Kid CuDi "Man On The Moon II: The Legend Of Mr. Rager" - recenzja

recenzja
dodano: 2010-11-21 16:00 przez: admin (komentarze: 16)
Przyznawanie się do słuchania Cudiego po głośnym hicie z Guettą (nie ogarniam stacji muzycznych, ale chyba do tej pory spokojnie można się na to natknąć) w pewnych kręgach uchodzi za średnio udany pomysł. "Uciekać z tym na diskopolo pe el !" zakrzyknie ktoś urażony faktem, że rapowe pisma/portale chcą w ogóle wspominać o ubiegłorocznym wynalazku show biznesu (jak wiemy, "show biznes" w tym konkretnym przypadku to Ye, czytaj: najlepszy przyjaciel Taylor Swift).

Gdyby jednak ten ktoś zechciał zadać sobie trud sięgając po "Man on the moon" mógłby ulec magii albumu, dochodząc ostatecznie do wniosku że nie ma nawet takiej tragedii, zaś opinie mówiące o "płycie roku" nie są do końca oderwane od rzeczywistości. Po wysnuciu tychże wniosków ciekawiłoby go zapewne, co też przygotował kontrowersyjny rapero-piosenkarz na sequelu głośnego debiutu, i czy udźwignął ciężar oczekiwań (złoto zobowiązuje). No cóż...

Pierwsze co rzuci się mu w uszy po przesłuchaniu "Man on the moon 2 : Legend of Mr. Rager" to fakt, iż album jest bardziej esencjonalny od "jedynki". Pisząc "esencjonalny" mam na myśli "bliższy klasycznym kanonom". Debiut stał na pograniczu hip hopu, był melodyjny, szesnastki łączyły się z nuceniem płynnie przechodząc w śpiew. Te cechy muzyki Cudiego zachowane zostały również tutaj, jednak wbrew obecnym deklaracjom autora proporcje przesunęły się właśnie w kierunku rapu, którego tym razem słychać zdecydowanie więcej. Nie potwierdziły się zapowiedzi o typowo rozrywkowym charakterze całości i odskokach w kierunku rocka (owszem, mamy świetne śpiewane "Erase Me", numer ten jest jednak jednym z wyjątków). W moim odczuciu materiał wydaje się być bardziej mroczny, bardziej spójny niż poprzednik i - co ważne - podobnie jak on trzyma równy poziom.

"Kaczka - to maks co może z ciebie być" usłyszałby taki Waka gdyby przyszło do oceny jego skillsów (przy czym autor tych słów sekundę potem pewnie przybrałby na wadze od ołowiu). Cudi oczywiście mógłby liczyć na dużo wyższą ocenę. Umówmy się jednak: nie szokuje, nie jest pożeraczem mikrofonów i raczej nie ma potencjału by nagrać klasyka w czysto rapowej konwencji. Szukając krwistych panczlajnów i piroklastycznego flow trafiłeś pod nie ten adres. Kto jednak powiedział że dobra płyta musi to wszystko zawierać? Jeśli przyszedłeś po elegancką, klimatyczną muzykę bądź spokojny, trafiłeś bardzo dobrze, gospodarz zadbał o swoich słuchaczy. Sam przekrój tematów nie imponuje, lyricsy nie są najmocniejszą stroną płyty i nie zmuszają do głębszych przemyśleń. Raper mówi trochę o otaczających go ludziach, swojej twórczości, cierpieniach, czasem sili się na abstrakcyjne numery, znajdzie się miejsce dla lovesongu czy używek, specjalnie błyskotliwe linijki warte cytowania jednak nie padają. Cudi posiada charyzmę, na majku daję radę - tylko, i aż tyle. To co stanowi o jego prawdziwej sile to brzmienie, bogate aranżacje, (jeszcze raz) klimat i mimo wszystko stojący na solidnym poziomie wszechobecny śpiew (porównania z B.o.B. jak najbardziej na miejscu). Plus dobrze dobrani goście subtelnie uzupełniający materiał. Plus (jeszcze raz i jeszcze) klimat. Wszystko to zazębia się tworząc ciekawą układankę która pasuje do pogodowej masakry za oknem i z łatwością wciągnęła mnie w świat (już nie długo) rapera.

Mocny popis dał zespół producentów odpowiedzialnych za "Legend of Mr. Rager", sukces artystyczny płyty jest w olbrzymiej mierze ich sukcesem, po prostu nie zanotowałem słabego beatu (No I.D on the track, let the story begin). Podkłady są bogate, klimatyczne (nie bez powodu często przywoływane dziś określenie), udanie budują mroczną, melancholijną, "księżycową" jakby nie było atmosferę całości. Majstersztykiem jest muzyka do "Scott Mescudi Vs. The Word", "Mojo So Dope" czy w końcowym "Trapped In My Mind", fajny kl? nastrój osiągnięto samplingiem z "Maniac". Przyczepić się do czegoś? Niby cały czas próbuję. Hm. Nie, jednak się nie da ? warstwa producencka bezlitośnie kopie zad niczym Christie z Tekkena i hejterzy chcąc nie chcąc będą musieli się do tego przyzwyczaić.

