Dzisiejszy dzień z pewnością mogą zaliczyć do udanych osoby, które mają w planach spędzenie przełomu czerwca i lipca na gdyńskim Open'er Festival. Organizatorzy ujawnili kolejnych artystów tegorocznej edycji, wśród nich znaleźli się Tyler, The Creator i O.S.T.R!
Pop
Pop
Już od swoich pierwszych płyt Lupe Fiasco starał się znaleźć kompromis pomiędzy anty-establishmentowym, zaangażowanym rapem a popową chwytliwością, dzięki czemu udało mu się trafić ze swoją twórczością zarówno do stricte hip-hopowej, jak i tej szerszej publiczności. Ta umiejętność zachowania równowagi między tymi dwiema stronami jego twórczości stanowiła zresztą jeden z fundamentów artystycznego, jak i komercyjnego sukcesu debiutanckiego „Food & Liquor” i następującego po nim „The Cool”. Reprezentant Chicago postanowił zastosować podobną strategię na swoim nowym albumie „DROGAS Light”, któremu jednak daleko jest do poziomu nie tylko jego pierwszych płyt, ale też wydanego przed dwoma laty „Tetsuo & Youth”.
Popek rozwinął temat zakończenia współpracy między nim a Robertem M. W rozmowie z Arturem Rawiczem na pytanie, dlaczego producenta nie ma w filmie "Popek za życia" Król Albanii odpowiedział: "Pokłóciliśmy się, najzwyczajniej w świecie, i dlatego go tam nie ma. Chciał robić pod górkę, chciał wyrwać ode mnie jakieś pieniądze za to, że pokaże tam swoją brzydką mordę".
Dwa albumy Gangu Albanii pokryły się kolejno Diamentem i Podwójną Platyną - i wygląda na to, że na tym koniec. "To był zabieg nie muzyczny, tylko bardziej marketingowy, żeby zarobić z tego hajs. Nie będę już tego powtarzał, wolę się skupić na muzyce ambitnej" - mówi Popek w wywiadzie z Hip-hop.pl.
Można już posłuchać dwóch kompozycji, które znajdą się na nadchodzącej płycie Miuosha zatytułowanej "POP.". W utworze "Traffic" śląskiego rapera uzupełnia lider Comy, Piotr Rogucki. Z kolei w "Tramwajach i gwiazdach" Miuosh stworzył duet z Katarzyną Nosowską, a całość została zobrazowana klipem. Wydawnictwo ukaże się 16 marca.
"Codzienność" niedawno zasiliła repertuar koncertów zarówno Mesa jak i Dawida Podsiadło, a teraz doczekała się teledysku. Utwór nagrany został do bitu Foxa. Sceny z artystami nakręcono w studiu na kamerach VHS i 8mm. Potem przyszła pora na efektowne ujęcia fabularne odnoszące się do tytułowej codzienności. Za teledysk odpowiada ekipa Makata x Lads.
DJ Khaled zaprezentował z okazji rozdania nagród Grammy singiel "Shining", który zwiastuje nadejście jego dziesiątego albumu. Beyonce i Jay-Z, najpotężniejsza para branży muzycznej, pojawiają się w utworze gościnnie. Khaled ogłosił, że nowa płyta nosi nazwę "Grateful", a jej producentem wykonawczym jest urodzony w październiku ubiegłego roku syn producenta, Asahd. Ostatnim wydawnictwem Khaleda jest longplay "Major Key" wydany w lipcu 2016 roku.
Jedno wiem na pewno - przyszłość pracującego wciąż na swój przydomek Johna Stephensa, jak i tak reprezentowanego r&b maluje się na tę chwilę w bardzo jasnych barwach - pisałem trzy lata temu przy okazji recenzji czwartej płyty Johna Legenda „Love In The Future”. Mamy rok 2016, a nastroje społeczne w Stanach Zjednoczonych zaowocowały powstaniem kilku bardzo mocnych, ambitnych krążków r&b, na czele z „A Seat at the Table” Solange, drugim albumem Franka Oceana, „HERE” Alicii Keys czy „Lemonade” Beyonce.
W podobną stylistykę wpisuje się piąty solowy longplay Johna Stephensa, który idąc za głosem serca, a dodatkowo czerpiąc inspiracje z dokonań Marvina Gaye’a, postanowił wzbogacić swój przekaz i zabrać głos też w kwestiach innych niż relacje damsko-męskie.
