
Dwa lata temu nie starczyło mi kwitu. Rok temu odwaliłem numer, źle sprawdzając datę festiwalu i w efekcie ustalając dwa wyjazdy na jeden termin. W tym roku udało mi się wreszcie pofatygować swoje leniwe dupsko do Hradec Kralove i zobaczyć na własne oczy w czym tkwi fenomen zjawiska zwanego Hip Hop Kemp.
Zjawisko... Tak, to bardzo dobre słowo, żeby opisać festiwal naszych południowych sąsiadów. I nasz.Pozornie wydawałoby się, że to odbywająca się regularnie koncentracja najlepszych rapowych koncertów w regionie... Przepraszam tych, którym to co piszę wydaje się oczywiste od lat, ale przekonałem się o tym dopiero teraz...
To nie koncerty stanowią o sile tego wydarzenia.O jego sile stanowią ludzie, którzy tam przyjeżdżają. Niektórzy twierdzą, że Kemp z roku na rok jest coraz gorszy, czego jako rookie nie mogę ocenić. Wiem, że przez pięć dób widziałem na własne oczy jak wyglądałoby państwo w którym żyliby tylko ludzie kochający hip hop. Rapowy Jarocin? Być może. Można dostrzec bardzo wiele analogii, ale ja wierzę, że w tym wypadku nie uda się sprzedać tego tak łatwo jak w przypadku Festiwalu Muzyki Rockowej.
To na pewno zjawisko na skalę europejską, które w sposób bardzo wyraźny wpływa na muzykę miast w których żyjemy. Na Kempie nawiązują się znajomości, na Kempie odnawia się straconą zajawkę na rap, na Kempie odbywają się zajebiste koncerty i eventy...
Odwieczne pytanie "kto zagrał najlepiej?", dla mnie (i chyba nie tylko dla mnie) jest dość oczywiste.
Chali 2Na wraz ze swoim młodszym bratem, którego ksywy nie pamiętam i House Of Vibes zmiażdzyli mój mózg. Nie spodziewałem się, ale to naprawdę było coś. Fashawn i Foreign Beggars byli powiewem świeżości w troszkę skostniałym towarzystwie i udowodnili, że zasługują na szczególną uwagę.
Freeway i Jake One dali pokaz tego, że pomimo "przejścia na underground" wciąż mają mainstreamową mentalność, która dodała ich koncertowi mocy, przy okazji czyniąc go jedną z najfajniejszych bibek na festiwalu. Sage Francis i Necro mają ciężką jazdę, która do wszystkich (w tym do mnie) nie trafia w stu procentach, ale potrafią grać dobre koncerty. Boot Camp Click... Sam fakt, że mogłem zobaczyć ich na żywo jest dla mnie wielką zajawą, choć sceniczna forma Seana Price'a niestety rozczarowała.
Największym rozczarowaniem był dla mnie jednak...Kweli. Nienapr Reflection Eternal, bo Hi-Tek pokazał, że nie będzie kolejnym pro producentem stojącym w cieniu. Jego ziomek natomiast skupiał się głównie na komentowaniu tego czy mikrofony nie są zbyt głośno/zbyt cicho, a światło gaśnie w dobrym momencie. W skrócie... Gwiazdorzył nie potwierdzając tego przy okazji umiejętnościami scenicznymi.
Kwa na pewno jest kotem na płytach, na koncertach sprawdza się znacznie słabiej.Polacy? Dali popis. Zdecydowanie. Zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie publiki. Kiedy zobaczyłem ten tłum, który zgromadził się na Małpie, pomyślałem sobie "piękna sprawa".
Jego koncert był pełna profeską, a odbiór był wystarczającą legitymacją dla tezy, że jego długi wobec undergroundu są już spłacone. Ostry może zmęczył już niektórych swoimi koncertami, bo jak wiadomo gra ich setki, ale mnie osobiście zauroczył nieprawdopodobnymi umiejętnościami...
Kiedy na scenie przy O.S.T.R'ze grającym na klawiszach pojawił się niejaki Joe Kickass większość szczęk poszła w dół. To naprawdę było mocne, podobnie jak kozackie collabo z Zorakiem. Brawo.
