Wiz na Twitterze zapowiedział, że jeszcze w tym roku ukaże się jego kolejny album zatytułowany "Blacc Hollywood", a tymczasem w ramach promocji Under The Influence Tour dostarcza nam nowy teledysk. "Old Chanel" z gościnnym udziałem Smoke DZA to bardzo fajny, klimatyczny numer z dobrze podkreślającym klimat numeru teledyskiem nakręconym w nowojorskim Harlemie, gdzie chłopaki ze swoim entouragem szamają kurczaka. Każdy kto obserwuje spontan-teledyski Wiza wie, że jego klipy często powstają na patencie "to kręcimy tutaj" i dzieki temu wyglądają dużo bardziej naturalnie niż pozostałe. Mniejsza z tym - "Old Channel" zdecydowanie na plus.
Smoke DZA
Smoke DZA
Gdyby zależało to ode mnie Young Roddy z pewnością byłby w tegorocznej Freshman Class (jeśli nie w zeszłorocznej), a jego nieobecność osobiście uważam za duże nieporozumienie. Dla tych, którzy nie wiedzą dlaczego mamy kolejną porcję świeżej muzyki od najmłodszego żołnierza Jet Life. Co prawda pierwsza część "Good Sense" nie była mixtapem na miarę talentu i flow tego gościa, ale nie można zapomnieć, że przyniosła numery, które są jak kropka pod wykrzyknikiem stojącym za wielkim "WOW". Dzisiaj możecie za friko sprawdzić sobie drugą część i zobaczyć ile potrafi najzdolniejszy podopieczny Spitty. Gościnnie na mixtapie m.in. Styles P i Smoke DZA.
Kocham takie opcje. Zamiast ciągle narzekać na korporacje, które zarabiają na hip-hopie bierze się od nich hajs i robi za niego to co można zrobić najlepszego. Dla wszystkich alterglobalistów przypomnę tylko, że np. "Classica" nigdy by nie było gdyby nie Nike, a to przecież tylko wierzchołek góry lodowej złożonej z takich tracków. Dziś mamy dla was kolejny. Tym razem za akcją stoi znana wszystkim firma Ecko, która szykuje się do wydania mixtape'u pod tytułem "Underground Airplay". Singlem promującym jest wspólny track trzech gości z trzech różnych bajek - Joey Bada$$a, Smoke DZA i Big K.R.I.T.'a. Posiadzono ich na bardzo surowym bicie, zatrudniono magików z Creative Control do realizacji obrazu i stworzono teledysk, który w moim mniemaniu bardzo szybko będzie określany jako "klasyczny".
Jae Millz to reprezentant Young Money pochodzący z Harlemu w Nowym Jorku, wybitnie uzdolniony raper, na ulicach swojej dzielnicy znany jako zwycięzca ważnych battles, które przyniosły mu szacunek i rozpoznawalność, a potem również kontrakt z Weezym. Co mnie bardzo martwi, w szeregach Young Money Jae Millz jakoś nie może w pełni zabłysnąć. Sukces singla z Chrisem Brownem? No spoko, ale gość ma wiele numerów, które zasługują na dużo większą uwagę, a tymczasem ludzi jakoś nie przekonują. Nowy mixtape Jae Millza przygotowujący nas na nadejście pierwszego mainstreamowego albumu "Nothing Is Promissed" jest okazją, żeby lepiej poznać tego zawodnika.
Przeglądając wcześniejsze odcinki Świeżej Krwi zwróciłem uwagę, że zdecydowana ich większość poświęcona jest MC's, a w ostatnim czasie zaobserwować można także natarcie nowej fali beatmakerów, którzy w mgnieniu oka robią zawrotne kariery. "Cruel Summer" poazuje, że taki Hit-Boy dla mnie w tej chwili jest na dobrą sprawę ważniejszą postacią dla G.O.O.D. Music niż Kanye West. Niesamowicie w mgnieniu oka wybił się też jeden koleżka, którego musieliście gdzieś się natknąć, bo ma się wrażenie, że Harry Fraud jest wszędzie. Z jednej strony to na jego bicie Rick Ross i Diddy urządzili sobie nowobogacką fiestę w remixie "Shot Caller" French Montany, z drugiej, to na jego bicie po 10 latach wspólnie rapowali Cannibal Ox.
Pochodzący z Brooklynu Harry Fraud wychował się w muzycznej rodzinie, gdzie ojciec był gitarzystą, a matka wokalistką. Mówi, że nauczył się grać na gitarze i klawiszach na długo zanim nauczył się rozumieć to co gra czy zapisywać to nutowo. Nowojorczyk przywiązuje wagę do muzycznego kształcenia, ale także do kształtowania wyrazistego stylu, który stał się nie tylko świeży i wyjątkowy, ale także bardzo rozchwytywany.
"George Kush da Button", wspomnniany już mixtape, był jedną z moich ulubionych płyt ubiegłego roku. Prezentował on jakość pełnoprawnego longplaya. Świeżość, luz, zajawka. Fantastyczny nastrój. A przede wszystkim: Ski Beatz jako producent większości utworów. Czy "Rolling Stone" to krążek równie dobry?





























