Syrop "Sztajer Selekta" - recenzja

recenzja
kategorie: Funk, Hip-Hop/Rap, Recenzje
dodano: 2011-03-10 17:00 przez: Mateusz Natali (komentarze: 8)
Z mody wyszły wszelakie soki, nektary czy napoje, ale także herbata, kawa... nawet Ciechan Miodowy i Lubelska Cytrynówka zdają się znajdować trochę rzadziej w użyciu.

Nad Wisłę dotarł bowiem Syrop. Pozbawiony kodeiny i narkotyzujących właściwości niczym swój odpowiednik zza oceanu, popularny purpurowy Sirup, ale za to zgodnie z tym, co głosi ulotka "korzenny i tłusty". Jak go przyrządzić?

Składniki: Bas, bębny, rhodes, rap.
Przepis: Brudny, nowojorski podkład przyprawić szczyptą zadymionej eklektycznej mieszaniny przypominającej dokonania Tribe'ów. Posypać odpowiednio wyważoną porcją funkowego vibe'u a na koniec polać soczystą Kalifornią.
Efekt: Wszystko zależy od proporcji. Na papierze mieszanina wydaje się zbyt wykręcona i dziwnie do siebie nie pasująca, ale gdy za wszystko wezmą się sprawni kucharze, którzy nie raz gotowali już rap i funk w jednym kotle to nasz Syrop ma szanse zgrabnie połączyć różne nurty, dając miksturę korzenną i smakowitą...

Tak też jest w tym wypadku. "Sztajer Selekta" miesza w sobie różne wpływy, sprawiając, że w jednym momencie czujemy się jak w zadymionym pubie, by po chwili przenieść się na skłaniające do refleksji jesienne ulice (po drodze odwiedzając przelotem Cali). Kolso kolejny raz potwierdza, że mało kto w polskim podziemiu ma tak dobrą rękę do bitów i tak dobrze potrafi wyważyć inspiracje eastcoastem i westcoastem, zarazem nie popadając w chaos. Jednak Syrop od tego, co słyszeliśmy na Dwóch Warszawiakach różni przede wszystkim pierwiastek, który wniósł Igor, czyli rzadko spotykany funkowy vibe wyniesiony w Mama Selita. W jednym momencie nawija w normalny rapowy sposób (choć z charakterystyczną manierą), by za moment wykręcać wokal i eksperymentować z głosem, dając nam "Młynek" (najcięższy w odbiorze numer na płycie, którego mogą nie poczuć ci, którzy nie wiedzą na co stać chłopaków i co było punktem wyjścia) czy zabawę w Barry'ego White'a w "Letnikach".

Na "Sztajerze" dominuje jednak chillout. Lekkie, leniwe i głębokie brzmienie, delikatnie sączące się z głośników, a na nim dwóch solidnych zawodników bez ambicji do miana MVP. Obaj przemycają sporo ciekawych i różnorodnych myśli, poczynając od świata zdominowanego przed modę, kończąc na niebezpieczeństwach okolicznych pubów. Całość smakuje doskonale, szczególnie podana wieczorem w spokoju, miękkim fotelu, na dobrym sprzęcie. Niebanalny i niełatwy, ale naprawdę dobry undergroundowy projekt na czwóreczkę z plusem. Poniżej jeden z numerów do degustacji.



Tagi: 

Anonim
[*]
jzk
haha, [*]
Begbie Edward Rockwell
Słowo "niełatwy" pada aż dwa razy. Kurde, Syrop jest wiele łatwiejszy w przyswojeniu niż Wiz Khalifa czy Currensy. Jest w ogóle coś bardziej bezproblemowego do przełknięcia niż bity oparte na funku i rhodesie?
jasiu
szacun dla autorów za ciechana miodowego ;) a materiał bardzo na plus
rymas
ja tam wolalbym Mama Selite wkoncu niz ten Syrop. Wie ktos kiedy MS ma wyjsc ?
Anonim
Mateusz kiedy jakaś recenzja jakiejś amerykańskiej produkcji? Wyszło ich już w tym roku trochę:P
Anonim
no wyszlo ale ze sie chlopaki nie znaja to nie ma recenzji:D
Guiness
Ciechan Miodowy jest dla licealistek, które słabo jeszcze przełykają. Syrop nadaje się i dla nich, i dla facetów.

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>