Kiedy zapytamy dzisiaj przeciętnego fana Hip-Hopu o podanie nam jakichś raperów reprezentujących środkowy zachód Stanów Zjednocznych, usłyszymy takie ksywki jak Tech N9ne, Bone Thugs-N-Harmony, Eminem, Common, Twista, D12 a nawet Kanye West i Nelly. Jednak to właśnie Mc Breed był pierwszym artystą z Midwestu, któremu dane było cieszyć się komercyjnym sukcesem i jako pionier przetarł on szlak dla reszty, kroczących jego śladami w następnym latach.
Klasyka
Klasyka
Wśród zdecydowanej większości polskich słuchaczy, Mc Breed pozostaje nadal postacią totalnie anonimową i nawet najwięksi zapaleńcy z nad Wisły jarający się ostro Midwestem, mają spore zaległości z twórczością reprezentanta Flint, Michigan. W czasie prawie 20-letniej kariery, Breed wypuścił ponad 10 solowych krążków i zapisał na swoim koncie co najmniej dwa klasyczne nagrania, które powinien kojarzyć przeciętny zjadacz Hip-Hopu w naszym kraju. Jeden z nich zaprezentuję wam w dniu dzisiejszym.
Niezwykle cieszy mnie, że jubileuszowy "odcinek" serii "Ot Tak" przypadł akurat mnie. Chociaż moja przygoda z Popkillerem trwa tylko trochę ponad rok zawsze starałem pokazać wam - czytelnikom - inną stronę rapu. Dziś przyszedł czas na pokazanie jedynego oficjalnego kawałka projektu, który chociaż od lat zapowiadany nie ujrzał nigdy światła dziennego.
Tech N9ne i Krizz Kaliko to osoby o mentalności gwiazd rocka - mówiłem o tym wielokrotnie i pewnie jeszcze wiele razy powtórzę. Obaj nie ukrywają w wywiadach, że czerpią dużo inspiracji z muzyki rockowej i metalowej, zresztą my jako słuchacze możmy sami to zaobserwować słuchając ich utworów. Nie dziwi więc fakt, że sami postanowili stworzyć coś "mocniejszego". Kabosh - mówi wam to coś?
Horrorcore to na tyle niszowy gatunek rapu, że nie każdemu przypada do gustu. Jedni twierdzą, że to tylko chwilowa moda, która przyszła do nas wraz z "Chorymi Melodiami" Słonia. Inni twierdzą, że to na tyle poroniony pomysł, że nie warto temu nawet poświęcać uwagi. Ja, siedząc w horrorcore trochę czasu mam już wyrobioną opinię na temat wydawnictw, które określa się mianem horrorcore'owych. Niektórzy starają się być na siłę hardcore'owi, inni zbyt serio traktują to o czym rapują (Syko Sam). Są jednak, w zdecydowanej mniejszości, wyjątki. Ludzie, którzy robią to i zwyczajnie to czują. Jednym z takich wyjątków jest właśnie Tech N9ne.
Chociaż Tech to na tyle uniwersalny artysta, że sprawdza się w niemal wszystkim, od zawsze uważałem, że to właście horrorcore wychodzi mu zdecydowanie najlepiej. Najlepszy przykład to wydany w 2001 roku album "Anghellic". Po dziś dzień największy w moim mniemaniu klasyk jaki wydał Aaron Dontez Yates. Album ponadczasowy.
Hard 2 Obtain to trzyosobowa ekipa z Long Island, która w 1994 roku wydała swój jedyny album zatytułowany "Ism & Blues" wydany przez Atlantic Records. Pierwszym singlem było znakomite "L.I. Groove", klip do którego również znajdziecie w rozwinięciu, a potem właśnie "Ghetto Diamond" - niesamowity, potężnie uderzający zarówno siłą perkusji jak i emocji jakie przywołuje ten kozacki, bardzo prosty motyw pianina albo fortepianu...
Jakiś czas temu wspominaliśmy o zapomnianej trochę płycie ubóstwianych potem również w Polsce The Fugees. Kiedy funkcjonowali jeszcze pod szyldem Tranzlators Crew wydali album "Blunted On Reality" w 1994 roku. Jednym z singli promujących materiał był fantastyczny kawałek "Vocab", w którym na bicie opartym o orającą moją wyobraźnię linię basu otwiera track młodziutka, dziewiętnastoletnia wówczas Lauryn Hill.
Bit wyprodukowali pojawiający się dalej ze swoimi stylami Pras i Wyclef Jean. Ten ostatni dodatkowo okrasił całość fantastyczną dogrywką na gitarze, która pojawia się na końcach zwrotek i refrenie. Całości wyjątkowego uroku dodaje jeszcze rewelacyjny czarno-biały teledysk ukazujący ówczesne New Jersey, gdzie wtedy rodziły się takie tracki jak ten.
Dobra wiadomość dla wszystkich fanów rapu z lat 90. i jego znakomitych reprezentantów o których wielu fanów zdążyło już zapomnieć. W tym roku mija 20 lat od debiutu trio Fu-Shnickens i 18 lat od ich ostatniego albumu "Nervous Breakdown". Właśnie teraz dowiadujemy się, że lider zespołu Chip Fu zbiera się do wydania nowego solowego albumu.
Reprezentanci Fu słynęli z częstych odniesień do współczesnej sobie popkultury, podobnie jak Das EFX. Tak się składa, że i jeden z autorów "Dead Serious" zbiera się do wydania solówki i to już lada moment.
