Fani złotych czasów polskiego podziemia mają w tym szalonym roku sporo powodów do radości - właśnie dostali kolejny. Ni stąd ni zowąd na kanale Mefli Fam pojawił się wspólny numer duetu Jimson & Me?How? zatytułowany "Co tam słychać bracie? (Aurora Borealis)" i patrząc na to jak brzmi to wygląda raczej na zapowiedź czegoś więcej niż jeden wyabstrahowany utwór... Czyżby coś miało się wydarzyć? Przypomnijmy, że od ostatniego pełnego projektu Jimsa minęło 8 lat.
Audio
Audio
Ekipa SBM Label serwuje nam ostatnio prawdziwą kanonadę - ledwo przygasło Hot16Challenge2 a mogliśmy oglądać powstawanie projektu Hotel Maffija, ledwo wrócili z niego do domów a dostajemy nowe SBM Starter.
Jeżeli wydawało się Wam, że temat spięcia na linii Sebastian Fabijański-Quebonafide jest już zamknięty to nic z tego. Aktor propsował ostatnio "SZUBIENICAPESTYCYDYBROŃ" i wypowiadał się o Quebo w raczej spokojnym tonie - ale w wydanym dopiero co singlu "Dirty Dancing" jednak 'słychać strzały'.
Wczoraj ekipa SBM serwowała na Instastory tajemnicze podpowiedzi w postaci różnych liter - jak się okazuje była to zapowiedź wspólnego utworu, rzuconego dziś w prezencie na Dzień Dziecka. Nie wiemy czy to zapowiedź pełnego projektu czy też luźny track.
Kolejny mocny singiel z nadchodzącej płyty Wigora, zatytułowanej "1978". Utwór ''Zaklęte rewiry'' z gościnnym udziałem Peji i Kafara z ekipy Dixon37, to numer opowiadający o początkach i ulicznych korzeniach raperów. Produkcją utworu zajął się O.S.T.R.
Powrót do pracy po weekendzie, jak i początek tygodnia, nie raz nie są najłatwiejszymi zadaniami - dobrze więc postarać się o to, aby każdego ranka nastroić się odpowiednio za pomocą muzyki - najlepiej takiej niosącej pozytywną energię i motywację.
Takim kawałkiem jest nagrany w duecie przez Jona Connora i Dizzy'ego Wrighta track "Morning Motivation", który powinien dodać Wam siły na dzieiejszy ranek, jak i nadchodzące dni, oraz dać swoistego kopa na rozpęd.
Wchodząc do kasyna i mając zamiar "zagrać va banque" masz dwie opcje - albo wielka wygrana, albo wychodzisz spłukany. Podobnie jest z Aftermath - jeśli Ci się poszczęści, stajesz się kolejną gwiazdą światowego formatu (The Game, Kendrick Lamar, Anderson .Paak). W przeciwnym wypadku kończysz jak przykładowy Bishop Lamont - kilka lat w plecy, brak wydanego albumu, hype zredukowany do minimum i garstka lojalnych fanów zamiast milionów słuchaczy. Tuż po "Compton" mozna było się spodziewać, że były Freshman XXL'a Jon Connor wreszcie wystrzeli i zrobi karierę, na jaką zasługiwał rapowymi umiejętnościami i mikrofonową charyzmą. Okazało się jednak, że podpisanie kontraktu z Dre przyniosło wręcz odwrotne skutki...
Jona Connora spotkał niestety los podobny do Bishopa, a wielokrotnie zapowiadany i przekładany na przestrzeni lat debiut w Aftermath "Vehicle City" bezpowrotnie trafił do szuflady Doktorka... Finalnie jednak wymiatacz z Flint w stanie Michigan postanowił nie dać za wygraną i w zeszłym roku, po kilkuletnim "stażu" w wytwórni Aftermath, opuścił jej szeregi, a pod koniec kwietnia wreszcie ukazał się jego długo oczekiwany longplay!
Dostajemy nowy utwór od KęKę, który daje upust emocjom nagromadzonym w trakcie ostatnich 2 miesięcy.
Ras Kassa na scenie widziałem kilka razy - od występu na Hip Hop Kempie, przez support, który grał przed koncertem GZA w Warszawie, aż po show w ramach trasy West Coast Takeover z Xzibitem pod koniec zeszłego roku. Jedna rzecz, która się nie zmienia, to to, że niezmiennie ogień w wersji live robi wspólny numer weterana z Carson z DJ'em Premierem, pamiętne, można wręcz rzec klasyczne, "Goldyn Chyld".
W tym roku obaj artyści znów połączyli siły - i znów dostaliśmy kawał najlepszej jakości rapu z obu Wybrzeży!
Od wydania "Unconscious State" Jona Connora minęło 7 lat. Od jego udziału na albumie "Compton" Dr. Dre - prawie 5 lat. W zeszłym roku, po kilkuletnim "stażu" w wytwórni Aftermath, wymiatacz z Flint w stanie Michigan w końcu opuścił szeregi wytwórni Dre, a pod koniec kwietnia ukazał się jego długo oczekiwany longplay.