I feel like history on the turntables / Old school to new school / Like nothing ever been realer – proklamuje na wstępie swojego szóstego albumu Alicia Keys, od razu przywołując echa minionej epoki w muzyce oraz przypominając o tym, że oprócz muzyki klasycznej, wychowała się przecież także na nowojorskim hip-hopie. Wpływy te wniosły niepowtarzalną magię do jej pierwszych dwóch płyt, a wizerunek zwykłej, normalnej „dziewczyny z sąsiedztwa” sprawił, że błyskawicznie stała się ona symbolem – nie tylko niezliczonych podobnych nastolatków wychowanych wśród bloków Harlemu – ale symbolem całego Nowego Jorku. Jak wygląda natomiast obraz metropolii widziany oczami Alicii w roku 2016?
Na ostatnim solowym albumie Tego Typa Mesa „Trzeba było zostać dresiarzem” pojęciem kluczowym była prostota, która objawiała się zarówno w warstwie brzmieniowej, jak i tekstowej. Z wyjątkiem kilku utworów, płyta ta była oparta w dużej mierze o typowo hip-hopowe podkłady, które stanowiły tło dla opisu polskiej rzeczywistości i jej nieodłącznych elementów w postaci Januszy, spiętych dresiar i ochroniarzy Patryków. Pod tym względem „AŁA.” jest pewnym odejściem od ostatniej solówki rapera. Oczywiście Mes nadal stawia siebie w pozycji obserwatora otaczającej go rzeczywistości, lecz tym razem dużo większy nacisk położony został na jego poglądy i punkt widzenia. Muzycznie album ten jest najbardziej alternatywną, a zarazem najmniej hip-hopową rzeczą w dorobku warszawiaka.
Pisaliśmy Wam niedawno o planowanym występie Bruno Marsa w Łodzi, który pojawił się na jego stronie. Okazuje się, że wokalista wystąpi w Polsce - ale w Krakowie, i to z bardzo mocnym wsparciem.
Po fenomenalnym, nasączonym funkową (a momentami wręcz p-funkową i g-funkową) energią singlu "24K Magic" z zainteresowaniem czekamy na nowy album Bruno Marsa. Tym bardziej miło nam poinformować, że w przyszłym roku utalentowany wokalista wystąpi w Polsce!
I fucked up, I’m man enough to admit it - to pierwsze słowa, jakie padają z ust Ushera na „Hard II Love”. Autor „8701” nie traci czasu i od razu uderza z grubej rury, przywołując zaskakującym intrem na myśl zdaniem większości krytyków i fanów najlepsze w jego karierze, przełomowe „Confessions”. Czy ósmy krążek w dorobku wokalisty obecnego na scenie od 22 lat to faktycznie jego powrót do świetności i dzieło tak epickie jak jego monumentalna okładka?
Dlaczego: Jeśli dziwi Was co robi Bruno Mars na Popkillerze... to odpalcie ten numer. Porcja potężnej funkowej energii przywołującej na myśl gatunkowych klasyków, a do tego gdy Mars wjeżdża z rapowaną zwrotką to brzmi tu jak... DJ Quik. Zastrzyk pozytywnych wibracji na początek weekendu.
Jeśli ktoś spytałby mnie, których płyt słuchałem najczęściej w 2012 roku, to bez wątpienia obok „good kid m.A.A.d. city” wymieniłbym „Channel Orange” Franka Oceana. Oficjalny debiut związanego z kolektywem Odd Future wokalisty spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem wśród słuchaczy, jak i krytyków, a sam artysta został okrzyknięty jednym z najważniejszych obecnie twórców z pogranicza r&b, popu i neo-soulu. Nie dziwi zatem fakt, że oczekiwania związane z nowym albumem Oceana były niezwykle wysokie, zwłaszcza, że od jego ostatniego materiału minęły już cztery lata. Zresztą sam Frank podkręcał atmosferę wokół najnowszej premiery nietypowymi akcjami marketingowymi, które sprawiły, że w branży muzycznej rozgorzała dyskusja na temat platform streamingowych i wielkich koncernów wydających muzykę „na wyłączność”.







































