

Przez wiele lat ekipę Souls of Mischief kojarzyłem jedynie z ich ultraklasycznego już singla "'93 'til Infinity" z debiutanckiej płyty o tym samym tytule, aż wreszcie dobrych kilka lat temu zakupiłem ów krążek, a w ostatnim roku zacząłem uzupełniać dyskografię rapowego kwartetu z Oakland i nadrabiać po kolei ich płyty. Na pierwszy ogień poszła znaleziona za 20-parę złotych druga płyta grupy o tytule "No Man's Land" z 1995 roku - zdaniem recenzentów i co bardziej wybrednych fanów płyta-rozczarowanie, ale cena była więcej niż zacna, więc postanowiłem dać jej szansę... Całe szczęście! Po kilku odsłuchach mocno wkręciłem się w ten album, a tłuste, niesione mocnym basem podkłady i efektowne flow gospodarzy porwały mnie i sprawiły, że na dobre wsiąkłem w świat SOM...

Zajawka rosła w siłę i dość sprawnie uzupełniłem wszystkie pozostałe krążki twórców "93 'til Infinity" - z wyjątkiem "Focus" z 1999 roku, które nigdy oficjalnie nie ukazało się na CD. W zeszłym tygodniu dotarła do mnie natomiast znaleziona w cenie kilku dolarów solowa płyta Opio - jednego z najbardziej wyrazistych członków Souls of Mischief, zatytułowana "Triangulation Station". Co na niej znalazłem?

recenzja
dodano: 2019-02-26 18:30 przez: Marcin Natali (komentarze: 1)

Pracujemy z Will Sessions nad nowym albumem. Jeśli słyszałeś "Motor City Booty", słyszałeś trio Dames Brown. Nagraliśmy z Dames Brown razem parę utworów, naprawdę dobrych. Zapowiada się konkretna porcja funku - jest na co czekać. I będzie to hardkorowy, tradycyjny funk z dozą old schoolu, kozacka rzecz - tak zapowiadał album "The One" sam Amp Fiddler w wywiadzie, który miałem przyjemność z nim przeprowadzić.

Wtedy jeszcze nieznany był tytuł ani data premiery krążka nagranego wspólnie z live bandem z Detroit o nazwie Will Sessions (fani rapu mogą kojarzyć ich z projektu "Elmatic", gdzie zagrali na nowo wszystkie bity z klasycznego debiutu Nasa "Illmatic", a Elzhi położył pod nie nowe zwrotki, oddając hołd płycie z 1994 roku), ale po samej zapowiedzi nie mogłem się doczekać! Legendarny wokalista, muzyk i producent z Motown City, 7-osobowy zespół oraz kobiece trio na chórkach - to nie mogło się nie udać!

dodano: 2019-02-18 21:30 przez: Mateusz Natali (komentarze: 1)

Powiedzieć, że na ten album czekała cała rapowa scena to nic nie powiedzieć. Po ponad 20 latach kariery Sokół zaserwował nam swój pierwszy solowy krążek, nazwany po prostu "Wojtek Sokół". Tytuł prosty i minimalistyczny - wydanie jednak niekoniecznie. Co otrzymali fani, którzy zdecydowali się zaufać członkowi ZIP Składu?

recenzja
dodano: 2019-02-11 15:30 przez: Marcin Natali (komentarze: 0)

Wywodząca się z Kentucky ekipa CunninLynguists od lat cieszy się szacunkiem wśród polskich słuchaczy, a grono ich fanów nad Wisłą może nie rośnie w szaleńczym tempie, ale mam wrażenie, że - co najważniejsze - wciąż trzyma się mocno. Ja osobiście wkręciłem się w ich muzykę dobrych kilka lat temu, kiedy na Hip Hop Kempie zakupiłem album "Dirty Acres" na CD. Pamiętam jednak, że jeszcze zanim nabyłem ich czwarty krążek z 2007 roku to słyszałem świetne single z płyty "Oneirology", także nie był to zakup zupełnie w ciemno. Podpisu ani zdjęcia niestety nie udało mi się dorwać, ale zdecydowanie były to dobrze wydane pieniądze, a w kolejnych latach do mojej kolekcji dołączyłem m.in. pierwszy solowy album Deacona The Villaina, kapitalne "Peace or Power" z 2015 roku.

