Klasyk Na Weekend

Klasyk Na Weekend

dodano: 2017-03-24 17:45 przez: Maciej Wojszkun (komentarze: 1)

Już za chwileczkę, już za momencik... Już jutro na imprezie urodzinowej klubu Miłość w Warszawie wystąpi nie kto inny, tylko Pete Rock, a.k.a. Soul Brother #1, a.k.a. Chocolate Boy Wonder - uważany za jednego z najważniejszych i najlepszych producentów w historii hip-hopu. Z tej okazji proponuję wrócić do podstaw i wrzucić na głośniki wysmażone przez maestro Piotra Skałę klasyki gatunku - czy to kultowe "Mecca and the Soul Brother" (zawierające hip-hopowy evergreen, "T.R.O.Y. (They Reminisce Over You)") czy "The Main Ingredient" w duecie z CL Smoothem... Czy też debiutancki album-sampler "Soul Survivor". Album, o którym nie potrafię mówić/pisać inaczej, jak potokiem superlatyw - to materiał po prostu bezbłędny.

Tagi:
dodano: 2016-10-07 16:00 przez: Piotr Sosienko (komentarze: 5)

Już dawno przymierzałem się do napisania kilku słów na temat tego genialnego albumu. Choć jest to cykl "Klasyk na weekend", to jednak każdy słuchacz powinien już znać ten album z 2006 roku. Niestety, każdy kto słyszał co nieco o grubasie z Filadelfii zna jego nowsze albumy. Oczywiście - można było zatrzymać się i opisać inny klasyk grupy, czyli ich pierwszy studyjny album, albo "Legacy of Blood". Jednak to ten album z okładką widoczną z lewej strony przyniósł największą sławę i rozpoznawalność. A dlaczego akurat ten album? Jest to pierwszy album, JMT, który pojawił się na liście Billboard 200 debiutując na 140 miejscu. I to własnie po tym debiucie wszystkie kolejne cedeki znalazły się w tym zestawieniu. Samemu Pazowi jeszcze nie udało się wbić do pierwszej setki - miejmy nadzieję, że nadchodzące solo to zmieni.

Co jeszcze sprawia, że "SiH, KiH" wylądowało u nas w "klasyce"? Ano to, że singiel "Heavy Metal Kings" był najczęściej puszczanym singlem w niezależnych radiowych stacjach, jak i to, że w kilku wywiadach Vinnie wspominał o ewentualnej przyszłej współpracy z Billem, co zaowocowało później w wielu kooperacjach - aż w końcu wspólnym albumem. 

dodano: 2016-09-25 18:00 przez: Maciej Wojszkun (komentarze: 0)

To już 20 lat, odkąd nasz ulubiony, potężny Brooklynita z jamajskimi korzeniami, Trevor Smith jr, Lider Nowej Szkoły, z hukiem rozpoczął solową karierę, wstrząsając sceną niespożytymi pokładami energii i absolutnie wariacką nawijką. Wczoraj na krakowskiej TAURON Arenie Busta pokazał, że nawet po dwóch dekadach wciąż potrafi rozgrzać parkiety do czerwoności! Z okazji jego pobytu w Polsce - i z okazji jubileuszu 25-lecia działalności artystycznej (więcej o tym w relacji z krakowskiego eventu BURN Battle School Remixed... Stay tuned) - przyjrzyjmy się naszemu jubilatowi, debiutanckiemu albumowi Busty - pierwszemu zwiastunowi Apokalipsy... Oto "The Coming".

Tagi:
dodano: 2016-09-02 21:30 przez: Maciej Wojszkun (komentarze: 6)

W roku 2016 okrągłą rocznicę premiery obchodziła - i obchodzić będzie - ogromna ilość albumów, obecnie uważanych za klasyki gatunku... Od "All Eyez on Me", poprzez "Reasonable Doubt", "Licensed to Ill", aż po "Donuts","Stakes is High" czy "Entroducing". Najwyższa więc pora, by przywrócić do życia popkillerowy cykl Klasyk na Weekend, który z powodu licznych wyjazdów i braku czasu został tymczasowo zawieszony. W każdy weekend postaramy się więc opisywać albumy, które zasługują na miano Klasyka - zarówno uznane kamienie milowe gatunku, jak i materiały nieco zapomniane - acz nie mniej zasłużone. Stay tuned!

