Dlaczego: Ten numer wydaje wam się dziwnie znajomy? I dobrze, bowiem pochodzi on z... wydanej w 2001 roku płyty "Iron Flag". Video utknęło gdzieś w szufladach a trafia do nas po kilkunastu latach z adnotacją "unreleased", prosto z zawiłych komnat Shaolin.
Klasyka
Klasyka
Jeden z najbardziej długowiecznych nowojorskich MC, który jeszcze w ostatniej dekadzie dostarczył nam dwa klasyczne już albumy -"Disposable Arts" (które do jutra, podobnie jak "Sittin On Chrome", "Slaughtahouse" i "MA Doom: Son Of Yvonne" możecie zamawiać w naszej dystrybucji) i "A Long Hot Summer" w jednym z ostatnich wywiadów ujawnił, że od kilkunastu lat choruje na stwardnienie rozsiane! W szczerej i osobistej rozmowie podzielił się z HipHopDX również tym, w jaki sposób wpłynęło to na jego twórczość, działalność artystyczną i jak - wbrew pozorom - zmotywowało do nagrania wyżej wymienionych krążków oraz do zawarcia na nich wszystkiego, co czuł, że musi jeszcze powiedzieć słuchaczom.
Niedawno informowaliśmy was o tym, że NaS postanowił na 20-lecie wydać specjalną reedycję swojego klasycznego debiutu "Illmatic". Szybko doczekaliśmy się pierwszego materiału promującego album i na pierwszy ogień poszedł utwór "It Ain't Hard To Tell", którego remixem zajął się Dave Scratch. Trzeba przyznać, że producent zachował klimat oryginalnej wersji i sprawnie odświeżył bit Large Professora. Jak oceniacie nową wersję legendarnego kawałka? "It Ain't Hard To Tell (Stink Mix)" możecie sprawdzić w rozwinięciu newsa.
Nie ma co ukrywać, że spośród wszystkich członków Tha Alkaholiks to Rico Smith był zawsze tym, który jako pierwszy przyciągał uwagę słuchaczy. Tym bardziej jestem rozczarowany po przeczytaniu dzisiejszego newsa, że raper z powodów osobistych nie będzie w stanie kontynuować trasy i zabraknie go na polskich koncertach grupy. Żałuję ogromie ponieważ po cichu liczyłem, że uda mi się usłyszeć na żywo chociaż fragment jednego z moich ulubionych kalifornijskich singli wszechczasów, czyli "G'z Is G'z".
Dla każdego fana kalifornijskich klimatów możliwość zobaczenia na żywo jednej z bardziej charakterystycznych ekip z zachodniego wybrzeża to z pewnością duże wydarzenie. Sam wybierałem się na koncert Liksów już kilkakrotnie, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie - a to względy czasowe, finansowe lub organizacyjne, kiedy zapowiadany kilka lat temu występ chłopaków w Poznaniu finalnie nie doszedł do skutku. Z racji tego, że czeka nas wszystkich melanżowy weekend z Tashem, J-Ro i E-Swiftem, odświeżymy sobie nieco ich mocno zakrapianą alkoholem dyskografię, zaczynając od ich klasycznego singla, który jest jednym z najlepszych pijackich hymnów wszechczasów.
Dla wielu to synonim rapowego klasyka i jedna z tych płyt, od których zaczyna się wymienianie pereł lat 90-tych. Od premiery kultowego "Illmatica" mija w tym roku 20 lat a nas postanowił uczcić tę rocznicę specjalnym wydawnictwem nazwanym "illmaticXX". Ukaże się ono 15 kwietnia, a co tam znajdziemy?
A Tribe Called Quest to skład, który nie tylko odegrał wielką rolę w hip-hopie lat 90-tych, ale i jedną z kluczowych jesli chodzi o karierę J. Dilli. To we współpracy z Tribe'ami mocno rozwinął swój warsztat i zyskał doświadczenie, a Phife Dawg działał z Yanceyem jeszcze przy swoim solowym "Ventilation: Da LP". Dziś pochyla się dokładniej nad ich relacją i wspomina Dillę w nowym numerze "Dear Dilla", który ma być pierwszym singlem z drugiej solowej płyty Dawga - "MUTTYmorPHosis".
Lato 2004 roku było w Polsce bardzo przyjemne. Dwóch gówniarzy z małego miasta w połowie drogi między Łodzią a Warszawą, trzymając w ręku bilet na pierwszy rapowy koncert w życiu, zastanawiało się nad tym kto będzie za deckami podczas koncertu Mobb Deep. Dopiero po tym wydarzeniu na moich słuchawkach pojawił się najlepszy biały raper spośród producentów z Zachodniego Wybrzeża jakiego dotąd poznałem.
