Myślę, że wielu słuchaczy, którym twórczość Kajmana nie jest obca, zgodzi się ze mną, że po wzięciu udziału w trasie koncertowej Stoprocent Tour 2007, fejm kielczanina wystrzelił w górę. Nie mogło być inaczej, gdy za kompanów w podróży ma się Peję, Kaczora, Gurala, Piha, Borixona i Sobotę, słowem godnych reprezentantów śmietanki polskiego rapu. Idealną promocją tak bogatej trasy koncertowej była publikacja klipu, gdzie każdy z wyżej wymienionych artystów pokusił się o konkretną szesnastkę, zobrazowaną pomysłowymi ujęciami. Przyjrzyjmy się jednak bliżej, jak wypadł na tle kolegów nasz popkillerowy Artysta Tygodnia.
Klasyka
Klasyka
Legenda polskiego freestyle'u, uczestnik finału WBW 2004, Flesz nie żyje - ta smutna informacja dotarła do nas dzisiaj w ciągu dnia za pośrednictwem Puocia i Dolara. Pamiętam jakby to było dziś, jak za sprawą videorelacji z tamtego finału na Vivie zainteresowałem się wolnym stylem i złapałem na niego takiego bakcyla, że od 2005 przez wiele lat starałem się nie opuścić żadnej ważniejszej bitwy w kraju. A obok popisów Dużego Pe czy Te-Trisa jednym z jaśniejszych elementów był dysponujący lekkim, rozbujanym stylem i rzucający od niechcenia świetne jak na tamten czas linijki typu "Wiecie co ja robię z hajsem? Ja go palę - zgadnijcie co zrobię z Dolarem" Flesz z Izabelina...
[Edit: Poniżej również niepublikowany wcześniej numer Flesza na bicie Zbyla z roku 2005, który warszawski producent postanowił dziś udostępnić]
Czyżby szykowała się afera, mająca na grubo zarysować piękną rapową karierę? Trzy miesiące temu pisaliśmy Wam o śmierci legendarnego Tim Doga a świetny okolicznościowy tekst z tej okazji napisał dla nas Rychu Peja, teraz coraz głośniej mówi się o oszustwie. Dog miałby sfałszować informację o swojej śmierci, by uciec od płacenia zaległych pieniędzy ludziom, których oszukał! Wiecie, że stronimy od plotek i wieści niemuzycznych, ale na horyzoncie widnieje jedna z większych i bardziej niechlubnych rapowych afer w historii!
15 czerwca odbędzie się premiera reedycji jednej z najważniejszych płyt kultowego Slums Attack, czyli albumu „Całkiem Nowe Oblicze”. Zespół zremasterował krążek nagrany w 1998 roku, dodając też drugą płytę z remixami, która została wydana na kasetowym nielegalu pod tytułem „Otrzuty (Remixy)” z roku 1999.
Lista dziesięciu MC's, którzy mieli największy wpływ na wszystko co działo się później, których wkład był przełomowy i rewolucyjny bez Kool G Rapa byłaby niepełna. W piątce również nie zabrakłoby dla niego miejsca. Bez G Rapa nie byłoby nie tylko Jaya, Nasa czy Lil Fame'a, ale również Biggiego czy Big Puna. Protoplasta mafioso rapu, jeden z pierwszych obok Daddy Kane'a czy Rakima rapujący w sposób, który potem stał się kanonem. Kool Genius Of Rap, gdzie element geniuszu jest niepodważalny.
Po premierze "Wanted Dead Or Alive" w 1990 roku G Rap i Polo postanowili zrealizować swój trzeci wspólny album w Kalifornii, oddając całość produkcji w ręce Sir Jinxa. Efektem stał się materiał "Live And Let Die", jeden z najlepszych w dorobku legendy z Queens i zarazem klasyk, który trafił na bardzo niesprzyjające okoliczności.
