Nadeszły smutne dni, kiedy musimy żegnać Królów. Na początku maja opuścił nas niezmiernie charyzmatyczny Ben E. King - teraz zaś kolejny monarcha udał się na spoczynek. 14 maja, w wieku 89 lat, snem wiecznym zasnął B.B. King - Król Bluesa, jeden z najwybitniejszych gitarzystów i wokalistów bluesowych w dziejach. Ikona, legenda, symbol - te słowa nie mogą w pełni oddać, jak wielki wpływ gra B.B. miała na pokolenia muzyków z całego świata...
Profile
Profile
„Dla międzynarodowej hip-hopowej społeczności, a szczególnie dla fanów niezależnej sceny hip-hop – mam dla Was smutne wieści.” Ta wiadomość, opublikowana 17 marca 2010 roku przez japońskiego rapera Shing02, złamała serce wielu fanom na całym świecie. 26 lutego 2010 roku, wskutek obrażeń odniesonych w wypadku samochodowym, śmierć poniósł Jun Seba – a.k.a. Nujabes, jeden z najbardziej niezwykłych hip-hopowych producentów w historii gatunku. Niedawno minęła piata rocznica tego tragicznego wydarzenia – uczcijmy więc pamięć Nujabesa, przypominając sobie jego twórczość…
Jest ich trzech. Szalony, od stóp do głów pokryty tatuażami, obdarzony charakterystycznym głosem Madchild, chłodny i precyzyjny Prevail, szara eminencja, rzucająca soczystymi podkładami jak z rękawa - Rob the Viking... Razem tworzą znany na cały świat, nieśmiertelny tercet Swollen Members. Już dziś panowie Topornicy odwiedzą nasz kraj - prześledźmy z tej okazji losy tej zasłużonej kanadyjskiej grupy.
Na twórczość Full Circle trafiłem przypadkiem, natykając się gdzieś w zakamarkach internetu na czarno-biały teledysk do ich niedawnego singla "Raw Feelin'". Momentalnie przenoszący słuchacza do złotych lat 90. track od razu zrobił dobre wrażenie, ale nie powalił mnie na kolana. Ileż to bowiem powstaje inspirowanych latami 90., czy też ślepo kserujących tamto brzmienie projektów, które nie wnoszą do hip-hopu nic nowego?
Przecież trzeba iść do przodu, trzeba się rozwijać, nie żyjemy już w czasach, gdy jeden MJ zdobywał tytuły mistrzowskie w ramach chicagowskich Byków, a drugi MJ zachwycał świat kolejnymi wysokobudżetowymi teledyskami i tanecznym krokiem podbijał listy przebojów... No taaaak, niby tak, ale jednak postanowiłem odpalić resztę najnowszego projektu duetu z Toronto... I zaskoczyło. A nawet bardzo.
Będzie to historia o jednej z najciekawszych ekip w historii hip-hopu. Historia o grupie, której koncerty odwoływano z powodu ich zbytniej krewkości, a podczas tych nieodwołanych jej członkowie zeskakiwali pod scenę, by wyjaśniać ziomalskie konflikty za pomocą pięści i butelek. To historia troszeczkę romantyczna, bo mówi o wielkiej koleżeńskiej przyjaźni, jedności, ale i zdradzie, nielojalności, ostrym wewnętrznym konflikcie. To opowieść o grupie, która się rozpadła i która wzajemnie się nienawidziła, a teraz… powraca i zapowiada nowy wspólny mixtape i trasę koncertową! Absolutny szok: Cam’Ron, Juelz Santana, Jim Jones i Freekey Zekey ponownie razem! WTF?! Zapraszamy na krótką historię Dipset (The Diplomats), ekipy która – mimo, że w pewnych kręgach absolutnie kultowa – w świadomości polskiego słuchacza właściwie nie zaistniała. W Nowym Jorku jest jednak legendą.
Po ponad 5 latach od grubego wewnętrznego konfliktu, po którym wydawało się, że Cam’Ron i Jim Jones pozostaną odwiecznymi wrogami, a Juelz Santana odjedzie w miałkie komercyjne pieprzenie i już na zawsze zatraci swoją niesamowitą nawciąganą stylówkę, która – jak żadna inna – zjadała najlepsze bity Just Blaze’a, dotarła do nas wieść oczekiwana jak ponowne zniebozstąpienie Mesjasza. Dipset reunion – zakomunikował radośnie na swoim instagramowym profilu Funkmaster Flex, który na samym początku stycznia przeprowadził z chłopakami wywiad. Flex przyrównał to wydarzenie do ponownego zjednoczenia ekip takich jak Mobb Deep, Outkast czy G-Unit. Przeciętny polski słuchacz w swojej nasowo-snupdogowo-kendrickowej świadomości zastanawia się jednak prawdopodobnie, o co takie wielkie halo, skoro nigdy o jakichś Dipsetach nie słyszał, to co go teraz gówno obchodzi ich pogodzenie. No więc dla tych, którzy czekali i dla tych którzy nie czekali, a przede wszystkim tych, którzy nie wiedzieli, że czekali – poniżej krótka sylwetka i historia tego zajebistego, turbostylowego crew.