Miejsce: Kalifornia. Prażone w bezlitosnym słońcu ulice osławionego 90210, Beverly Hills, miejsca zamieszkania wielu sławnych na cały świat hollywoodzkich gwiazd. Czas: początek lat dziewięćdziesiątych, gdy dosłownie w każdym zakamarku Los Angeles, z boomboksów, walkmanów, gramofonów tudzież innych odtwarzaczy płynęły nieustannie dźwięki wściekłego, bujającego hip-hopu, pełne agresywnych, buntowniczych liryków. Czas, gdy królowały wojownicze, za nic mające świętości songi N.W.A, Compton’s Most Wanted, Ice Cube’a czy Cypress Hill. W tym właśnie miejscu, w tym właśnie czasie – pewien młodzieniec o imieniu Alan podjął decyzję, która określi całe jego życie. Postanowił, ze zostanie częścią tej kultury.
Wow, Evidence znów w Polsce! Ta informacja ucieszyła wszystkich fanów Dilated Peoples, bilety na koncert Step Brothers rozeszły się jak świeże bułeczki. Oczywiście w związku z tym wydarzeniem na Popkillerze tydzień z EV i ALC. Gdy Mateusz poprosił mnie o tematyczny Klasyk Na Weekend, wiedziałem, że to nie będzie łatwe zadanie. Jak niby mam napisać "obiektywną recenzję" przypominającą jeden z moich ulubionych albumów rapowych wszechczasów? Zdziwiłem się też, że The Weatherman LP jest już klasykiem w oczach Emateia. Jednakże 7 lat to już faktycznie całkiem dużo...
Przesłuchanie kilka razy albumu, który tyle dla ciebie znaczył 7 lat temu jest bardzo ciekawym przeżyciem. Retrospekcje, skojarzenia, wspomnienia z koncertów na których widziało się wykonania live... Ciężko jednak było mi odkryć coś nowego. Evidence znany jest ze swojej nienagannej dykcji - genialne podejście, zwłaszcza dla słuchaczy, którzy nie są native speakerami języka angielskiego. Nie ukrywam, trochę się języka nauczyłem dzięki zwrotkom chłopaków z Dilated.
Postanowiłem, że ten klasyk będzie skierowany bardziej do osób, które z tym albumem nie miały jeszcze zbyt dużo wspólnego. Może przesłuchali po łebkach, może nigdy nie zajarali się Dilated Peoples. Teraz jednak zbliża się koncert, a na nim wypada być i wypada znać muzykę Evidence’a i Alchemista, prawda? Tak więc kontynuujemy program kształcenia świadomych słuchaczy za pomocą klasyków na weekend!
Wywiady 'po pijaku' wydają się dziś szczytem kontrowersji, odkrywającym niedostępne na co dzień rejony i stawiającym raperów w sytuacji, w której potem może być im niezręcznie. Polski facebookowy profil Hip Hop Kempu odkopał dziś jednak wywiad, którego nie powstydziliby się Necro, Danny Brown, R.A. The Rugged Man i Smut Peddlers razem wzięci... Frontman legendarnego 2 Live Crew, znanego z rozpustnych tekstów, w których kobiet było więcej niż na wyprzedażach Avon zaprosił do siebie Jaya Z. Jednak Luke jak tu Luke - nie mógłby dopuścić do normalnej rozmowy. Posadził więc Jaya parę centymetrów obok dwóch kobiet uprawiających hardkorowy seks oralny i dopiero zaczął wywiad.
Warm it up Kane! Dopiero co zaprezentowaliśmy wam nasz videowywiad z legendarnym Big Daddy Kane'em, a już mamy kolejnego newsa związanego z nowojorską ikoną. BDK zapowiedział bowiem wydanie albumu z największymi przebojami... live. I to nie w byle jakiej wersji, bo zarejestrowanych na specjalnym koncercie z siedmioosobowym zespołem!
Jeden z twórców i prekursorów braggadacio, pierwszy rapowy "pimp", mocno eksponujący szeroko pojęty styl (rapowy i jeśli chodzi o image) a zarazem nie gubiący pazura, street-creditu i charakteru. Mógł pozować obwieszony złotem w różowym dmuchanym Cadillacu a ulice NY wciąż go kochały. Legenda nowojorskiej sceny, członek Juice Crew, gość u którego Jay-Z dostał jedną z pierwszych okazji do pokazania się na płycie, jeden z "ulubionych raperów twoich ulubionych raperów" i jeden z tych, którzy mieli największy wpływ na to, jak rap wyglądał w latach 90-tych i na wiele elementów dziś będących kanonem.
