Hip-hop miał już w swojej historii postacie, było ich całe mnóstwo, które zdawały się nigdy nie opuszczać studia nagranowiego, raz po raz zasypując słuchaczy wydawniczymi nowościami. Problem polegał na tym, że na każdy dobry album przypadało co najmniej kilka rażących bylejakością, co najwyżej poprawnych, a oddzielanie ziaren od plew na dłuższą metę po prostu męczyło.
Curren$y, 31-latek z Nowego Orleanu, to również pracuś nad pracusiami. Jak głosi legenda, tworzenie muzyki zastępuje mu jedzenie i picie, a zielsko - sen. Nowymi albumami raczy nas co chwilę, liczby wydanych przez niego teledysków nie potrafią oszacować najtęższe głowy. Co go wyróżnia od innych? A no to, że wspomnianej przed chwilą bylejakości się u niego po prostu nie znajdzie. Wszystko, co podpisane jest ksywą Spitty, posiada stempel jakości, mniej lub bardziej wyraźny, ale co ważne - zawsze widoczny. I "New Jet City" nie jest tu żadnym wyjątkiem.



































