The Pharcyde "Bizarre Ride II the Pharcyde" (Klasyk Na Weekend)

Ohhhhh shit! – tym jakże wymownym, uniwersalnym zwrotem, mającym w ustach czterech sympatycznych wariatów z Miasta Aniołów trylion zastosowań, rozpoczynał się pierwszy debiutancki album The Pharcyde "Bizarre Ride II the Pharcyde". Dosyć odważnie i nietypowo, ale w tej płycie nie ma nic typowego – i to jest w niej najpiękniejsze. To zwariowana przejażdżka po ścieżkach wytyczonych przez tryskających niepowtarzalnym humorem i młodzieńczą energią MC’s i jedna z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się hip-hopowi początku lat 90. Imani and ya mama, sitting on a tree – k-i-s-s-i-n-g!

W tym roku wydana w listopadzie ’92 nakładem raczkującej dopiero wytwórni Delicious Vinyl płyta skończy 23 lata, a ta piękna MJ’owska rocznica jedynie potwierdza przełomowość i unikalność tego wydawnictwa. Nigdy wcześniej bowiem, i nigdy później, nie dostaliśmy albumu takiego jak "Bizarre Ride II", a 57 minut tej szalonej jazdy bez trzymanki zagwarantowało grupie w składzie Slimkid3, Fatlip, Bootie Brown i Imani status ikon sceny Zachodniego Wybrzeża i wierną rzeszę fanów.

W tym albumie nietrudno się zakochać – 16 numerów wyprodukowanych w przeważającej większości przez nieoficjalnego piątego członka ekipy producenta J-Swifta, niesie w sobie tyle świeżości, zaraźliwie pozytywnej energii i komicznych, niejednokrotnie absurdalnych opowieści, że z miejsca dajemy się ponieść i wsiąkamy w klimat Dziwacznej Przejażdżki. Słowo "dziwaczna" pasuje tu zresztą jak ulał – wystarczy wziąć na warsztat wspomnianą we wstępie petardę "Oh Shit", gdzie Imani opowiada o przygodzie z matką ziomka, a Fatlip zdradza historię znajomości z pewną damą, która okazała się… No, nie będę zdradzać, ale mając świadomość, że ta zwrotka jest oparta na faktach… Ohhhh shit! Nie da się też nie uśmiechnąć słuchając błagalnych jęków nękanych przez policję Pharcyde'ów w "Officer" czy takich linijek jakThe Pharcyde is coming and I hope we're not wack but at this point there's no turning back lub I got more flavor than 7-11 Slurpees If Magic can admit he got AIDS, fuck it- I got herpes.

Nie można nie wspomnieć też o mistrzowskim pokazie komediowych umiejętności MC’s z dzielnicy South Central w singlowym "Ya Mama". Ten track to istna kanonada ciętych, błyskotliwych dowcipów z gatunku "Twoja stara…", wznoszących się na najwyższe poziomy abstrakcji. Za przykład niech posłużą otwierające numer, obrazowe linijki Fatlipa…

Ya mom is so fat (how fat is she?)
Ya mama is so big and fat that she can get busy
With twenty-two burritos, but times are rough
I seen her in the back of Taco Bell with handcuffs

Bezcenne! Tuż po "Ya Mama" wjeżdża natomiast ultraklasyczne "Passin’ Me By", opowiadające o nieodwzajemnionych uczuciach naszych bohaterów i różnych nietypowych sytuacjach, kiedy musieli odpuścić, bo byli na straconej pozycji, tak jak Bootie Brown podkochujący się w nauczycielce. To wszystko natomiast na kapitalnym podkładzie J-Swifta, wykorzystującym sampel z Quincy’ego Jonesa, okraszone typowo Pharcyde’owym, nieprzewidywalnym klipem, łamiącym wszelkie prawa fizyki.

Muzycznie mamy na "Bizarre Ride" do czynienia z niekończącą się bogatą plejadą jazzowych klawiszy i trąbek, położonych na energicznych perkusjach i doprawionych żywymi instrumentami oraz okazjonalnymi skreczami. W kategorii albumów rapowych początku lat 90. album ten plasuje się w ścisłej czołówce właśnie też dzięki świeżej, innowacyjnej jak na tamten okres produkcji. J-Swift zadbał o to, aby porządnie rozbudowane aranże wciągały i żeby słuchacz nie zdążył się znudzić jednym czy dwoma loopami. To wszystko tworzy wyśmienite tło dla naturalnie uzupełniających się głosów Imani'ego, podśpiewującego i płynącego jak Michael Phelps w 2008 Slimkida, dysponującego najniższym w grupie wokalem Fatlipa czy latającego jak na helu po bitach Bootie Browna. Nawet same wokale i efekty w tle czy nieszablonowe podbitki (Where is my piiiiiiiiiipe?) zasługują na uwagę - ale to LP kryje w sobie tyle smaczków, że długo by wymieniać. If you're sparkin blunts with clean underwear somebody say "ohh yeah!"

Bez zbędnego przedłużania - ten album trzeba znać. Wydany w tym samym czasie co "The Chronic" krążek co prawda nie podbił list przebojów w tym samym stopniu, ale zdobył w Stanach status złotej płyty i stanowił oryginalną, smakowitą i pełną dystansu alternatywę dla święcącego triumfy na Zachodnim Wybrzeżu G-Funku. "Bizarre Ride II" to esencja unikalnego stylu The Pharcyde, którzy nie mają w praktyce żadnego odpowiednika i stanowią klasę sami w sobie. W ciągu trzech lat dzielących ten krążek i drugie w dorobku grupy LP "Labcabincalifornia" panowie Slimkid3, Fatlip, Bootie i Imani zdążyli już w jakimś stopniu dojrzeć i zamiast szalonej jazdy bez trzymanki na wyboistych drogach, zaczęli preferować jazdę wciąż pełną wrażeń, ale spokojniejszą, bardziej stabilną - w żadnym wypadku gorszą, po prostu inną. Dlatego też ich debiutancki album po tylu latach wciąż sprawia taką frajdę - tego po prostu nie da się powtórzyć.

West coast, West coast, West coast is on fire
We don't need no water let the motherfucker burn
Burn motherfucker, burn!!

Pod spodem wszystkie 4 teledyski z płyty - "Ya Mama", "Passin' Me By", "4 Better or Worse" i "Otha Fish".

Sprawdzajcie też solowy debiut Slimkid3 aka Tre Hardsona "Liberation" w naszym cyklu "Przegapifszy"

The Pharcyde - Ya Mama

The Pharcyde - Passin' Me By

The Pharcyde - 4 Better Or 4 Worse (High Quality)

Pharcyde - Otha Fish

Tagi: 

daphira
zajebiste gowno, najzajebistsze!
elo
Kanye West kiedyś powiedział, że to jego ulubione CD, jakie kiedykolwiek wyszło. U mnie nie aż tak, ale top10 na luzie PS tutaj re-work najpopularniejsze singla od polskiego producenta (patr00): goo.gl/HOIeYl
Monte
To jak za pińcet lat odczytasz mojego posta to napisz co tam masz wyżej ponad tym krążkiem, bom ciekaw
Ola2015
Radio z polskim rapem z podziemia szczurownia.cba.pl

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>