Paluch to idealny dowód na to, że można obrać swoją mocno ryzykowną niszę i iść do światełka w tunelu tak długo, aż zamieni się w soczyste wakacyjne słońce. To też dowód na to, że idąc od początku niezależnie bez odgórnego wsparcia można dopchać się do pierwszej ligi, zgarniać milionowe wyświetlenia i wciąż nie bawić się w muzyczne kompromisy czy schlebianie dominującym gustom.
Moją uwagę zwrócił - choć jeszcze z ambiwalentnymi odczuciami - "Bezgranicznie Oddanym", z którego single budziły masę kontrowersji przed odważne syntetyczne brzmienie. Potem mocno zainteresował "Syntetyczną Mafią", która - choć nierówna - to oferowała nam parę naprawdę mocarnych sztosów i utwierdzała w przekonaniu, że z ciekawej nowej twarzy poznaniak przekształcił się w jedną z lepszych i bardziej charakternych postaci ulicznej sceny. Teraz nadeszło "Niebo" z dwoma potężnymi singlami, których przesłanie - w połączeniu z tytułem - pozwalało mi po cichu liczyć, że czeka nas coś w stylu "ulicznego Lotu 2011". Czy tak się stało?