 1995. Gala Source Awards. Nagrodę "Najlepszy Newcomer" otrzymał duet OutKast, rodem z Atlanty, autorzy pokrytej już platyną płyty "Southernplayalisticadillacmuzik". Wielu jednak słuchaczy nie zgodziło się z werdyktem jury. Jak to, dlaczego laureatami zostali jacyś ziomkowie z zapyziałego Południa? Krowy im pasać, nie rapsy nagrywać! East Coast, West Coast - tam się tworzy rap (niebagatelne znaczenie miał fakt, że gala Source Awards odbyła się w najbardziej gorączkowym okresie konfliktu między dwoma wybrzeżami... to na tej samej imprezie Suge Knight "zdissował" Puff Daddy'ego słynnym zaproszeniem "artystów" do Death Row). Co Południe ma do zaoferowania? Miami bass? Andre 3000 i Big Boi, odbierając nagrodę na gali, zostali przywitani gwizdami i buczeniem z widowni. Wyraźnie poddenerwowany Andre podszedł do mikrofonu i wypowiedział te znaczące słowa:

"The South got something to say". 

Tagi:
recenzja
dodano: 2015-12-12 17:00 przez: Maciej Wojszkun (komentarze: 0)

Lewis Parker. Rzekłbym, że to nazwisko nie mówi za wiele przeciętnemu zjadaczowi rymów - wielka szkoda. Kim jest Mr. Parker? Weteranem sceny brytyjskiej, nagrywającym sztosy od wczesnych lat 90., mistrzem klasycznego, samplowanego brzmienia uwarzonego tradycyjną "recepturą"  na kultowych maszynach SP... Nie bez kozery Lewis nosi zaszczytny przydomek "The Deadliest Man With an SP". Bądź - "The Man with the Golden Sound". Artystą, którego twórczością inspirowali się nasi rodzimi weterani, m.in. Eldo i Noon (ba, nawet respektowany MC Jimson w kawałku "Paryski perkusista" nawiązuje do "Masquerades": "RDi niczym Lewis Parker na 101 fortepianach"...)

Jest też Lewis autorem jednego z najlepszych debiutanckich albumów, jaki osobiście miałem okazję usłyszeć. Oto przed wami - "Masquerades and Silhouettes". "The Ancients Series One". Rocznik 1998, straight outta London.

Tagi:
recenzja
dodano: 2015-07-03 17:00 przez: Maciej Wojszkun (komentarze: 0)

Cóż, kolejnym Klasykiem na Weekend nie mógł być żaden inny album. Po zakręconej, przepełnionej megapozytywnymi groove'ami Dziwacznej Przejażdżce czas najwyższy przypomnieć sobie drugi, znacząco różny - acz nie mniej klasyczny krążek Pharcyde'ów. "Labcabincalifornia", album, który - przy okazji - w listopadzie tego roku obchodzić będzie okrągłą, dwudziestą rocznicę.

Tagi:
recenzja
dodano: 2015-06-19 16:00 przez: Marcin Natali (komentarze: 3)

Ohhhhh shit! – tym jakże wymownym, uniwersalnym zwrotem, mającym w ustach czterech sympatycznych wariatów z Miasta Aniołów trylion zastosowań, rozpoczynał się pierwszy debiutancki album The Pharcyde "Bizarre Ride II the Pharcyde". Dosyć odważnie i nietypowo, ale w tej płycie nie ma nic typowego – i to jest w niej najpiękniejsze. To zwariowana przejażdżka po ścieżkach wytyczonych przez tryskających niepowtarzalnym humorem i młodzieńczą energią MC’s i jedna z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się hip-hopowi początku lat 90. Imani and ya mama, sitting on a tree – k-i-s-s-i-n-g!

W tym roku wydana w listopadzie ’92 nakładem raczkującej dopiero wytwórni Delicious Vinyl płyta skończy 23 lata, a ta piękna MJ’owska rocznica jedynie potwierdza przełomowość i unikalność tego wydawnictwa. Nigdy wcześniej bowiem, i nigdy później, nie dostaliśmy albumu takiego jak "Bizarre Ride II", a 57 minut tej szalonej jazdy bez trzymanki zagwarantowało grupie w składzie Slimkid3, Fatlip, Bootie Brown i Imani status ikon sceny Zachodniego Wybrzeża i wierną rzeszę fanów.

