Zgodnie z zapowiedziami do sieci trafił pierwszy singiel Bruno Marsa i Andersona .Paaka pod szyldem ich nowego zespołu Silk Sonic. Oprócz tego, poznaliśmy tytuł ich pierwszej wspólnej płyty oraz intro do niej w wykonaniu legendy funku - Bootsy'ego Collinsa.
Soul
Soul
W życiu pewne są tylko trzy rzeczy: śmierć, podatki i to, że po odpaleniu dowolnego albumu Devina The Dude'a poczujemy ciepło w serduszku. Weteran sceny Houston na nowym „Soulful Distance” kontynuuje swoją muzyczną misję odprężania słuchaczy i łagodzenia obyczajów. I znów mu się udaje.
Stało się! Klasyczne "The Miseducation of Lauryn Hill" dołącza do grona 7 diamentowych, hip-hopowych albumów w historii amerykańskiej muzyki, czyniąc tym samym Lauryn Hill pierwszą raperką z takim wyróżnieniem.
Dokładnie dzisiaj 47. urodziny obchodziłby J Dilla, a jak co roku luty dla fanów genialnego producenta z Detroit oznacza "Dilla Month". Idąc tropem skojarzeń, na tę niedzielę przygotowaliśmy nasz videowywiad z artystą, który co prawda nie pochodzi z Motown City, ale od lat jest mocno powiązany z tamtejszą sceną oraz stanowi część historii Slum Village, macierzystej ekipy Dilli a w 2010 roku zaśpiewał refren w numerze "We'll Show You" na bicie Jay Dee. Mowa o Aaronie Abernathy, znanym wcześniej jako AB - wokaliście, producencie i klawiszowcu, który od kilkunastu lat współpracuje i koncertuje z inną ikoną sceny Detroit - Black Milkiem, ale też konsekwentnie tworzy solowe albumy, pełne pasji i przepełnione soulowym brzmieniem.
Z Aaronem udało nam się porozmawiać przed kamerą w trakcie Hip Hop Kempu 2019, tuż przed koncertem z Black Milkiem i Nat Turner Band. W wywiadzie sympatyczny, elokwentny muzyk opowiedział nam m.in. o tym, jak w 2006 roku został klawiszowcem i dyrektorem artystycznym Slum Village w składzie T3, Elzhi, Baatin oraz czego nauczył się przez 5 lat od legendarnych MC's; o unikalnym koncepcie swoich solowych projektów "Prologue", "Monologue", "Dialogue" i "Epilogue"; porównaniach do D'Angelo i ikonach muzyki soul i funk, którymi się inspirował; współnym albumie z producentem 14KT "Saturn Return"; a także o muzyce jako terapii i dochodzeniu do siebie po złamanym sercu.
Historia kariery Aloe Blacca to jedna z najbardziej niesamowitych jakie mieliśmy okazję obserwować w ostatnich 2 dekadach. Od skromnych początków w podziemnej scenie Los Angeles jako zainspirowany true schoolowym brzmieniem raper u boku producenta Exile (z którym Aloe współtworzy do dziś duet Emanon), do objawienia się jako jeden z najwspanialszych głosów we współczesnym soulu i globalnych hitów pokroju „I Need A Dollar”, multiplatynowego „The Man” czy wreszcie „Wake Me Up”, które przekroczyły wszelkie bariery gatunkowe i społeczne, bijąc przy tym rekordy popularności (oryginalna, klubowa wersja „Wake Me Up” z producentem Avicii dobija właśnie do 2 miliardów wyświetleń na YouTubie!).
Wydany w październiku zeszłego roku, czwarty solowy album 41-letniego artysty rodem z kalifornijskiego Laguna Hills to jego pierwsze pełnoprawne wydawnictwo od czasu przełomowego „Lift Your Spirit” w 2014 roku (nie licząc wydanego dwa lata temu świątecznego krążka „Christmas Funk”). „All Love Everything” to też najbardziej osobisty krążek w dorobku Aloe – skupiony wokół rodziny i potęgi miłości, napisany z perspektywy szczęśliwego męża i ojca dwójki dzieci.
W roku, który w Stanach Zjednoczonych przyniósł ogromne napięcia społeczne i protesty na wręcz niespotykaną wcześniej skalę, muzyka, która przełamuje bariery i dąży do jedności zamiast podsycać konflikty jest na wagę złota. Przykładem dwóch artystów, którzy połączyli siły ponad wszelkimi podziałami i stereotypami są reprezentujący miasto Tampa na Florydzie raper Mike Mass oraz bluesowo/rock'n'rollowy wokalista i gitarzysta J.T. Brown. Ich wspólny, oparty na żywych instrumentach utwór "Blood In The Water" zmaga się ze współczesnymi problemami trawiącymi USA, dostarczając poważne, zaangażowane przesłanie w sposób elokwentny, pełen pasji i kompletnie unikalny.