Pod koniec zeszłego roku - zupełnym zresztą przypadkiem, na jednej z grup poświęconych płytowemu "diggingowi" - natrafiłem natomiast na zeszłoroczny projekt The Off Daze "Couple's Skate". Intrygująca nazwa i ciekawa, niestandardowa okładka od razu przykuły moją uwagę, a traf chciał, że dwie z trzech rysunkowych facjat na różowym tle okazały się facjatami dobrze mi znanych już reprezentantów CunninLynguists - Deacona The Villaina oraz Natti'ego! Trzeci dżentelmen współtworzący trio to wieloletni współpracowników obu panów, MC o ksywie Sheisty Khrist. Takim oto zbiegiem okoliczności projekt, który z pewnością umknął wielu hip-hopowym radarom a może nawet i zawziętym fanom Cunnin, trafił na mój osobisty radar. Nie potrwało długo, zanim fizyczny krążek wylądował w mojej płytotece.

dodano: 2019-02-04 15:30 przez: Marcin Natali (komentarze: 8)

W ostatni piątek światło dzienne ujrzała długo oczekiwana, finalna dwunasta płyta kalifornijskiego duetu People Under The Stairs zatytułowana "Sincerely, The P". W listopadzie 1/2 grupy - MC i producent Thes One - ogłosił zakończenie kariery muzycznej, zapowiadając również ostatni krążek w duecie ze swoim wieloletnim kompanem Double K. Panowie rozstają się w zgodzie, a powodem decyzji była wycieńczająca jednak przez lata droga, którą obrali PUTS - praktycznie pełna niezależność, z dala od dużych wytwórni, co z jednej strony pozwoliło im zachować esencję twórczości oraz szczerość w muzyce, ale z drugiej mocno odbiło się na życiu prywatnym obu Panów. Droga "DYI" (Do It Yourself) to bowiem nie tylko nagrania utworów, ale i wypuszczanie płyt, promocja, booking tras koncertowych, wysyłka płyt - pełen pakiet.

Tyle tematem wstępu do PUTS - ale nie o ich historii w dzisiejszym, premierowym odcinku "Przesyłki Polecanej". Ja osobiście na muzykę PUTS po raz pierwszy natrafiłem wiele lat temu przekopując amerykańskie blogi z podziemnym rapem i znajdując ich debiutancki krążek z 1998 roku "The Next Step". Pamiętam, że brzmienie przypadło mi do gustu, a płytki słuchało się bardzo przyjemnie, ale wtedy jeszcze zakupy internetowe nie były aż tak rozwinięte a płyty PUTS ciężko było znależć w Polsce, więc finalnie gdzieś tam po odsłuchu na słuchawkach o duecie zapomniałem... 

dodano: 2019-02-03 20:00 przez: Marcin Natali (komentarze: 11)

Moja muzyczna przygoda z hip-hopem zaczeła się w roku 2000 - erze, kiedy żeby poznać artystę i album, trzeba było nabyć fizyczny nośnik - na ogół po zachęcających singlach latających w radiu lub TV (pozdrówki MTVBase!). Raz była to kaseta, raz płyta CD (zdecydowanie droższe niż kasety także bywał to luksus), a raz lepszej lub gorszej jakości bootleg bądź płyta przegrana od znajomego. Wymienianie się płytami i przegrywanie na CD-r'ki też było na porządku dziennym, a "żywotność" albumów była zdecydowanie dłuższa niż obecnie. Płyty nie wychodziły codziennie, a kiedy już dorwało się nowe dzieło ulubione artysty, pozostawało ono w boomboxie/discmanie czy walkmanie przez długie tygodnie lub miesiące... No dobra, może brzmię trochę jak dinozaur z tymi wspominkami z kategorii "za moich czasów". Ale to były piękne lata!

Nie to, żeby teraz również nie było pięknie - pod wieloma względami obecnie fani muzyki mają lepiej - dostęp do niemal wszystkich płyt, jakich można sobie zażyczyć, jest w ogromnym stopniu ułatwiony a wiele klasyków i nowości mamy na wyciągnięcie ręki. Parę kliknięć i pełen album ląduje na Twojej playliście streamingowej, bądź od razu na telefonie do słuchania nawet w trybie offline - cudo technologii! Ale czy w tej pogoni za sprawdzaniem wszystkich nowych wydawnictw muzyka nie stała się dla nas swego rodzaju kulturalnym "fast foodem"? Szybki dostęp, szybka konsumpcja i po paru dniach - cytując Jay-Z - "on to the next one", bo nagłówki portali i tablice fejsbukowe zalewa już kolejny świeży album - no a przecież trzeba być na bieżąco, żeby móc udzielać się w dyskusjach, czyż nie?