Curren$y "Muscle Car Chronicles" - recenzja

recenzja
kategorie: Hip-Hop/Rap, Recenzje
dodano: 2012-03-02 14:00 przez: Wojciech Graczyk (komentarze: 2)
"Fuck your dress code, let the Jets through". Curren$y wraca, tym razem z długo oczekiwanym, najbardziej wyróżniającym się spośród jego dyskografii, albumem.

Zapraszam do świata, w którym zioło się nie kończy, a piękne kobiety siedzą na fotelu pasażera oldschoolowego Muscle Cara.
Zapraszam do "Muscle Car Chronicles".

Ponad rok temu miałem przyjemność dać Wam pierwsze informacje o "Muscle Car Chronicles". Wydawnictwo to pierwotnie miało się ukazać w styczniu ubiegłego roku, ale na wskutek kilku poślizgów i w końcu zawieszenia daty premiery, pojawiło się dopiero teraz. Niestety tylko w wersji cyfrowej, dostępnej na iTunes. No cóż mam tylko nadzieję, że fizyczne MCC również się ukaże.

Nowy album Waluty, dla tych którzy nie widzieli zapowiedzi, różni się od poprzedników. Tradycyjnych beatmakerów zastąpiło żywe, organiczne granie. Dyryguje tym wszystkim Sean O'Connell. Ten sam, który ze swoją gitarą miał udział w "Seat Change" z "Pilot Talk". Nawiasem mówiąc jego płyta jest dokupienia w parze z wydawnictwem Spitty. To wszystko oczywiście na iTunes.

Warstwa muzyczna w swojej budowie przypomina mi "The Mix-Up" Beastie Boysów. Żywe bębny, gitara, bas to części składowe większości "bitów". Dopełnione są organami tak jak we "Frosty", lub kozacką, g-funkową piszczałą w najlepszym "Bout It 11". Warto też wspomnieć o pianinku w "Not So Much" tworzące "saloonowy" klimat, zalatujący Dzikim Zachodem. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie wkurzające wpadki. Pierwszą z nich jest podwójne wykorzystanie jednego podkładu (nawiasem bardzo dobrego). Wiem, że obydwa odnoszą się do drugiej i trzeciej części "Fly Out", ale to wkurza w sytuacji gdy płyta ma niecałe 20 minut i składa się w większości z muzycznych miniaturek (coś jak bity w "Madvillainy"). Średnio jara mnie również muzyka w utworze "Frosty". "Spooky" pianinko wraz z całą resztą instrumentów tworzy, wyraźnie odstającą od reszty, produkcję. Na szczęście cała reszta wgniata w fotel i z wielką chęcią usłyszałbym te kawałki na żywo, bo materiał ma naprawdę wielki, koncertowy potencjał.

Curren$y przyzwyczaił nas do swojej leniwej nawijki podanej na leniwych bitach. Tym razem mamy do czynienia z zupełnie nową jakością w karierze Spitty. Energiczne bity wymuszają na Walucie odcięcie się od dotychczasowej drogi i trzeba przyznać, że wyszło mu to lepiej niż dobrze. Jest w nim moc i ogień. Czuć chemię między Spittą i Seanem. Panowie doskonale się rozumieją, tworząc wspaniały tandem. Co do samego gospodarza to jest to ten sam koleżka co zawsze, czyli zioło, kobiety i samochody. W tej materii nic się nie zmieniło. Zresztą nikt chyba nie oczekuje od niego niebanalnych przemyśleń. Sam o sobie mówi:

"Perfected my aim, a new improved Leonidas".

Sporo tu nazw samochodów, filmowych porównań (300 i Training Day z Denzelem Washingtonem). Tradycyjne u Spitty jest również żonglowanie nazwiskami osób. NA "Covert Coup" był Scottie Pippen, na Pilot Talk 2 wspomniał o fikcyjnej postaci z "Knight Ridera", a na "Muscle Car Chronicles" mamy m.in. coś takiego:

"You ain't Bruce Lee, nor Bruce Leroy
Can't kick it, Bruce Bruce, you's a comedy, boy, yeah".

Na warstwę tekstową składają się również wspominki jak i z życia prywatnego, tak i te odnoszące się do jego przeszłości związanej z No Limit. Liryki gospodarza uzupełnione są o udane wersy Mikey Rocksa i Tabi Bonney' a, a także śpiew McKenzie Eddy .  Ogólnie wypada to bardzo dobrze, szkoda tylko, że tak krótko.

Największy mankament płyty to jej długość. Jak już wspomniałem płyta nie przekracza 20 minut. Z drugiej strony, płyta wchodzi na raz, nie nudząc przy słuchaniu. Pozostaje jednak spory niedosyt, bo Muscle Car Chronicles" miał wielki potencjał, który troszkę zmarnowano. Liczę jednak, że płyta wyjdzie w wersji fizycznej i będę mógł jej posłuchać w rewelacyjnej jakości jadąc autem do pracy. Mam też nadzieję, że Spitta nagra kiedyś MCC 2, dłuższe niż 20 minut i opierające się na podobnym patencie jak ten album. Ode mnie 4.

nl
jest dobre
Dżyn en Tanyk
Liczę jednak, że płyta wyjdzie w wersji fizycznej i będę mógł jej posłuchać w rewelacyjnej jakości jadąc autem do pracy NIE Będziesz mógł posłuchać jadąc schoolbusem do gimnazjum

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>