Przeplatający w niezwykły sposób te dwa gatunki muzyczne utwór opatrzony został równie epickim, robiącym duże wrażenie wideoklipem. Wystarczy wspomnieć, że do nakręcenia go artyści wspólnie z ekipą filmową musieli uzyskać oficjalną zgodę od miasta Tampa - potrzebowali bowiem na kilka godzin zablokować autostradę. Rezultat tych trudów? Jeden z najwspanialszych singli, jakie słyszałem w tym roku, muzyczne i wizualne dzieło sztuki. Nie przegapcie!
Swoją muzykę określa mianem "muzyki króliczej nory" zwracając uwagę na jej nieprzewidywalność, tajemniczość i głębię, a bardziej niż jako piosenkarza postrzega siebie jako "lirycznego ekshibicjonistę" działającego poza szufladkami gatunkowymi, które nakładają terminy R&B czy Hip-Hop. Panie i Panowie, przed Wami theMIND - pochodzący z Filadelfii, ale od ponad dekady mocno związany z Chicago wokalista, który na swoim koncie ma współpracę z takimi tuzami sceny jak Chance The Rapper, Mick Jenkins, Saba, Vic Mensa, Noname czy Joey Purp.
W zeszłym roku theMIND zawitał po raz drugi do Warszawy - tym razem z raperką Noname, a my nie mogliśmy przepuścić okazji, aby z nim porozmawiać przed popkillerową kamerą. Niezwykle inteligentny i elokwentny artysta opowiedział nam m.in. o swoich początkach w Chicago po przeprowadzce do miasta i tym, jak udało mu się nawiązać aż tak szerokie kontakty na scenie muzycznej; o genezie współpracy z Mickiem Jenkinsem i występie na klasycznym mixtejpie "The Water[s]", a także o collabo z Sabą na albumie "CARE FOR ME", współtworzeniu poruszająego tribute'u dla Capital STEEZa wspólnie z Nyckiem Cautionem z Pro Era, czy o swoim debiutanckim krążku "Summer Camp" z 2016 roku oraz znaczeniu miłości do samego siebie i szukaniu własnej drogi życiowej.
theMIND to postać równie fascynująca co zagadkowa, wielowymiarowa i wciąż odkrywająca przed nami nowe pokłady umiejętności i kreatywności. Po raz pierwszy na szerszą skalę świat usłyszał o nim przy okazji pamiętnego mixtape'u Micka Jenkinsa "The Water[s]" w 2014 roku. To właśnie głos theMINDa otwierał ów projekt wspaniałym intrem, a także wbijał się głowę pełnym pasji refrenem w kapitalnym "Dehydration". Od tej pory mocno związany z Chicago artysta współpracował z takimi tuzami tamtejszej sceny jak Chance The Rapper, Vic Mensa, Saba czy Noname, a także wydał swój debiutancki, ambitny album "Summer Camp" w 2016 roku.
W zeszłym miesiącu światło dzienne ujrzał natomiast wyczekiwany od 4 lat drugi studyjny album wokalisty balansującego na granicy wysublimowanego, świeżo brzmiącego r&b i hip-hopu. Krążek "Don't Let It Go To Your Head" to równe 30 minut muzyki pełnej emocji, nieszablonowej, łamiącej schematy. Gościnnie artystę wsparł m.in. wspomniany Saba - autor jednej z najlepszych płyt roku 2018.
W obecnych czasach ilość muzyki, która nas zalewa potrafi wręcz przyprawić o ból głowy. Codziennie nowe single i klipy, co tydzień nowe albumy, playlisty... Jak tu się w tym wszystkim połapać? Muzyczny fast food i przeładowanie rynku sprawia też niestety, że wiele wyjątkowych projektów po prostu ucieka naszej uwadze, nie przebija się, przechodzi bokiem - a cierpią na tym zwłaszcza artyści w pełni niezależni.
Artyści tacy jak James Sims IV, znany niegdyś jako Justhoughtz - niesamowicie utalentowany i wszechstronny MC i wokalista z Atlanty, któremu nie brakuje dosłownie niczego jeśli chodzi o warsztat i wachlarz umiejętności. Po wielu latach nagrywania do szuflady oraz puszczania luźnych singli James w zeszłym miesiącu puścił w świat wreszcie swój debiutancki longplay "Take It How You Will", wrzucony wyłącznie na Bandcamp artysty jako odsłuch i darmowy download. Na przestrzeni 18 utworów znajdziemy numery płynnie przeplatające organiczny hip-hop z r&b i soulem - raz klasycznie bujający, introspekcyjny rap przywołujący na myśl dokonania J. Cole'a czy Little Brother, a innym razem świeże newschoolowe brzmienia i bangery rodem z ATL ("Legend") czy bezbłędne harmonie wokalne ("Give Some Time"). A to wszystko spójne, dokładnie przemyślane, szczere i płynące głęboko z serca - wspaniałość!
