Trey Songz "Chapter V" - recenzja

recenzja
kategorie: R&B, Recenzje
dodano: 2013-01-18 19:00 przez: Marcin Natali (komentarze: 5)

Treya Songza pamiętam jeszcze jako skromnego, 20-letniego chłopaka w luźnych ciuchach, śpiewającego na ganku przed domem, że musi mu się udać... Numer „Gotta Make It” był właśnie moim pierwszym kontaktem z muzyką tego świetnie zapowiadającego się wokalisty rodem z małego miasteczka Petersburg w stanie Virginia. Klimatyczny sampel z utworu The Ebonys, wspaniały wokal gospodarza i gościnna zwrotka Speedy’ego Gonzalesa z Chicago – Twisty – no coś pięknego…

Od tego czasu minęło 7 lat, Tremaine Neverson zdążył wydorośleć, nagrać dwie złote płyty, sprzedać ponad 2 miliony cd’s w USA i ugruntować swoją pozycję na scenie r&b. Bez wątpienia więc udało mu się wcielić w życie plan, który wyśpiewał w debiutanckim singlu, za co należą się już na wstępie duże gratulacje… Do rzeczy jednak. W zeszłym roku Trey wydał piąty w swoim dorobku album o tytule "Chapter V". Jak bardzo artysta zmienił się od debiutu i czy jest to materiał wart uwagi?

Z pewnością Trey przeszedł ewolucję, ale też na szczęście nie zapomniał w pełni o korzeniach i brzmieniu, dzięki któremu udało mu się wybić z tłumu utalentowanych, głodnych sukcesu młodych wokalistów r&b. Dowodem na to jest fakt, iż wciąż za produkcję przeważającej części utworów odpowiada niejaki Troy Taylor, czyli gość, który odkrył Tremaine’a i konsekwentnie dostarczał mu podkłady na każdej z 5 dotychczasowych płyt. Ich współpraca jest więc czymś naturalnym i czuć tu chemię muzyczną, artysta odnajduje się świetnie na serwowanych przez swojego „mentora” bitach. A te stanowią stanowią przykład nowoczesnego, świeżego, mainstreamowego r&b, z niewielką domieszką klasycznych, ciepłych brzmień. Jeśli chodzi o wokal to zdecydowanie słyszymy tu Treya w formie, który umiejętnie operuje głosem na różnych pasmach, w większości serwując lekki, przyjemny dla ucha wokal w swoim stylu. Artysta nie ogranicza się też wyłącznie do śpiewu, pokazując m.in. w „Playin Hard”, że zarapowanie kilku zwrotek nie stanowi dla niego problemu.

„Chapter V” to w większości spokojna, chilloutowa płyta, choć znalazły się tu też numery bardziej energiczne, klubowe, jak minimalistyczne „Check Me Out” z Diddym i Meek Millem, „2 Reasons” z T.I.’em czy oparte na 808’ach i tych popularnych ostatnio gęstych, cierpiących na ADHD hi-hatach i równie szybkich werblach "Hail Mary". Jak wypadają te eksperymenty? Osobiście nie jestem największym fanem takich brzmień, ale trzeba przyznać, że numery te zdecydowanie dodają różnorodności płycie i wielu osobom mogą przypaść do gustu. Oczywiście nie mogło zabraknąć klasycznych slow-jamów i pościelówek, a lirycznie album stanowi klasyczną opowieść o relacjach damsko-męskich i różnych jej aspektach. Jednym z poważniejszych, bardziej zaangażowanych tekstowo numerów jest „Pretty Girl’s Lie” mówiące o historii pięknej, lecz zagubionej dziewczyny. Duże słowa uznania należą się samemu Trey’owi, który nie poszedł na łatwiznę jak część wykonawców r&b, oddających warstwę tekstową w ręce „profesjonalistów” i zadbał o to, aby samemu napisać teksty. Choć może mała pomoc sprawiłaby, że lirycznie płyta prezentowałaby się lepiej i była bardziej wszechstronna?

Piąty krążek w dorobku Treya Songza to w dużej mierze kontynuacja tego, do czego przyzwyczaił nas przez ostatnich kilka lat. Jeśli lubicie spokojne, nastrojowe, nowoczesne r&b, będzie to strzał w... dziewiątkę (kilka zakłóceń). Dobrze, profesjonalnie wyprodukowana płyta, świetny dla tego typu muzyki wokal gospodarza i kilka featuringów grubych ryb amerykańskiej rap sceny – m.in. T.I.’a, Lil’ Wayne’a, Young Jeezy’ego i Ryśka Rossa, powinny wystarczająco zaspokoić fanów tego typu muzyki. Osobiście chciałbym jednak usłyszeć tu więcej kawałków w stylu wspaniałego „Without a Woman”, stanowiących ukłon w stronę klasycznego, ciepłego soulu i momentalnie przywołujących na myśl debiut Songza. Moim zdaniem bowiem Trey brzmi na takich podkładach po prostu najlepiej i może w pełni pokazać swoje umiejętności wokalne i przypomnieć wszystkim, że wciąż pamięta, jak się robi dobry soul... W zamian chętnie oddałbym jak dla mnie średnie, stanowiące próbę zawojowania klubów „Check Me Out” czy kilka innych numerów, które wpadają jednym uchem a wypadają drugim... Wydaje mi się też, że gdyby „przyciąć” trochę tę płytę i z 71 minut, czyli aż 19 utworów zrobić powiedzmy 14, nie byłoby tragedii... No ale koniec narzekania, odhaczone. W skrócie – niezła robota Trey, choć czuję, że stać Cię na dużo więcej! Ode mnie mocna trójka z plusem, fani mogą sobie podciągnąć ocenę do czwórki z minusem.

reklama
black
recenzja dobra, ale RYCHŁO W CZAS.
Marcin Natali
@black - Dzięki! Wyjątkowo tak późno, ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale ;) Pozdr
Keunkeun
Trey Songz rozjeboł refren w "Castles" B.o.B. na Strange Clouds!
KRMT
Props za recenzję. ;)
3tana
Zazwyczaj mnie nie jarają ci wszyscy wokaliści co wyją w refrenach... Ale Trey Songz jest akurat jednym z tych których refreny sobię cenie :) Fajna recenzja - cieszę się, że zaczęliście pisać nie tylko o rapie, ale i gatunkach pokrewnych:)

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>