W minionym roku 2014 roku ze smutkiem pożegnaliśmy wiele wspaniałych osobistości, mniej lub bardziej znanych, które swą pasją i zaangażowaniem budowały przebogatą hip-hopową kulturę. Odszedł od nas DJ E-Z Rock, którego "It Takes Two" święciło onegdaj tryumfy. Odszedł Dj Father Shaheed ze znakomitej grupy Poor Righteous Teachers. Eskalacja przemocy w Chicago zabrała młodych, obiecujących artystów, takich jak OTF NuNu. Również w Wietrznym Mieście, śmierć wskutek przedawkowania narkotyków poniósł DJ Rashad, pionier footworku... Nie usłyszymy już sympatycznych monologów "Tatusia", Lonnie Lynna seniora. Nie zobaczymy już też szerokiego, jowialnego uśmiechu Big Bank Hanka z legendarnego Sugarhill Gangu...
Wczoraj gruchnęła wieść o przedwczesnym odejściu filaru A$AP Mob, mentora A$AP Rocky'ego - A$AP Yamsa, dla którego krótkie epitafium nakreślił Mateusz Kołodziejczyk... Ja chciałbym natomiast przybliżyć jeszcze jedną osobistość, niebywale ważną dla rapu postać, od której odejścia mija dziś równy miesiąc.
Kiedy większość osób słyszy nazwę A$AP ich myśli kierują się na raperów, głównie A$AP Rocky'ego lub A$AP Ferga. Mało kto jako pierwszego wymieni głównego wizjonera i współwłaściciela całego ruchu Always Strive And Prosper, zmarłego dziś A$AP Yamsa. Nagła śmierć 26-letniego Stevena Rodrigueza hukiem obiegła świat muzyki, swoje wsparcie dla rodziny i przyjaciół wyrazili m. in. Drake, M.I.A., Cormega, Mac Miller czy Young Guru i Clams Casino co pokazuje tylko małą część różnorodnych postaci, na które wizja A$AP ukształtowana właśnie przez Yamsa miała wpływ.
Na ogół nie słucham dużo rapu z Wysp Brytyjskich, ale w ostatnim czasie jeśli coś trafia na moje głośniki, to są to Akala (pozdrówki dla mojego znajomego Baseya z Londynu, który mi go polecił), Blak Twang, bądź właśnie jegomość, którego chciałem wam dziś przedstawić. 4i to pochodzący z Londynu 21-letni MC i wokalista, gustujący w klimatycznych, chilloutowych, ciepłych bitach i dysponujący talentem do układania chwytliwych, wbijających się w banię refrenów.
Na jego twórczość trafiłem przypadkiem na Twitterze, i wspaniałe pierwsze wrażnie, które zrobił na mnie ten sympatyczny, pełen soulu koleżka z dredami sprawiło, że w ciągu kilku dni sprawdziłem wszystkie pozostałe klipy i dobrze osłuchałem się już z jego debiutanckim mixtapem "Concrete Jungle Headhunters".
Kiedy twoje dwa pierwsze albumy sprzedają się łącznie w ponad 20 milionach egzemplarzy, pod skrzydła biorą cię dwie niekwestionowane legendy rapu, pochodzisz z Queens i masz pokaźną kryminalną przeszłość to możesz poczuć trochę luzu i generalnie żyć w przekonaniu, że mało kto ci podskoczy. 50 Cent tak żył. Przekonany o swojej wybitności był gotów odeprzeć każdy atak i również samemu go wystosować. Szczyt swojej kariery zaliczył w czasach, gdy beefy nie ograniczały się do potyczek słownych na portalach społecznościowych, a do ton dissów i ulicznych starć. A że Cent to raper o ciętym języku, którego wielka kariera rozwinęła się w oszałamiającym tempie, miał więc wrogów bardzo dużo...
Lista konfliktów 50'ego jest wyjątkowo długa. Streszczanie każdego z nich zajęłoby naprawdę sporo miejsca, bo już sama ilość ksywek jest okazała. Dostawało się wszystkim - od legend po mało znanych graczy - raper z Queens nie oszczędzał nikogo kto miał czelność się mu przeciwstawić; Ja Rule, Jadakiss, Nas, Rick Ross, Diddy, Cam'ron, French Montana, Lil Wayne, Chamillionaire, Young Buck no i oczywiście Game. To jeszcze nie cała grupa, a już trochę znaczących pseudonimów można tutaj znaleźć...