Tagi:
dodano: 2015-06-05 17:00 przez: Tomasz Przytuła (komentarze: 4)

Wyobraźcie sobie przez chwilę, że macie 19 lat, pochłonęliście boskie cząstki muzyki najznamienitszych przedstawicieli gatunku, a na ich podstawie stworzyliście prawdopodobnie najwybitniejszy album jaki udało się nagrać w ciągu całej złotej dekady rapu. Brzmi nieźle, prawda? Dziś trudno uwierzyć, że tak wysublimowany, zawierający iskrę poezji krążek wyszedł spod rąk rapera wywodzącego się z gorącej Kalifornii – Kalifornii, co należy nadmienić, wciąż pałającej płomienną namiętnością do gangsta rapu i g-funku, podgatunków sprowadzających liryczny aspekt tekstów na boczne tory.  Odważny krok niedoświadczonego MC w postaci „Soul On Ice” był więc swego rodzaju ewenementem na Zachodnim Wybrzeżu, co pośrednio zaważyło o chłodnym przyjęciu krążka. Celem przyświecającym Ras Kassowi przy tworzeniu tej płyty był jednak nie tyle sukces komercyjny, ile raczej szczególna misja wyrażona słowami: "I've come back twice like Christ to resurrect the West”.

Tagi:
recenzja
dodano: 2015-05-01 16:00 przez: Marcin Natali (komentarze: 2)

Mamy 29 marca roku 1988, na półki sklepowe w USA trafia drugi album pochodzącego z Filadelfii duetu w składzie Jeff Townes & Will Smith, szerzej znanych jako DJ Jazzy Jeff & The Fresh Prince. Niesieni falą sukcesu swojego debiutanckiego singla z 1986 roku, zobrazowanego komicznym wideoklipem "Girls Ain't Nothing But Trouble", ponad 300 tysiącami sprzedanych egzemplarzy płyty "Rock The House" z 1987 r. oraz doświadczeniami prosto ze wspólnej trasy koncertowej z Run-DMC i Public Enemy, dwaj młodzi artyści zdają się mieć świat u swoich stóp, i bawią się przy tym w najlepsze.

Formuła hip-hopu, jaką obaj panowie zaprezentowali już na "Rock The House", oparta na zabawnych storytellingach, oszczędnych, ale energicznych podkładach i gęstych, kreatywnych skreczach, podkreślających docenianą jeszcze w latach 80. wagę DJ'a (wystarczy wspomnieć wczesne nagrania LL Cool J'a i jego kompana DJ'a Cut Creatora), okazała się strzałem w dziesiątkę. Kolosalny sukces "He's The DJ, I'm The Rapper" jedynie to potwierdził i błyskawicznie przyćmił debiutanckie LP, stając się dla Jeffa i Willa trampoliną do ogólnoświatowej sławy, prestiżowych nagród i sprawiając, że dwójka chłopaków z West Philly na trwałe zapisała się w historii amerykańskiej popkultury.

recenzja
dodano: 2015-03-22 16:00 przez: Maciej Wojszkun (komentarze: 3)

""Please Hammer Don't Hurt 'Em". "All Eyez on Me" 2Paka, jak również jego Greatest Hits. "Life After Death", "Marshall Mathers LP", "The Eminem Show", "Speakerboxxx/The Love Below"... Oto króciutka lista rapowych albumów, którym udało się osiągnąć prestiżowy status diamentowej płyty. Z dumą ogłaszam, że do tej listy możemy od tego tygodnia dopisać nową pozycję. Legendarne "Licensed to Ill" szalonego niestety-już-tylko-duetu Beastie Boys (R.I.P. MCA), klasyczny melanż imprezowego rapu z punkrockową zadziornością - po 29 latach od premiery sprzedało ponad 10 milionów kopii... Co Wy na to, abyśmy z tej okazji zagrali to jeszcze raz? It's time to get ill! 

Tagi:
recenzja
dodano: 2015-03-15 17:00 przez: Maciej Wojszkun (komentarze: 4)

"Gotowy na śmierć". Co można o tym albumie napisać, czego jeszcze nie napisano? Jeden z najlepszych debiutów w historii rapu, opus magnum nieodżałowanej pamięci Christophera Wallace'a a.k.a. Franka White'a a.k.a Notoriousa B.I.G.... Drogi sercu każdego fana hip-hopu, niezliczoną ilośc razy zsamplowany i "z-follow-upowany", "Ready to Die" to swoisty platynowy wzorzec z Sevres dla twardego, ulicznego hip-hopu. Kończąc Tydzień z Notoriousem B.I.G. - zagrajmy to jeszcze raz, wrzućmy "Ready o Die" na głośniki - i zanurzmy się w ten mroczny świat brooklyńskich ulic.

recenzja
dodano: 2015-03-13 19:00 przez: Tomasz Przytuła (komentarze: 9)

