Postać Geralda Gilluma to kolejny świetny przykład na to, co tak naprawdę oznacza "american dream" i co daje upór w dążeniu do postawionego sobie celu. 25-letni chłopak z Oakland jest niczym Stephen Curry. Jest bezlitosny. Mimo że obecny na scenie przez kilka lat, to dopiero rok 2014 był prawdziwą eksplozją jego talentu. To dowód na ciężką pracę, która kończy się zasłużoną nagrodą.
Jak inaczej nazwać fakt, że pierwszy, w pełni legalny debiut rapera rozchodzi się w liczbie 47 tysięcy kopii w pierwszym tygodniu sprzedaży? G-Eazy z totalnego no name'a nagle rusza z europejską trasą, a jego album trafia do dystrybucji również do Polski. To wszystko dzieje się naprawdę panie Gillum.



