Jak co roku na wiosnę XXL selekcjonuje swoich Freshmenów, czyli 10-tkę młodych talentów na dany rok, które powinny zamieszać na scenie. Wcześniej jednak wybiera grono 50 osób, na które głosować można poprzez stronę magazynu - osoba, która zdobędzie najwięcej głosów, a nie zostanie wcześniej wybrana do 9-tki przez redakcję XXL'a uzupełnia skład jako wybór czytelników i 10-ty Freshman...
O tym, że akcja XXL'a to pierwowzór naszych Młodych Wilków pisaliśmy już pewnie milion razy. Jednak przy okazji tegorocznej edycji i ujawnienia wstępnej 50-tki zaświtała nam w głowie idea pt "Czemu by nie wybrać też Freshmenów?" Postanowiliśmy więc przyjrzeć się dokładnie całemu składowi i w gronie redakcyjnym wyselekcjonować z grona 50-ciu nominowanych swoje własne dziesiątki, zanim jeszcze dowiemy się, kto w tym roku utworzy skład XXL Freshman Class 2014. Zamiast uśredniać wspólne wybory i zrobić z tego '10-tkę Popkillera' zdecydowaliśmy się jednak na coś innego - a mianowicie każda z osób, które podjęły się wyboru przedstawiła swoją własną listę (w kolejności alfabetycznej), uzupełniając ją opisem i prywatnym komentarzem. Swoista redakcyjna dyskusja, w której zauważyć możecie zarówno kto komu z nas najmocniej wpadł w ucho i komu wróżymy świetlaną przyszłość, a następnie przekonać się kto był najbliżej prawdziwego zestawienia - zestawienia, które powinniśmy poznać już w najbliższych dniach.
Jako, że nasz dzisiejszy bohater jest po wypuszczeniu swojego nowego, długooczekiwanego krążka, postanowiłem nieco przybliżyć jego postać. Nie będę ukrywać, ze Q jest jednym z moich ulubionych młodych raperów. Jego styl, charyzma, potrafią przyciągnąć uwagę słuchacza, a poza tym ma idealne wręcz ucho do bitów. Tak więc ruszamy do gorącej Kalifornii.
Praktycznie rok temu, w grudniu 2012 odbyła się premiera ostatniej płyty rapera z Compton. "Jesus Piece'' jest piątym studyjnym albumem dla Interscope Records. Tym samym zakończyła się współpraca The Game jaką zawarł na początku swojej kariery z Aftermath/G-Unit (podlegają one pod Interscope). Kolejny album zostanie wydany w 2014 r. w nowej wytwórni Cash Money Records. Jak przebiegała dotychczasowa kariera rapera i jak będzie ona wyglądać dalej? Spróbuję po części dać odpowiedź na te pytania.
Dla każdego słuchacza hip-hopu, nawet tego najbardziej "truskulowego" nadchodzi taki czas, że chce posluchać czegoś luźniejszego, odmóżdżającego, nie wymagającego zbytniego wgłębiania się w tekst, czyli czegoś, co po prostu buja. Swoją drogą, ostatnimi czasy w Polsce zrobił sie mały boom na trap. Zwolenników tego podgatunku hip-hopu jest coraz więcej i są oni głodni nowych wykonawcow i utworów traktujących o typowych życiowych rozterkach kolesia z dzielnic Atlanty, Chicago czy Nowego Orleanu. Dla nich wszystkich mam przyjemność przedstawić nowego kota w grze, autora jednego z najgorętszych hitów tego lata w Stanach - Rich Homie Quana.
Harlem to dzielnica rozpoznawalna przez wszystkich słuchaczy hip-hopu na całym świecie. Od początku miała ona swoich ulicznych bohaterów - najpierw był to Big L, później po wydaniu "Harlem World" Ma$e, a na początku dwudziestego-pierwszego wieku Cam'Ron wraz z całą ekipą The Diplomats. Kto następny pretendował do tego miana? No właśnie, następny w kolejce był Max B. Legenda Harlemu, raper z genialnym, melodycznym flow, charakterystycznym głosem oraz tekstami przepełnionymi historiami o zdarzeniach z ulic Nowego Jorku pełnych narkotyków, pieniędzy i gangsterki - tak jednym zdaniem można by scharakteryzować Charliego Wingate'a. Jednak w przypadku Biggaveliego (skrót połączony z trzech ksywek Biggiego, Jiggi oraz Makaveliego, bo Max uważał się za połączenie cech Notoriousa, Jaya i 2Paca) ograniczenie się do jednego zdania byłoby bardzo niestosowne.
W końcu doczekaliśmy się "My Name Is Name". Jednak co ciekawe, swój debiut wydał również brat Pushy, No Mailce. Postanowiłem więc przybliżyć Wam sylwetkę, jednych z najciekawszych postaci rap gry, którzy swoją karierę rozpoczęli, na dobre, po 2000 roku. W pracy nad tekstem pomógł mi m.in. artykuł "Pusha T Breaks Down His 25 Most Essential Songs", który ukazał się na stronie Complex.






