Podsumowując, wyzwanie rzucone materiałowi przez "Man on the Moon" jedynkę zostało dzielnie przyjęte na klatę. Sądzę, że płyta przez długi czas nie zejdzie z mojej playlisty i spokojnie załapie się do top ileś tego i tak dość mocnego już roku (przy czym mówimy tu bardziej o top 10 niż top 50). Cenię sobie równy poziom, spójność i dbałość o szczegóły. Jak wspomniałem, "Man on the moon 2: Legend of Mr. Rager" spełnia wszystkie te podpunkty, uniknięto rażących błędów dzięki czemu nie muszę wymagać od autora fajerwerków ciesząc się solidną robotą. Magia została zachowana, kawał świetnej muzyki i zasłużona piąteczka w skali szkolnej.
PimpOfTheYear
Spoko recenzja, ale 2 sprawy: "Sam przekrój tematów nie imponuje, lyricsy nie są najmocniejszą stroną płyty" Lyricsy? serio? nikt tak nie mówi, wystarczy "teksty" ;P a 2. sprawa: moim zdaniem B.o.B i Cudi wielu wspólnych cech nie mają i wcale bym ich nie porównywał specjalnie;] owszem podśpiewują, ale zupełnie inaczej i muzykę robią też inną.
Oksy
Też raczej bym ich nie porównywał. A teksty Cudiego lubię, są oryginalne, zupełnie niehip-hopowe.
?
czekam na waszą recenzje płyty Kanye Westa
yukkas
jedynka jeszcze nie ma złota , brakuje 7 tysiecy ,moim zdaniem pierwsza czesc lepsza
Pevoccer
No, w końcu recenzja! Ja do oceny końcowej dodałbym jeszcze +, bo właśnie dzięki tej płycie zainteresowałem się szerzej twórczością Kid Cudiego i odkryłem magię jego muzyki. Najlepsze kawałki na płycie moim zdaniem, to (kolejność wg tracklisty): 1. Scott Mescudi vs. The World 2. REVOFEV 3. Marijuana 4. Mojo So Dope 5. Erase Me 6. Wild'n Cuz I'm Young 7. The Mood 8. Mr. Rager 9. These Worries 10. The End 11. All Along 12. GHOST! 13. Trapped In My Mind Cztery pozostałe kawałki, nie zachwyciły mnie, aż tak bardzo, jak reszta płyty, ale też świetnie wkomponowują się w klimat albumu.
Pevoccer
"I'm so high up & i like it"
YYYY
Bardzo dobra recenzja. 2 ma swój klimat ale moim skromnym zdaniem do 1 dużo jej brakuje...
Oksy
"Sean who?" I myślę, że na tym zakończymy (tak, wiem, kto to).
miodan
Ja ci dam sean who, heltah skeltah na zawsze w ludzkich sercach, pis jou :D
bla
Porównania z B.o.b jak najbardziej NIE na mniejscu. Autor tekstu nie zrozumiał płyty oraz jej poprzedniej części. Teksty na tej płycie są głębsze niż na jakiejkolwiek produkcji jaka ukazała się od lat. I co najważniejsze album przedstawia w kolejnych trackach spójną, szczerą i osobistą historię w narracji pierwszoosobowej. To nie jest jak wynika to z tej recenji. Cudi poraz drugi płyta roku.
MaciekMałkowski
PimpOfTheYear: Przywołując B.o.B chodziło mi o szerszy kontekst. Obydwaj wrzucili na albumy śpiewane ballady uciekając od rapu i wpisując się w pewien nurt, myślę że słuchacz jednego z nich dość łatwo odnajdzie się w twórczości drugiego. Oczywiście zgadzam się, że nie można bezpośrednio porównać "Adventures..." z przyciężkawym klimatem "Man on the moon" dwójki, to całkowicie inne historie, mogłem zręczniej to ująć. bla: Cały czas uważam, że Cudi jako raper nie wymiata w pojedynczych trackach, na pewno nie na tyle by wlepić mu 5. To że album jest świetny wynika z jego spójności (co zaznaczyłem) i formy w jakiej został nagrany.
Mr. SoloDolo
Czekam i doczekać się nie mogę Polskiej premiery. Czy ktoś z was wie kiedy ona nastąpi, kiedy wchodząc do Empika na półce ujrze MOTM 2,????
asdas
tez bardzo chcial bym to wiedziec, bo jezdzilem jak glupi po sklpeach szukajac jej
ytari
imo, ta plyta jest strasznie nudna, słaba i pozbawiona energii. Przy jedynce jest to asłuchalny album... ;)
dd
maciek posluchaj down & out moze zmienisz zdanie :)

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>