Antonio Hardy w końcówce lat 80. był w absolutnym topie najgorętszych graczy, a zmiany w samym stylu nawijania stały się przyczyną jednej z największych przemian flow w historii. Nie bez przyczyny wielu po premierze "Ready To Die" pisało, że Biggie Smalls w swoim flow bardzo silnie inspiruje się członkiem Juice Crew. Ciężej byłoby znaleźć tych, na których w tamtym czasie BDK nie miał wpływu.
Tak jak często różnimy się z Danielem gustem i ulubionymi MC, tak tutaj byliśmy zgodni - Kane był numerem jeden Hip Hop Kempu 2013 i artystą, którego dorwać na wywiad chcieliśmy najbardziej, a patrząc na to, z jakim szacunkiem i estymą odnosili się do niego inni obecni tam raperzy, mogliśmy szybko zauważyć, że nie tylko dla nas to wielkie wydarzenie. Czekając pod garderobą i patrząc na to, jak amerykańscy MC z lineupu (m.in. Murs) podjarani wychodzili od Kane'a, ciesząc się, że zamienili parę słów ze swoim idolem, mieliśmy świadomość, że tuż obok nas jest kawał historii - i bardzo możliwe, że ostatnia okazja do zobaczenia nowojorskiej ikony na żywo, w końcu ma on już 44 lata, nie jest już w pełni aktywnym MC i rzadko podróżuje po Europie. Koncertowo pokazał jednak wielką klasę, perfekcyjna emisja głosu i kontrola sceny zawstydzić powinny choćby Kendricka Lamara, bo dzień później zaprezentował się on parę leveli niżej niż MC, który mógłby być praktycznie jego ojcem. Dziś ten materiał, jeden z ciekawszych i bardziej merytorycznych wywiadów, które udało nam się do tej pory zrobić dajemy wam jako pierwszy videowywiad w roku 2014. Nie zdążyliśmy niestety zadać wszystkich przygotowanych pytań, ale z przeznaczonego czasu postaraliśmy się wycisnąć wszystko, co tylko mogliśmy.
Często pytacie kiedy w Klasyku Na Weekend cofniemy się do Nowego Jorku lat 90-tych - rok rozpoczniemy więc z naprawdę wysokiego C. Kiedy uruchamialiśmy, jeszcze na Spinnerze, ten cykl wyszliśmy z założenia, żeby ominąć "klasyki oczywiste", albumy, które zna i docenia każdy, które weszły do kanonu, o których ciężko powiedzieć coś nowego i które zajmowałyby miejsce płytom pominiętym lub zapomnianym. Jednak przez te parę lat sytuacja zmieniła się dość znacznie - wybuchł boom na rap, pojawiło się wielu młodych słuchaczy i podczas gdy jedni podchodzą do sytuacji ignorancko, inni piszą do nas właśnie o to, które płyty z amerykańskiej klasyki warto sprawdzić w pierwszej kolejności.
Zamiast więc wyśmiewać, że "gimby nie znajo" (no bo skąd mają znać, gdy dużo więcej miejsca w rapowych mediach zajmuje to, co kto na kogo powiedział, z wiedzą nikt się nie rodzi a wśród masy komentarzy ekspertów spod szyldu "słucham rapu rok, wiem jaki rap jest jedynym właściwym i będę wypowiadał się na każdy temat" ciężko wyłapać naprawdę sensowne wskazania?) mamy dziś dla was właśnie jeden z tychże klasyków, które celowo pominęliśmy na początku. Album, który po dziś dzień robi ogromne wrażenie i który jest kopalnią późniejszych nawiązań, follow-upów czy cut'ów (choćby z niego pochodzi jeden z bardziej znanych w Polsce cut'ów - "Worst comes to worst, my people come first", użyte przez Dilated Peoples). Prodigy, Havoc, nowojorskie Queensbridge roku 1995...
Wyobrażacie sobie takie collabo, w którym swoje style skrzyżowaliby Ol Dirty Bastard, Big Pun i Eazy-E? Niesamowity ładunek charyzmy i stylowej różnorodności. Takiej kooperacji niestety się nie doczekaliśmy, ale teraz wspólny numer... wypuścili synowie trzech zmarłych przedwcześnie legend.







































