O.S.T.R. & Hades "HAOS" - recenzja nr 3
Chałturzenie – 90%. Chemia – może te pozostałe 10. Chaos? Raczej nuda, jak to ostatnio u łodzianina bywa. Wspólna płyta Ostrego i Hadesa to idealny materiał instruktażowy na to, jak NIE podchodzić do tworzenia albumów w ramach nieoczywistych kolaboracji między polskimi raperami.
Mnie się już naprawdę nie chce powtarzać. No bo ile można pisać, że „Ostry nawija ciągle o tym samym”, że „Ostry się wypalił”, że „przesyt Ostrego”?. Ironia losu – zapowiada się kolejna taka sama recenzja kolejnej takiej samej płyty. Ale co jest w tym wszystkim najgorsze? Ano to, że się wcale na to nie zapowiadało.
Przyznaję, w "Czasie Dużych Przemian" zakochałem się bezgranicznie, tak samo jak w świetnie go uzupełniającym, intrygującym teledysku. A refrenu z "Psychologii Tłumu" po prostu nie da się nie zanucić co najmniej kilka razy dziennie. Owszem, ta płyta mogła się udać, jako że Adama i jego zalet (i wad) przedstawiać nikomu nie trzeba, a Hades w końcu dobrym raperem jest. No i właśnie, gdyby tylko ten drugi lirycznie zechciał pójść mocniej w kierunku numerów takich jak "Strach czy respekt", czy "Żółta kokarda", byłby on w stanie nagrać ambitny, a zarazem nie odrywający się od rapowych korzeni, miażdżący wszystko dookoła klasyk. To, że potrafi, to nie podlega dyskusji. Dlatego słysząc pierwsze zapowiedzi projektu o jeszcze wtedy nikomu nieznanym ostatecznym kształcie miałem wielką nadzieję, że będzie to solo Hada na bitach autorstwa – na spółę – O.S.T.R.’a i Emade. Okazało się to marzeniem ściętej głowy; dostajemy za to wspólną płytę O.S.T.R.’a i Hadesa na bitach O.S.T.R.’a i Killing Skills (a także niejakiego Drumlinaz).
I właśnie, ktoś by zakrzyknął: tę płytę jak zwykle uratują bity. No niestety nie do końca tak się stało. Jasne, już widzę ten niesamowity ogień na koncertach podczas skandowania refrenu "Obsesji". Że Ostry dalej jest w stanie od czasu do czasu uraczyć kąskami w stylu "Mniej więcej" i "Powstrzymać cię" – podziw niezmienny. O perfekcyjnie dopracowanym brzmieniu właściwie nie ma co mówić, ze względu na poziom z jakim mamy do czynienia. O, i w tym miejscu kończą się oczywiste zalety produkcyjne krążka. Może i nie znajdziemy tu podkładów złych/słabych, lecz klasyczne, mało odkrywcze patenty na cięcie sampla, ponury klimat, oszczędność w smaczkach i (co akurat może dziwić) częsty brak wyrazistej melodii na pierwszym planie, podane jako tło dla dwóch raperów, którzy zamierzają pojechać zaledwie rzemieślniczo swoimi już nadto osłuchanymi flow, nie było dobrym posunięciem. Owszem, gdzieś w powietrzu unosi się ten duszny zapach rodem z brudnych, nowojorskich dzielnic, nie zmienia to jednak faktu, że po czwartym numerze nie raz zdarzy się słuchającemu "HAOSu" przysnąć, z rzadka tylko pobudzić go może jakiś miły dęciak, skrzypce bądź sampel wokalny (ewentualnie, bo ja wiem, kolejne wymyślnie wulgarne, komiczne linijki Adasia). O ile na ubiegłorocznym krążku kolektywu Tabasko z polsko-holenderskiej fuzji wyszedł całkiem fajny mix klasycznych sampli i współczesnych, brytyjskich brzmień elektronicznych, tak tutaj na dobrą sprawę zbyt mało się dzieje, mamy zdecydowanie za mało świeżości, która mogłaby ten projekt dostatecznie obronić.
Jeśli już mamy doszukiwać się na siłę głębszej definicji "HAOSu" poza połączeniem dwóch pierwszych liter z ksywek (i może skitami, które są całkiem zabawne), to nie mam dla twórców dobrych wiadomości. Ta płyta faktycznie jest o niczym. To znaczy, od każdego z nich dostajemy dokładnie to, czym na co dzień karmią nas we własnych rapowych kuchniach, tyle że podane razem na innym talerzu. Ale w gruncie rzeczy to samo z obu stron: życie jest ciężkie, brak perspektyw, bezrobocie, pieniądz rządzi światem, a ludzie to fałszywe, wredne mendy. Z drugiej strony bananowa młodzież, plastik, starbucksy, owczy pęd. Czy coś poza tym? Obowiązkowo: szacunek, nie sprzedamy się, palimy lolki i kochamy hip-hop (za takie numery jak "Ona i Ja" powinno się nakładać raperom jakieś kary porządkowe, albo przynajmniej przymusową dwugodzinną sesję tygodniowo z polskim rapem – konkurencję mimo wszystko trzeba śledzić, panowie). Nie zabrakło też niezbędnych życiowych porad, jak w "Bądź słuchaczem" i od czasu do czasu jakichś bzdurek typu: „to idealny świat dla nieidealnych ludzi”. To tak w skrócie i wybiórczo, o czym traktują poszczególne wersy, bo konkretniejszych numerów na "HAOSie", jak zresztą sama nazwa wskazuje, jest jak na lekarstwo.
Spotkały się dwie ważne postacie polskiej sceny. Obaj dostali ten sam bit od Emade, zaczęło się od jednego kawałka, spontanicznie wyszła z tego wspólna płyta. Bez większego (właściwie jakiegokolwiek) na nią zamysłu, ciekawych rozwiązań. Ot, postawimy na sprawdzone patenty, polecimy rzemieślniczo po swojemu, będzie przekaz i załatwione. Otóż załatwiony to może być tu co najwyżej słuchacz, ziewający niemiłosiernie na muzyczną monotonię bądź śmiejący się do rozpuku na rapowe truizmy Ostrego i Hadesa. Szara, nijaka, jeszcze nudniejsza niż "Jazz Dwa Trzy", ‘haotyczna’ w złym znaczeniu, nic nie wnosząca płyta. Za te kilka bitów i dwa-trzy refreny, które za nic nie wychodzą z głowy będę jednak wyrozumiały i daję duetowi trzy z minusem. Aha, i jeszcze jedno: o ile o Palucha i Kaliego jestem spokojny, to obawiam się, że z efektem połączenia sił Miuosha i Onara może być bardzo podobnie jak ze wspólnym krążkiem łodzianina i warszawiaka.

























