Splash Festival "Seria niespodzianek" - relacja z III dnia

kategorie: Hip-Hop/Rap, Relacje
dodano: 2010-07-31 16:00 przez: Mateusz Natali (komentarze: 0)


Wydawało się, że trzeci dzień prezentuje się mniej okazale niż poprzednie. Ale w wypadku takich festiwali jak Splash nigdy nie można być niczego pewnym na 100%. Tym razem ci, po których spodziewaliśmy się mniej pokazali naprawdę dużo. O kim mowa? Przede wszystkim o Eternii i Mayerze Hawthornie. Ale po kolei.
Na teren festiwalu dotarliśmy chwilę przed 16:30, oglądając końcówkę występu Rah Diggi. Jednak jak dowiedzieliśmy się potem wiele nie straciliśmy, bo raperka grała z półplaybacku i nie zaprezentowała się zbyt dobrze. Chwilę po niej zobaczyliśmy duet Ace & Edo, który rozpoczął występ od nawijki na "Slow Down". Repertuar wyraźnie róźnił się od tego, co Masta pokazywał w ramach eMC, z płyty tejże formacji nie zagrali nic. Było za to "Wishing" czy "Boulevard Connection", co mega pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie zabrakło też rzecz jasna dodatkowych elementów i udanego kontaktu z publiką. Po koncercie nowojorskobostońskiego duetu nie zabrakło za to chwili na odsapnięcie i zebranie sił.

Kolejny interesujący koncert czekał nas dopiero za 2 godziny a była to Eternia. Po występie Kanadyjki nie oczekiwaliśmy zbyt wiele, tymczasem zagrała naprawdę świetnie. Wychodząc tylko z DJ-em (płci żeńskiej rzecz jasna), w koszulce "My favorite rapper wears a skirt" pokazała panom jak panuje się nad sceną. Mocny głos, pewne flow, świetna kontrola oddechów oraz kontakt z publiką sprawił, że wszyscy obojętnie obserwujący z daleka podeszli pod scenę i bawili się z panią MC. Dosiadając takich bitów jak "Twins (Deep Cover)" czy "Ebonics" Eternia ani trochę ich nie kaleczyła, a wręcz zaskakiwała poziomem nawijki i scenicznym pazurem (żeby nie powiedzieć jajami). Duże brawa i tytuł największego splashowego odkrycia. Nie mogło dziwić, że gdy wyskoczyła przez barierki do fanów to ponad pół godziny miała z głowy. My za to nie mogliśmy zmarnować okazji, by przeprowadzić z nią wywiad, a zrobił to dla nas - jeszcze bardziej oczarowany koncertem - Grabiszczy.

Jeśli komuś za dużo było rapu na Splashu to końcówka trzeciego dnia mogła być dla niego optymalnym rozwiązaniem. Najpierw usłyszeliśmy dysponującego świetnym głosem Bilala a zaraz po nim niepozornego i będącego największym odkryciem 2009 roku Mayera Hawthorne'a. Mayera, który okazał sie też jednym z największych odkryć Splasha. Wychodząc w swoim nienagannie skrojonym stroju i okularach, razem z zespołem The County, nie wyglądał na kogoś kto rozniesie rapowy festiwal. A jednak. Panowie zagrali naprawdę niesamowicie, dając nam coś odmiennego od reszty, poprzez żywe, ciepłe, delikatne soulowe brzmienia i świetny wokal. Sprawili też, że wolałem zostać do końca kosztem spóźnienia się na kończącą występy na głównej scenie Missy Elliott.

Na szczęście sama Missy też chwilę się spóźniła, dzięki czemu udało się pogodzić oba występy. I znowu przeskoczyć do innego muzycznego świata. Hity takie jak "One Minute Man" czy "Get Your Freak On" to nie wszystko. Energia, dopracowane w szczegółach mainstreamowe show, pełne tańca, choreografii, zaplanowanych w szczegółach kontaktów z publiką oraz zmiany strojów. Z jednej strony mieliśmy więc 1 MC & 1 DJ u Eternii, z drugiej soulowy band Mayera a z trzeciej szalone wizualno-dźwiękowe show Missy. Niespodzianki, różnorodność, mix gatunkowy - a wszystko w ramach jednego dnia Splasha.

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>