Łona i Webber "Czytać co popadnie" - wywiad na OFF Festivalu 2012

kategorie: Hip-Hop/Rap, Wywiady
dodano: 2012-08-19 20:30 przez: Dominik Maj (komentarze: 3)
Przy okazji tegorocznego OFF Festivalu udało nam się porozmawiać z dwójką powszechnie znanych i lubianych postaci, Łoną i Webberem. Jako że od premiery płyty minęło już trochę czasu, rozmowa dotyczyła kwestii bardziej uniwersalnych. Co szczecinianie sądzą o dozwolonym użytku, dlaczego sami się wydają, czego słuchają i o co chodzi ze skrótem "SR"? Odpowiedzi na te i parę innych pytań znajdziecie w rozwinięciu.

Na początek chciałem zapytać jak wrażenia po koncercie?

Łona: Fajnie tutaj. Strasznie gorąco było na scenie; słońce nieustępliwie świeciło nam prosto w oczy, ale jakoś się udało.

Graliście ostatnio na Męskim Graniu, teraz na OFFie. Jak się gra na takich nie-hiphopowych imprezach? Publiczność jest bardziej "losowa" w porównaniu z takimi imprezami jak Mazury HH Festiwal czy HipHopKemp?

Ł: Tutaj słońce było gorzej ustawione, ale było z kolei więcej ludzi.
Webber: Nasza publika nie jest taka znowu stricte hiphopowa. A grało nam się bardzo dobrze.

Graliście bez Pimpsów, ale z perkusistą. Skąd taki patent na występy?

W: To jest taki minimalistyczny koncept, który przygotowujemy od dłuższego czasu pod kątem jesiennej trasy koncertowej. Ja gram na samplerze i syntezatorze basowym Mooga, a Manolo [Jose Manuel Alban Juarez, członek The Pimps - przyp. red.] na perkusji.

Jesteście aktywnymi twórcami, odbiorcami oraz sami się wydajecie, a na dodatek Łona jest prawnikiem i w związku z tym chcę zmienić temat i zapytać o problem praw autorskich. Pierwsza rzecz: czy mają w ogóle sens próby kontrolowania odgórnie internetu i nielegalnej dystrybucję muzyki?

Ł: Nobla dostanie ten, kto wymyśli sposób, jak wyjść z tej sytuacji. Nie da się wszystkiego odgórnie zarządzić, zwłaszcza przy takim żywiole, jakim jest Internet. Skończyła się wprawdzie heca z ACTA, ale zaraz zacznie się nowa  - z regulacją ITR oenzetowskiej International Telecommunication Union, która też chce niebezpiecznie zwiększyć kontrolę internetu. To się oczywiście nie uda; może się nam to podobać lub nie, ale czasy się zmieniły i warto się z tym chyba pogodzić. Z drugiej strony, obecny stan rzeczy nie sprzyja zadowoleniu wydawców, bo w internecie kradnie się na potęgę.

No tak, ale Polsce funkcjonuje przecież dozwolony użytek, który pozwala na ściąganie muzyki z internetu do domowej konsumpcji.

Ł: Tak naprawdę dozwolony użytek oznacza, że mogę od Ciebie pożyczyć oryginalną płytę i ją sobie przegrać, taki jest tego sens. Często spotykam się z poglądem, w myśl którego dozwolony użytek osobisty obejmuje też ściąganie z sieci; moim zdaniem to grube nadużycie, bo w dozwolonym użytku osobistym wszystko musi się odbywać w tzw. "kręgu towarzyskim", czyli musimy się po prostu znać. To, że obaj jesteśmy użytkownikami peb.pl, czy chomika - to za mało.

A jak się odnosicie do takiej idei, że sztuka nie powinna być w ogóle płatna, że powinna być dostępna, a odmawianie dostępu do niej, choćby przez to, że jest zbyt droga powoduje wykluczanie z uczestnictwa w społeczeństwie?