W Red Bull Academy pojawiali się już inni muzycy, których słowom warto poświęcać uwagę, ale myślę, że każdy kto ma względny ogląd na hip-hop przyzna, że Rakim jest jednak wyjątkowy. Na początku video, które znajdziecie w rozwinięciu moderator puszcza jeden kawałek Rakima - "Don't Sweat The Technique". Publiczność mało rapowa, ale ten kawałek niezależnie od tego do jakiego odbiorcy trafi musi zrobić wrażenie. Trwający siedem kwadransów bardzo wyczerpujący i ciekawy materiał z God MC, człowiekiem, który zrewolucjonizował rap.
Już w 1993 roku Frankie Cutlass pokazał, że latynosi potrafią produkować hip-hop w najlepszej formie. Udało mu się wypromować pierwszy hit zatytułowany "Puerto Rico", ale to drugi album niesamowitego talentu pochodzącego ze Spanish Harlem w Wielkim Jabłku jest najlepszym dokonaniem w jego dyskografii.
Nie tylko ze względu na obsadę, która oprócz Evil Twins mieści na jednym krążku takich mistrzów stylu jak Kool G Rap, Mobb Deep, M.O.P., Fat Joe, Big Daddy Kane, Smif-N-Wessun, Redman czy Heltah Skeltah. Bardziej ze względu na to, że podkłady znajdujące się na tym krążku są jasnym sygnałem - "tak, jestem tym koleżką, którego słuchają nowojorscy latynosi i potrafię robić kawałki specjalnie dla nich, ale potrafię też robić kawałki dla każdego kto kocha prawdziwy rap". W ten sposób powstała historia, bo "Politics & Bullshit" z 1997 roku jest pełne kawałków olbrzymiego kalibru, collabos, które są unikatowymi połączeniami i bitów, które sprawią, że musisz ustawić bas i dać głośniej.
Dzisiejszy Diggin z Artystami Tygodnia, bo Ab-Soul jest w tegorocznej Freshmen Class, a Kendrick był w niej dwa lata temu. Zresztą każdy z członków Black Hippy został już wyróżniony przez XXL'a. W wywiadach dziennikarze pytali najpopularniejszego w tej chwili Kendricka o to czy Schoolboy pójdzie jego śladem i zrobi równie wielką furorę jak on. Ja nie lekceważyłbym Jay Rocka, który ostatnio przycichł i przede wszystkim Ab-Soula, który z kolei nabiera dużego rozpędu, a jego kolejne kawałki wzbudzają coraz większe zdumienie. Dzisiaj jednak o tym, który wzbudził moje zdumienie Ab-Soulem po raz pierwszy.
Kanye West to postać, która wzbudza różne opinie. Wielu uważa go za geniusza, idealistę, wirtuoza. Inni zaś zarzucają mu niepotrzebną zmianę stylu i cenią tylko za początkowy okres kariery. Nie zmienia to jednak faktu, że ten pochodzący z Chicago raper i producent jest obecnie jedną z najbardziej wpływowym artystą na rynku muzycznym. Kilka dni temu do internetu wyciekł album ciekawostka, materiał zdecydowanie dla psychofanów jak i fanów Kanye Westa z początku jego kariery.
Posłuchajcie "The Prerequsite" - demo tape na którym znajdziecie wiele niepublikowanych wcześnie kawałków, jak i wersje original późniejszych hitów Westa. Link do pobrania i odsłuchu w rozwinięciu newsa.
Na polski koncert AZ czekałem od momentu, gdy pierwszy raz usłyszałem "Life's A Bitch". Przez lata wydawało się to poza zasięgiem, a jednak - rok 2013 przyniósł aż cztery występy nowojorskiego wymiatacza w Polsce. My stawiliśmy się na warszawskim show, a po koncercie nie mogliśmy nie skorzystać z okazji przepytania jednego z naszych największych rapowych idoli i jednego z najbardziej niedocenianych MC w historii. O czym rozmawialiśmy z AZ?
