Łysonżi Dżonson "Browka Szpinak" - recenzja

recenzja
kategorie: Hip-Hop/Rap, Recenzje
dodano: 2014-12-21 18:30 przez: Jędrzej Cebulski (komentarze: 0)

Płytę „Browka Szpinak”, jak można przeczytać we wkładce, należy bardziej utożsamiać z ziomalską kompilacją niż z solowym albumem. Trzeba przyznać, że w takiej konwencji Łysonżi, podopieczny Aloha Entertainment i członek Szybkiego Szmalu, odnajduje się całkiem fajnie. Konwencja ta bowiem zakłada, że nie trzeba być przesadnie wybitnym raperem, żeby stworzyć przyjemny materiał.

Formuła poprzedniego krążka „Dżonson” była identyczna i – prawdę mówiąc – dziwiły mnie zarzuty pod tytułem: oho, kolejny, który musi wziąć dwudziestu fejmów na płytę, żeby ktoś w ogóle chciał po nią sięgnąć. Było to o tyle nie na miejscu, że wyraźnie słychać, iż Łysy to nie MC z gatunku tych, któremu zależy, by się znaleźć w czyimś TOP10 ulubionych nawijaczy. Gości też nie szuka według klucza popularności – raczej dzwoni do swoich dobrych znajomków (przy okazji, najczęściej niezłych raperów) i mówi: mordo, dawaj, robimy numer razem! Koniec końców – to bardziej zajawa połączona z chmielem i włoszczyzną niż sport, w którym liczy się ilość wyświetleń na YouTube…

…których poniekąd mogłoby się trochę uzbierać. Na „Browka Szpinak” nie brakuje bowiem soczystych bangerów – mowa tu przede wszystkim o „Mery Dżejn, Mery Krismes” z VNM-em i „Urywa ryja” z TomBem. Nawet jeśli zdarzają się tam jakieś głupie linijki (a zdarzają się), to jako całość te kawałki się bronią – no, chyba że nie lubi się historii o wchłonięciu ośmiu blantów i wypiciu ośmiu Żubrów. Dla takich osób też jednak coś się znajdzie – chociażby opowiadający o problemach dwudziesto- i trzydziestokilkulatków „Rodzina na swoim” z naprawdę stylowymi zwrotkami Flinta czy Hukosa.

Generalnie, treść tego albumu dobrze określił w intrze Numer Raz – jako patologiczno-rozkminkową. Jedno z drugim się tu nierozerwalnie łączy – „Każdy” z Lilu i Młodym M niech będzie tego najlepszym przykładem. Te patologiczne rozkminki może nie zawsze specjalnie odkrywcze, ale też nie odpychają – tutaj można przytoczyć chociażby „Zanim” z kozacko poskładaną szesnastką Mielzky’ego. Warto jeszcze wyróżnić w pełni solowe numery – refleksyjne „To tylko ja” i będący hołdem dla braci i sióstr z Szybkiego Szmalu „Space Jam”. Najlepiej jednak wchłonąć tę płytę w całości – nie ma tu numerów, które z miejsca chciałoby się skipować.

Jest to po części – a właściwie: w dużej mierze – zasługa bitów, bo jednak przy kilku gościnnych zwrotkach ręka świerzbi, by sięgnąć po pilot (bynajmniej nie po to, żeby pogłośnić). Producentów jest tu co niemiara i są to zazwyczaj ksywki sprawdzone w bojach – bo tak należy mówić o Szczurze, Ostrym czy Szogunie. „Money” tego pierwszego przywodzi na myśl Just Blaze’a, którego obecność na trackliście nie zdziwiłaby również przy opartym na przesłodzonym smyczkowym samplu „To tylko ja”, które wyszło spod złotej ręki Spinache’a. Nowoczesne „Jestem” i „Pogadajmy”, klasyczne podkłady Salvare’a czy wykręcone jazdy Kazzushiego i Lanka – efekt jest taki, że trudno się o coś czepiać.

Wisienką na torcie są oczywiście skity z legendarnym Krzysztofem Kozakiem. Skoro taka osobowość twierdzi, że rozwali was ta płyta, to coś musi być na rzeczy. Gwoli prawdy, rozwalić – może nie rozwali i za pięć lat raczej nikt nie będzie do „Browka Szpinak” wracać z wypiekami na twarzy, ale zapoznać się z tym bezpretensjonalnym materiałem na pewno warto. Rapowo daje radę, tekstowo nie kuleje, produkcyjnie powyżej przeciętnej – jest w porządku. Cztery.

reklama

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>