Ł: Jeszcze 10 lat temu było to nie do pomyślenia, ale teraz zdaje się, że trzeba wyjść z takiego założenia i wymyślić inny sposób przepływu pieniędzy. Ja nie chcę odbierać pieniędzy wydawcom, zwłaszcza że sami wydajemy płyty i one są kupowane na legalnych nośnikach. I wyznam Ci w tajemnicy, że od wielu lat nie ściągnąłem żadnej polskiej płyty; wszystko kupuję w oryginale. Ale, tak czy inaczej, coś trzeba z tym problemem zrobić, być może pogodzić się z tym, że nastał koniec takiego nośnika, jak płyta, albo że co najmniej widać ten koniec gdzieś na horyzoncie.

W: Pozwolę sobie jeszcze dodać, że wszyscy tyle mówią o wolności, a przecież to, co w tej chwili robi Facebook czy fakt, że uzależniamy się od chmury, to nie jest nic lepszego niż ACTA. To jest dla tych firm nawet dużo lepsze, bo łatwo jest dzięki temu kontrolować liczbę użytkowników, którzy coś ściągną. Moim zdaniem, to jest tylko kwestia czasu, kiedy te problemy zostaną jakoś uregulowane.

Właśnie, wspomnieliście o tym, że się sami wydajecie. W tej chwili jest taki trend, że wszyscy "więksi" raperzy mają swoje wytwórnie. Czy to jest jedyna opcja w Polsce, która daje możliwość radzenia sobie finansowo z rapem w Polsce? Skąd taki wybór?

W: Nie. To ["Cztery i pół" - przyp. red.] nie jest pierwsza płyta, którą wydaliśmy. Pierwszą płytą, którą wydaliśmy było Wiele C.T. "Owoce miasta", nielegal-demo, mieliśmy wtedy 17 i 15 lat czy jakoś tak. Generalnie zawsze angażowaliśmy się dosyć mocno w wydawanie płyt. To, że sami się teraz wydajemy przyszło bardzo naturalnie także wraz z rozwojem internetu. Drugim wydawnictwem, które też w dużej mierze zrobiliśmy sami była epka "Insert".
Tak naprawdę można wydać płytę w większej wytwórni, ale mamy wrażenie, że jesteśmy w stanie inaczej, lepiej dotrzeć do naszych słuchaczy niż wytwórnia, która nie do końca rozumie kim jesteśmy. Duże wytwórnie nie potrafią określić, kto słucha Łony i Webbera, wrzucą to do szufladki "rap" i już.

Ł: To jeśli chodzi o duże wytwórnie. My tak naprawdę nie mieliśmy nigdy żadnych powodów do narzekań na Asfalt Records. Po prostu nadszedł taki etap, że chcieliśmy się usamodzielnić.

A propos docierania do odbiorców. Macie dosyć ciekawe pomysły na filmiki promujące Wasze koncerty, robicie też program "Wyjaśniamy, objaśniamy". Biorą w tym udział także ludzie związani z Alkopoligamią czy U Know Me. Nie było pomysłów na to, żeby zaprząc te talenty satyryczne do jakiejś zorganizowanej działalności filmowej czy, powiedzmy, kabaretowej?

Ł: Mamy głowy pełne takich pomysłów, ale boimy się, że ilekroć taki pomysł zostanie wypowiedziany, to już po wszystkim. To musi powstać tak, jak powstaje "Wyjaśniamy, objaśniamy", trochę jako przebłysk w głowie redaktora Jacka Markiewicza [Rymek, hypeman Łony - przyp. red.], który przerodzi się w jakiś niezwykły program.

W: Na razie nabieramy doświadczenia.

Ł: I rzeczywiście korzystamy ze znajomych. Wielki jest talent np. Stasiaka i mamy nadzieję, że kiedyś uda nam się z niego skorzystać. Mamy bardzo utalentowanych przedstawicieli sceny rapowej i okołorapowej, np. Daniel Drumz jako rybak [odc. 4 "Wyjaśniamy, objaśniamy" - przyp. red.], no przecież to jest materiał na Oscara (śmiech).