"Revolutionary But Gangsta" było pierwszym albumem dead prez, który usłyszałem, a miało to miejsce gdzieś w okolicach 2005. Pamiętam jak zastanowiałem się czemu ludzie tak to propsują, być może ze względu na słabszą znajomość angielskiego i rapu. Przez lata tkwiłem w przeświadczeniu, że debiutanckie "Let's Get Free" to jest coś, a potem było już słabiej. Do tego roku, który przyniósł nam warszawski koncert, na którym niestety usłyszeliśmy tylko M1'a. Po latach dopiero słyszę, że dead prez byli jednymi z naprawdę niewielu raperów kojarzonych z NYC, którzy umieli wykorzystać południowe patenty, a przede wszystkim rytmikę w sposób twórczy i drapieżnie efektowny.
W Source'ie ta płyta dostała 4,5 mikrofonu na 5 i bardzo słusznie. Jest odważna, flow jest świeże do dzisiaj, a teksty są bardzo konkretne - u dead prez raczej nie ma innych przypadków. Do dziś z ust członków zespołu słyszymy, że nie mają nic przeciwko mainstreamowemu rapowi, ale wbić się do domów szerokiego odbiorcy z czymś takim? Huh. To jest dopiero coś.
Rok 2000 to - z punktu widzenia mainstreamu - dla polskiego rapu rok przełomowy. Ogromny sukces odniosła "Kinematografia" Paktofoniki, "Friko" Grammatika śmigało jako powerplay w RMF FM... a pierwsze WWO wyszło nakładem BMG Poland - jakkolwiek by nie patrzeć, majorsa. Było to rok po ukazaniu się legendarnego dla warszawskiej hardkorowej sceny albumu ZIP Składu. "Masz I Pomyśl" Sokoła i Jędkera trudno uznać za projekt mniej legendarny. Bo to nie tylko "Jeszcze będzie czas".
Chociaż wśród fanów rapu mało kto nie zetknął się z dead prez ani razu, to nawet zwolennicy zespołu nie są w pełni świadomi jak wiele muzyki dostaliśmy od "Let's Get Free" do dziś. Oprócz albumów były przecież bardzo konkretne mixtape'y, solowe albumy, wspólne nagrania z innymi raperami. stic ma na przykład na koncie pochodzący z 2006 mixtape z Young Noblem z Outlawz. Ostatni członek kalifornijskiej grupy dodany do składu przez 2Paca pojawił się też w singlu z pierwszej oficjalnej solówki stic.mana zatytułowanej "Manhood". Właśnie teledysk do tego numeru zobaczycie w dzisiejszym Diggin' In The Videos? Dlaczego? Żeby pokazać jak bardzo wszechstronną grupą są dead prez i jak błędne jest wrzucanie ich do wora z napisem "hip-hop polityczny".
Nasi artyści tygodnia w kategorii kawałków poświęconych płci pięknej, miłości i relacjom damsko-męskim są chlubnym wyjatkiem, co (stoję o zakład) przysporzyło im większą przychylność kobiet niż może się wydawać. Wystarczy wspomnieć najbardziej znany w Polsce (obok "Hip-Hop") kawałek zespołu - "Mind Sex", w którym mówią o więzi emocjonalnej i intelektualnej jako nie mniej ważnej niż seksualna. Dodajmy, że stic nawija tam takie linijki jak "don't say I don't wanna fuck, cause I do", a cały wydźwięk kawałka jest daleki od pantoflarstwa. Chodzi w nim o to, że utarty schemat faceta myślącego tylko i wyłącznie jajami dla członków zespołu jest nie do zaakceptowania.
Czwarty odcinek przygotowanego przez Krzysztofa Kozaka Archiwum RRX to video, w którym widzimy Chadę, Borixona, 1z2 oraz Pęka pracujących w Studiu Schron nad swoimi materiałami.








