Gdy w 2016 roku recenzowałem poprzedni album Johna Legenda "Darkness and Light", chwaliłem artystę za wyjście ze swojej strefy komfortu i wzbogacenie przekazu o treści społeczno-polityczne - wszystko na fali protestów i napiętych nastrojów w społeczeństwie amerykańskim. Cztery lata po ukazaniu się "Ciemności i Światła" wokalista rodem z Ohio powrócił z szóstym (teoretycznie siódmym, ale nie liczę albumu świątecznego) LP w swoim dorobku, zatytułowanym "Bigger Love".
Co ciekawe, kontrastując z poważniejszym, czarno-białym "Darkness and Light", najnowszy krążek aż tętni życiem i tryska energią - również w sferze graficznej. Jaskrawa, artystyczna okładka z roześmianym artystą, otoczonym kwiatami i ewidentnie gdzieś tam bujającym w obłokach, ba - galaktyce, oraz bardzo starannie napisanym tytułem, od razu wskazuje powrót do tego, co John lubi najbardziej - piosenek o miłości.
Powoli zbliżający się do 30-lecia (!) swojego klasycznego debiutanckiego albumu "3 Years, 5 Months and 2 Days in the Life Of..." Arrested Development nie zwalniają tempa i zaskakują świeżutkim albumem, pierwszym od wydanego w 2018 roku "Craft & Optics". Składające się z 16 utworów "Don't Fight Your Demons" to esencja stylu legendarnej ekipy z Atlanty, a także pierwszy krążek zespołu od czasu odejścia ich duchowego przywódcy Baba Oje pod koniec października 2018 roku.
Jeśli lubicie energiczny, pozytywny, świadomy hip-hop pełen melodii, żywych instrumentów i zgrabnie przeplatający rap ze śpiewem, nie szukajcie dalej, trafiliście w dziesiątkę! Odsłuch albumu oraz teledysk do singla "Becoming" w rozwinięciu.
Od czasu udanego występu w piątej edycji Młodych Wilków w roku 2017 The Blu Mantic nie próżnował, maczając palce w najróżniejszych muzycznych przedsięwzięciach, grając masę koncertów i próbując chyba wszystkich możliwych brzmień - od nasączonego jazzem collabo w postaci EPki nagranej z naszym rodzimym zespołem HAARPAGANS "Rune(s)", przez new schoolowe, humorystyczne "Pączki" z Kubi Producentem, lajtowe, przypominające vibe Joey Bada$$a, kapitalne "They Want" czy alternatywne, połamane "Generation of Numbers" z Gniewomirem Tomczykiem. A to i tak tylko wierzchołek góry lodowej.
Przez te 3 lata z hakiem dostawaliśmy masę luźnych singli, ale oprócz wspomnianej EPki "Rune(s)" Blu nie puścił w świat żadnego skończonego projektu - aż do roku 2020. Na początku tego miesiąca do Sieci trafił bowiem zdecydowanie najbardziej dojrzały, ambitny i uduchowiony materiał w dorobku pochodzącego z Teksasu artysty. Mowa o nagranym w duecie z warszawskim producentem St. Elmo (kiedyś Big Elmo) longplayu "Sanctuary", stanowiącym organiczną mieszankę hip-hopu, jazzu, soulu i licznych południowych inspiracji. To również - a może przede wszystkim - świadectwo rozwoju Blu jako Artysty, przez duże A. Sprawdzajcie!
Wczoraj duet zaprezentował nam pierwszy singiel z albumu "36,6". “Odejdź” to neo soulowa ballada o przestrzennym, organicznym i nieco retrosentymentalnym wydźwięku.
26 września na scenie przy Głębockiej 66 odbędzie się koncert inaugurujący nowy sezon artystyczny w Białołęckim Ośrodku Kultury. Przed publicznością wystąpi Bartek Królik - kompozytor, wiolonczelista, basista i producent muzyczny. Artysta od lat stoi za sukcesem między innymi takich gwiazd jak Sistars, Agnieszka Chylińska, Łąki Łan, Edyta Górniak, Natalia Kukulska, Krzysztof Zalewski - tym razem zdecydował się mówić „własnym głosem".
Przed nami ostatnie dni letnich upałów w Polsce, a zanim przyjdzie jesienna plucha staramy się wykorzystać słoneczny vibe jak się da. Z pomocą przychodzi muzyka, która potrafi kreować i nakręcać wakacyjny nastrój jak mało co. A wydany w piątek album może spełnić rolę czarnego konia na sierpniowych playlistach...





































