Nie jestem spokojny o nadchodzące podsumowania roku. Mam wrażenie, że znajdę gdzieś takie, w którym zabraknie debiutu Ńemego.
Owszem, niemała ilość wywiadów, kontrakt z Prosto, obecność na Olisie – to wszystko każe sądzić, że „Ń” gdzieś tam dotarło. Trudno się jednak pozbyć wrażenia, iż odbiór barwnej twórczości Marcina Niemczyka nosi znamiona wycieczki do zoo. Wiecie, fajnie jest tam pójść i popatrzeć na egzotyczne zwierzątka, ale żeby trzymać takiego, powiedzmy, nosorożca czy innego pawiana w domu, oj, to już nie.





