Na początku 1997 roku całe środowisko hip-hopowe wciąż opłakiwało tragicznie zmarłego mentalnego przywódcę Zachodniego Wybrzeża, Tupaca Shakura. Brutalne zabójstwo supergwiazdora było jednoznaczną oznaką tego, że konflikt Wschodu z Zachodem wymknął się spod kontroli. Czołowe nazwiska rapowego światka ze słusznej przyczyny zaczęły bać się o własne życie, spirala śmierci rozkręcała się bowiem coraz intensywniej. Podczas tego burzliwego okresu wzrok wszystkich fanów hip-hopu skierowany był w kierunku Nowego Jorku i jego wielkiej chluby, The Notoriousa B.I.G. Emocje związane z wyczekiwaniem na drugi album Biggiego sięgały zenitu, a atmosferę dodatkowo podgrzewał cień podejrzenia jaki padł na Wallace’a w związku z niejasnymi okolicznościami śmierci 2Paca. Niewielu sądziło jednak, że tytuł płyty „Life After Death” okaże się dla samego autora proroczy, a świat rapu w tak krótkim czasie straci kolejną wielką indywidualność.

recenzja
dodano: 2015-02-27 20:00 przez: Krystian Krupiński (komentarze: 11)

Pamiętam, że kiedy na rynku ukazywała się ta płyta, dosłownie nie mogłem jej przetrawić. Czytałem te wszystkie recenzenckie spusty i fanfary, nie mogąc pojąć, co wszyscy w niej takiego widzą. Była to kwestia dla mnie co najmniej dyskusyjna. Bez wątpienia byłem wtedy adresatem kawałka „Ku Krytyce”, który się ukazał dwa lata później na płycie „7”, czyli tym, który z pełnym przekonaniem twierdził, że teksty Ostrowskiego są o niczym (a przynajmniej te na tym konkretnym albumie). Potrzeba było dziesięciu (!) lat, żebym ponownie spróbował przekonać się do „Jazzurekcji”. I się udało.

Tagi:
recenzja
dodano: 2015-02-08 20:00 przez: Paweł Miedzielec (komentarze: 0)

Jedna z niepisanych reguł w hip-hopie brzmi: przekuj indywidualne laury na sukces grupowy. Patrząc z historycznego punktu widzenia, do tej teorii zastosowali się wszyscy uznani soliści rap gry - 2Pac, Biggie, Eminem czy 50 Cent, którzy pozwolili także spijać własną śmietankę fejmu reszcie swojej ekipy, lansując kariery takich ekip jak Thug Life, Outlawz, Junior M.A.F.I.A., D-12 czy G-Unit.

Chociaż C-Bo nigdy nie doświadczył podobnych sukcesów na mainstreamowym poziomie, widać że uznał przyjętą formułę bardziej utytułowanych kolegów po fachu za właściwą i zdecydował się z niej skorzystać, powołując do życia w drugiej połowie lat 90-tych formację Mob Figaz. Reprezentant Sacramento był już wtedy uznanym raperem z dorobkiem kilku regionalnych klasyków na koncie - nastał więc odpowiedni moment aby przekazać nieco pałeczkę młodemu pokoleniu i podzielić się własnym sukcesem z młodymi kotami, wśród których był m.in. zmarły w tym tygodniu The Jacka. Tak oto zaczyna się historia jednej z ciekawszych grup północnej Kalifornii uformowanych w złotej erze west coastu.

Tagi:
recenzja
dodano: 2015-01-23 19:00 przez: Michał Zdrojewski (komentarze: 1)

Okres przed wydaniem “Hustlers P.O.M.E.” był swoistym apogeum popularności The Diplomats jak i samego Jima Jonesa. 2004 rok stał pod znakiem “Purple Haze” Cam’rona i drugiej części “Diplomatic Immunity”, 2005 rok przejęty został przez bardzo dobrze przyjęty, naszpikowany gwiazdami, drugi album Juelza Santany “What’s The Game Been Missing” (tutaj nasz tekst w ramach Klasyku Na Weekend), natomiast 2006 był rokiem Jonesa.

“We Fly High” było największym hitem tamtego lata, na nowojorskich ulicach nie znalazłoby się osoby nie wiedzącej o co chodzi z wykrzykiwaniem “Baaallin”. Trzeci studyjny album Capo dla całej ekipy miał być kolejną cegiełką podtrzymującą popularność marki The Diplomats. Zwłaszcza, że, gdy coś jest na szczycie to może szybko z niego spaść, a klapa komercyjna w postaci “Killa Season” Cam’a oraz wielki beef Dipsetów z Jay-em Z, sprawiły, że nadzieje pokładane w Jonesie były naprawdę duże. Dla samego Jimmy’ego miał to być album przełomowy, który wyniesie go ponad poziom ulicznika i jednego z członków składu oraz da mu pozycję pełnoprawnego solowego rapera potrafiącego w pojedynkę odnosić duże sukcesy.

Tagi:

Strony