Za czasów, kiedy The Firm święciło jeszcze triumfy (czyli przede wszystkim przed wydaniem ich albumu w Aftermath) jednym ze zdecydowanie najlepszych duetów na mikrofonie w Nowym Jorku byli Nas i AZ. Nie mówię już o takich numerach jak "Life's Bitch" czy "Mo Money Mo Murder", ale o wszystkich pozostałych i później okazjach, kiedy ci dwaj rapowali razem na długo przed swoim konfliktem. Jednym z takich numerów jest nagrany do spółki z ziomem z The Firm - Nature, "Time" na bicie Dr. Dre. Jeden z najbardziej magicznych numerów jakie słyszałem.
W ostatnich latach Pharoahe Monch w Polsce zyskał dosyć sporą popularność, choć jak patrzę na zainteresowanie związane z "W.A.R." - jego ostatnim solowym krążkiem, to mam wrażenie, że w Stanach jest proporcjonalnie odwrotnie. Dzisiaj jednak nie o tym. Wróćmy do czasów początku kariery Pharoahe Moncha na rapowej scenie, kiedy u boku Prince Po sławił nazwę swojej grupy - Organized Konfusion. Drugi album duetu "Stress: The Extinction Agenda" pochodzi z 1994 roku i tak też brzmi. Patrząc na promujący album teledysk do numeru tytułowego, myślę sobie, że choć za obydwoma członkami zespołu długa droga, to z całą pewnością zaczęła się ona w sposób niesamowity.
Dlaczego: Cover legendarnej piosenki z repertuaru Róż Europy pt. „Mamy dla Was kamienie", przygotowany z okazji 35. lecia Studenckiego Komitetu Solidarności. Muzyka i teledysk zostały wykonane na zamówienie Narodowego Centrum Kultury, produkcja The Returners.
Niejeden ze starszych reprezentantów naszej sceny, którzy przesiedzieli swoje godziny składające się na doby i miesiące pod Ś.P. warszawskim Capitolem, katowicką Paderewą czy gdziekolwiek, gdzie kręciła się deskorolkowa zajawka, zapewne pamięta ten pochodzący z 98 roku mixtape firmy Zoo York. Nowojorska legenda deskorolki w owym czasie ściśle związanej z hip-hopem wyprodukowała materiał klasyczny zarówno dla fanów deski jak i fanów rapu. No bo kto nie chciałby usłyszeć DJ'a Roc Raida na gramofonach czy ekskluzywnego freestylu Fat Joe'a?
Wielu skaterów dzisiaj stara się walczyć z zakorzenionym w świadomości stereotypem łączącym deskorolkę z rapem, szerokimi spodniami i czapką z daszkiem odwróconym do tyłu. Fakty są jednak takie, że na początku rapu w Polsce był to jeden z elementów gry, wokół którego skupiały się zajawkowe działania. Jak wyglądał wtedy klimat nagrywek i co się oglądało? Możecie zobaczyć to w rozwinięciu.
Spice 1 - weteran sceny Bay, charyzmatyczny i niepodrabialny gangsta-raper, dysponujący maszynowym flow i znakomitymi obrazowymi tekstami oraz dorobkiem kilkunastu płyt, w tym trzech złotych. Nie przypadkiem The Source w rankingu 115 najwybitniejszych artystów lat 1988-2003 umieściło go w pierwszej połowie stawki. Jego debiutancki album ten sam magazyn podał w czołowej setce najlepszych rapowych krążków w historii.
Jeśli jesteście ciekawi, jak ma się Spice po postrzeleniu w grudniu 2007 roku, co sądzi o konflikcie Ice-T vs. Soulja Boy czy jakie było jego spojrzenie od środka na beef Wschód-Zachód (był przyjacielem 2Paca, a nagrywał też m.in z Method Manem) to przypominamy obszerny wywiad, który przeprowadziliśmy w kwietniu 2009, w ramach Bay Area Week, jeszcze na Spinnerze. A już wieczorem widzimy się na poznańskim koncercie w ramach Terrorym Fever 3!
Jest takie powiedzenie: "Nie naprawiaj tego co nie jest zepsute". W przypadku rapera z Oakland, to właśnie ta żelazna konsekwencja i twarde podążanie własnym szlakiem stało się kluczem jego sukcesu. Mało tego - Spice 1 do dnia dzisiejszego pozostaje jednym z nielicznych artystów, którzy nigdy nie zboczyli z raz obranej przez siebie drogi i pomimo nagrania na przestrzeni ostatnich dwóch dekad kilkunastu solowych płyt, nadal tworzy rap w tej samej konwencji co kiedyś.
Być może część naszych młodszych czytelników nie pamięta kultowego serialu "Fresh Prince Of Bel-Air" w Polsce nadawanego jako "Bajer W Bel-Air" i nie wie, że Will Smith był kiedyś przede wszystkim raperem i grał wspólne trasy chociażby z Run DMC. Choć dziś bardziej kojarzymy go jako rozchwytywanego aktora, ten wciąż znajduje czas by czasem złapać za mikrofon. Ostatnio nagrywkowo nie działo się nic, ale trafiliśmy na takie nagranie ze wspólnego występu Smitha z legendą beatboxu i hip-hopu w ogóle - Doug E. Freshem.







































