Meth, Rae, Ghost "Wu-Massacre" - recenzja

recenzja
kategorie: Hip-Hop/Rap, Recenzje
dodano: 2010-05-05 16:00 przez: Daniel Wardziński (komentarze: 6)
Jestem prawie pewien, że gdyby przeprowadzić ankietę na trzech najlepszych raperów z aktualnego składu Wu, ponad 90% słuchaczy rapu odpowiedziałoby, że są nimi Method Man, Raekwon i Ghostface. Dlatego kozacką niespodzianką była dla nas informacja o ich wspólnym albumie pod szyldem "Wu-Massacre".

Może trochę ponosiły nas euforyczne emocje, ale fakt faktem, była to prawdopodobnie największa szansa na klasyk z logiem Wu na okładce od paru ładnych lat. Po znakomitych solowych dokonaniach Rae i Ghosta i kozackim "Blackout 2" Metha z Redmanem, mieliśmy prawo spodziewać się sporych rzeczy.

Bardzo dziwią mnie ostre słowa krytyki pod adresem tego albumu. Że prosto, że znane sample i długie pętle... Czy to nie na tym polega istota muzyki Wu-Tangu? Oczywiście, że Meth, Ghost i Rae mogli sobie sprawić bity Just Blaze'a, Hi-Teka czy Dr'a Dre. Pewnie zrobili by w ten sposób bardzo dobry album, ale ja osobiście cieszę się, że tego nie zrobili. Po "Only Built For Cuban Linx Pt. 2" to druga płyta, która pokazuje, że klimat starego Wu da się skutecznie odtworzyć pod koniec pierwszej dekady XXI w.

Czego tu brakuje? Basu - to po pierwsze. Bity brzmią surowo i prosto, czyli tak jak powinny, ale brakuje im dudniących, piwnicznych stóp i solidnej, prostej, ale nośnej linii basu. Brakuje co najmniej kilku kawałków więcej (płyta ma niecałe 30 minut!), ale z drugiej strony lepiej dostać krótszy produkt trzymający poziom niż odwrotnie. Brakuje mi większego udziału RZA'y, który miał okazję zrehabilitować się za ostatnie słabsze lata. "Our Dreams" jego autorstwa to chyba najlepszy z bitów na albumie. Niepotrzebne są też przesadnie połamane perkusje w niektórych numerach. Nie pozwalają się w spokoju skoncentrować na mistrzowskich zwrotkach raperów.

Nie uwierzyłbym w taką formę tego trio bez dowodów. Wyszlifowane, charakterystyczne i efektowne style są największą zaletą tego albumu. Zwrotek słucha się z wielką przyjemnością, a np. pojedynek Metha z Rae w "Mef vs Chef 2" czy porąbana historia Ghosta z "Pimpin Chipp" to rzeczy, których nie da się tak łatwo zapomnieć. Prostota, stylóweczka, zaangażowanie... W efekcie spory liryczny sukces.

Podsumowując, można dojść do wniosków, że to naprawdę świetny album. Zmieniając kilka drobiazgów panowie mieliby szanse na piątkę. Uwzględniając drobne potknięcia i długość materiału wystawiłbym czwórkę z plusem, ale nie wyklucza to wcale faktu, że ta płyta może obrosnąć legendą - z każdym przesłuchaniem wchodzi lepiej. Polecam.


 

reklama
v
chyba słuchaliśmy innych płyt.
Miking
Spodziewałem się dużo, dużo więcej po tym albumie, nie powiem że się zawiodłem ale to na pewno nie jest już ten sam poziom co kiedyś.
tay
moim zdaniem super płytka. spodziewałem się gniota gniotowatego, a tu tak miłe zaskoczenie, które działa na jeszcze większy "plus" w czwórce którą sam bym wystawił (w skali akademickiej rzecz jasna ;-) )
maciej z południa
prawdziwe brawo za recenzję, jebać tych, którym ten album się nie podoba
1e4
Autor poradził sobie z recenzją. Trzeba się porządnie wsłuchać w ten album, najlepiej parę razy. Ze swojej strony dodam, że jaram się chociaż nie pogardziłbym gdyby trwał 15min dłużej ;)
Oksy
Wspaniałe podejście, Macieju :D

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>