W: "Wyjaśniamy, objaśniamy" - niedługo w kinach! (śmiech)

Będą następne odcinki w najbliższym czasie?

Ł: Tak, na pewno będą.

Już od jakiegoś czasu na koncertach pojawia się motyw sponsorowania występu przez literki "S" i "R". Podobno zdarzało się nawet, że panowie z Alkopoligamii pojawiali się na Waszych koncertach z transparentami "SR". O co chodzi? Rozumiem, że całość jest owiana tajemnicą, ale czy można czegokolwiek się w tym temacie dowiedzieć?

Ł: Dzielimy z Alkopoligamią tajemnicę skrótu SR, na wskroś szczecińskiego skądinąd. To ważny skrót, dlatego często do niego sięgamy.

I cóż on oznacza?

Ł: Cóż on oznacza? No właśnie, to jest wszechskrót, to klucz do zrozumienia Absolutu, to rozwiązanie zagadki istnienia. Wszystko zawarte w dwóch literach. Tylko najstarsi górale potrafią go rozszyfrować. 
W: Jeden z tych górali grał w Scrabble.
Ł: Istotnie, grał w Scrabble, w czwartym "Wyjaśniamy Objaśniamy". I zapewne przyjdzie taki dzień w historii ludzkości, kiedy skrót "SR" zostanie objaśniony. Albo wyjaśniony.

Ale tak z grubsza chociaż - jest to zapowiedź jakiegoś projektu czy tylko idea?

Ł: To bardziej idee fixe.

Tak na zakończenie, pozwolę sobie z pozycji fana zapytać o Wasze inspiracje. Chciałem zapytać najpierw o zajawki literackie. Z jednej strony Łona ujawniłeś się jako zapalony czytelnik w "Bumboxie", z drugiej pojawiają się takie przebłyski, jak nawiązanie do "Stacyjki zdrój" [piosenka Kabaretu Starszych Panów - przyp. red.] w tekście do "Ł.O.N.A.", z trzeciej - czytając teksty można mieć  skojarzenia z Wojcechem Młynarskim czy Starszymi Panami właśnie. Czy to są słuszne tropy i - szerzej - co czytać, żeby tak pisać?

Ł: Właściwie wszystko już wymieniłeś. Jeśli chodzi o piosenkę, jako utwór literacki, to tych dwóch panów [Wojciech Młynarski i Jeremi Przybora - przyp. red.] - Młynarski nie tylko w swoich tekstach, ale też w tłumaczeniach, Jacquesa Brela czy Georgesa Brassensa, które pisał świetnie. A Przybora  był po prostu niewysłowionym talentem, mnóstwo dobrych rzeczy napisał. A co czytać? Ja od jakiegoś czasu czytam co popadnie. Wszystko. Ostatnio "Randkę w ciemno" Kosińskiego - świetna rzecz.

A co jeśli chodzi o tzw. "warstwę muzyczną"? Widać Webber, że Twoje produkcje skręcają trochę w stronę basową, nazwijmy to brytyjską. Co kształtuje Twój sposób tworzenia w taką stronę? Jakieś nowe rzeczy, których słuchasz?

W: Z brytyjskich rzeczy ostatnio wróciłem do Amy Winehouse. Od lat Brytyjczycy wyznaczają wiele istotnych trendów w muzyce. Te akurat nierzadko pokrywają się z tym, co lubię i nie będę ukrywał nie pozostaję obojętny wobec ich wpływu.  Z nowości niestety nie jestem w stanie niczego precyzyjnie przytoczyć. Jakiś czas temu całkiem ciekawy album zgotował Galus ["Futura", U Know Me Records - przyp. red.], bardzo polecam.

Tagi: 

reklama
Ciekawski
SR - Suchyknot Równy ? Na pocztówce z klipu "Wyślij sobie pocztówke"
Anonim
dla mnie opoka polskiego rapu, którego słucham mało ale do Łony i Webbera sentyment pozostanie na zawsze.

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>