Na wydanym już niezależnie "SOS" Connora gościnnie wsparli m.in. Dizzy Wright, A-F-R-O, Termanology, Jarren Benton czy Kelly Price. The People's Rapper is back!
Wczoraj światło dzienne ujrzał debiutancki album tria Jamo Gang, w skład którego wchodzą legenda L.A. i liryczny wymiatacz Ras Kass, nowojorski weteran El Gant oraz producent J57. Na "Walking With Lions" trójkę wsparli m.in. DJ Premier, Slug z Atmosphere, Sid Wilson ze Slipknot czy Slaine z La Coka Nostra.
Rap spod znaku Jamo Gang przypaść powinien do gustu fanom lirycznej, gęstej nawijki oraz twardego, boom-bapowego brzmienia, przemieszanego z syntezatorami i wpływami brzmienia elektronicznego. Odsłuch całości w rozwinięciu.
Na premierę nowego albumu Jayo Felony kazał czekać swoim najwierniejszym fanom długo, bo nieco ponad 18 lat które minęły od premiery płyty "Crip Hop" – ostatniego oficjalnego wydawnictwa od Bullet Loco. Przez ten czas w życiu artysty działo się bardzo dużo… burzliwe rozstanie z Def Jam, które nie było zainteresowane wydaniem kolejnego krążka ("Hotta Than Fish Grease") i późniejsze nietrafione decyzje biznesowe, owocujące jedynie tym, że nowo nagrany materiał w postaci kompaktów "In The Trenches" oraz "Don't Get Meatballed" nigdy się nie ukazał. Do tego brak finalizacji projektu Rifleman, w skład którego – obok rapera, wchodziły jeszcze takie postaci jak Kurupt, Prodigy z Mobb Deep (R.I.P) i 40 Glocc oraz kupa beefów po drodze z pierwszoplanowymi postaciami hip-hopu (Snoop Dogg, Jay-Z), a wszystko to zakończone kilkuletnią odsiadką. Muzyczny ślad urywa się finalnie w 2011 roku, tuż po wypuszczeniu do sieci projektu "We On On Purpose" - zlepku przypadkowych, niepublikowanych wcześniej kawałków i na temat Jayo Felony zapada cisza w eterze przez kilka następnych lat... Kiedy dalsza kariera reprezentanta Daygo zawisła na włosku, z pomocą przyszedł nieoczekiwanie sam Xzibit (którego Loco wiele kilka lat wcześniej ostro dissował), oraz Open Bar Entertainment, pod szyldem którego raper wypuścił w końcu swój najnowszy materiał. Czego zatem możemy się spodziewać po tak długiej przerwie ze strony albumu "James Savage: Broken Ground"?
Nie ma co ukrywać, że lata 1994-1996 to czasy absolutnej dominacji zachodniego wybrzeża na mapie hip-hopu – zarówno pod kątem sprzedażowym, jak i samej popularności. W samym środku tego gorącego wydawniczo okresu, do głosu dochodzi również w końcu Jayo Felony, wypuszczając wiosną 1995 roku nakładem JMJ Records swój debiutancki krążek "Take A Ride". Płyta szybko zostaje doceniona przez fanów i krytyków, stając się klasykiem G-Funk ery. Paradoksalnie jednak, z biegiem lat został zarazem jednym z najbardziej niedocenionych oraz pomijanych arcydzieł, jakie ukazały się w epoce zdominowanej przez wykręcone piszczały i ciężko uderzające basy. Dlaczego zatem album, będący osobistym faworytem pewnie w niejednej kolekcji fana kalifornijskiego gangsta rapu, nie odniósł sukcesu komercyjnego na poziomie równym debiutu Tha Dogg Pound, czy pierwszego solo Warrena G?
Majówkowy prezent od Erosa dla fanów klasycznego rapu. Członek JWP postanowił sięgnąć po bit z "Dead Presidents", kultowego singla Jaya-Z z jego debiutanckiego majstersztyku "Reasonable Doubt". Sprawdźcie co z tego wynikło!
Spróbujcie wyobrazić sobie sytuację, w której na jednym z największych i najbardziej chłonnych rapowych rynków tworzy się supergrupa, złożona z trzech uznanych artystów, potrafiących jeszcze parę lat wstecz sprzedawać w pojedynkę naprawdę duże ilości solowych dokonań, a jakby tego było mało – do współpracy zostają także zaproszeni topowi raperzy i producenci z regionu. Każdy z Was na pierwszy strzał pomyśli pewnie to samo, co ja przed laty reagując na wzmianki o tym przedsięwzięciu - projekt skazany na murowany sukces. Niestety nic bardziej mylnego i to właśnie komercyjna klapa tercetu Criminalz najlepiej obrazuje wydawniczy stan zachodniego wybrzeża i stosunek ówczesnego mainstreamu do kalifornijskiego gangsta rapu na początku nowego millenium.






































