Odkrycie tego, że przed karierą rapową Rick Ross pracował jako więzienny klawisz było wydarzeniem, które poruszyło całą branżę i wydawało się być początkiem końca popularnego wówczas rapera. Podważyło to bowiem w pewien sposób cały jego image hustlera i bossa, to, co nawijał na albumach - nawet prawdziwy Rick Ross, baron narkotykowy z lat 80-tych wielokrotnie krytykował Rozaya, wspominał, że nie chce być z nim kojarzony i wytoczył mu sprawę sądową (wspominaliśmy też o tym ostatnio, przy okazji artykułu o debiutanckim "Port Of Miami").
Ross pierwotnie zaprzeczał, twierdząc że zdjęcia i papiery to nieprawda, że to "internetowi hackerzy coś sfałszowali", nie przeszkadzało mu to jednak rzucenie na przekopkę własnym ochroniarzom dziennikarza, który odkrył oczerniające dokumenty. Okazało się, że paradoksalnie z całej sytuacji MC wyszedł jeszcze mocniejszy, zbudował imperium Maybach Music Group i od paru lat utrzymuje się w ścisłym topie. Teraz na nowym krążku postanowił przywołać i potwierdzić temat przeszłości w więziennictwie i dodatkowo ją skomentować!