Na wielki props zasłużyli też Małolat z Pezetem, którzy oprócz tego, że byli w bardzo dobrych humorach o czym przekonacie się z naszego wywiadu, to jeszcze grali tak jakby walczyli o życie. I porwali publikę, nawet pomimo tego, że była trochę sceptyczna dla ich nowych dokonań. Moim zdaniem niesłusznie, bo premierowe numery naprawdę brzmiały ciekawie. Niepotrzebne było tylko nadmierne zdzieranie gardeł, które bardziej zakłócało odbiór niż go wspomagało.
Bardzo dobrze zagrała też zmelanżowana HI FI Banda, która powoli buduje swój fanbase, a ten rośnie do imponujących rozmiarów. Słusznie zresztą. Grubson? Niestety się nie załapałem (podobnie jak na Mastę i Edo G... my bad), ale to jak ludzie opisywali tłum w hangarze dowodzi, że
takich artystów trzeba brać na główną scenę.Co urzekło mnie jednak najbardziej, a o czym już wspominałem, to ludzie. W budce z hot dogami mogłeś usłyszeć pierwszy album Cypressów. Próbując zasnąć nie musiałeś wrzucać słuchawek, bo czasami można było wyłapać kozackie perełki puszczane dwa namioty dalej. Poznając ludzi na kempingu mogłeś uciąć sobie z nimi pogawędkę o muzyce, którą kochasz.
Nie musiałeś bać się służb mundurowych i kitrać na hasło, w ogóle nie musiałeś bać się niczego... Byłeś u siebie. Idąc nad jezioro mogłeś spotkać czołowe postaci polskiego rapu, pogadać z nimi jak z dobrymi ziomami i spalić lolka. Tam każdy był jak Twój dobry ziomek. Jeden z ludzi z naszej ekipy przez dłuższą chwilę siedział na backstage'u i palił z Fashawnem (piona!)... Ogarniacie? "To jest Hip Hop Kemp, tutaj nie ma rzeczywistości" - powiedział mi jeden z legendarnych kempowiczów (pozdrawiam mordo!),
drugi dodał, że jak zapytają go jak było, będzie opowiadał "i tak nie zrozumiesz" (Ciebie też!). Tam trzeba być. I choć wszystko wskazuje na to, że za rok znów mi się nie uda, to jestem pewien, że tam wrócę. Nie jest to tania rozrywka, ale kto będzie kalkulował, kiedy przez 4 dni może znajdować się w raju? Cytując Radka Miszczaka, który pojawił się na scenie w trakcie koncertu Małpy "podziękujmy naszym liberalnym sąsiadom".
Dali nam coś, czego nie da się zapomnieć. I piszcie co chcecie, w tym wypadku, patos jest jak najbardziej na miejscu. Kemp naprawdę rządzi!PS: Pozdrawiam wszystkie mordy, które stworzyły klimat tego miejsca! Za długo, żeby wymieniać znajomych. Jeśli tam byłeś i akurat nie byłeś tym debilem, który malował swastyki na namiotach Niemców, czuj się pozdrowiony!
One love!
Nie da się pojąć Kempa nie będąc tam;)
Zgadzam się również z najlepszymi koncertami. Fashawn, Masta i Edo, ale przede wszystkim Chali 2na z ekipą. Show niesamowite, mam nadzieję ze ktoś ma to ktoś zgrane na nośnik ;d
Dobra jaram się Pezetem na kempie i chce ten nowy materiał.
Przyszłością, to jest Fashawn, który ma 21 lat i mimo to jest jednym z najlepszych kotów na scenie. W połączeniu z takimi mistrzami jak Exile czy Alchemist na bicie jest najlepszym młodym raperem w USA. Jego koncert był czymś świeżym, a jednocześnie tradycyjnym, gdyż obycia ze sceną nabył koncertując z mistrzem Evidence'm. Choć taki maluch sam na ogromnej scenie nie jest może świetnym pomysłem, zdecydowanie powinien latać po niej z jakimś ziomkiem, np. Blu. Nie należy zapomnieć, że nawet ten białas Exile wyskoczył razem z nim do jednego kawałka i pokazał, że stać go na dobre show nie tylko z użyciem empecetki ale i mikrofonu.
Na Kempie poza nowymi kotami było wielu doświadczonych staruchów. Wśród nich supergrupa Boot Camp Click, co do której były bardzo wysokie oczekiwania, niestety wielu zagorzałych fanów się zawiodło. Po części powodem były problemy z mikrofonami, zwłaszcza u Heltah Skeltah. Szkoda, bo Sean P to mój drugi ulubiony raper z BCC. Oczywiście pierwszym jest fantastyczny Buckshot, który choć mały latał po scenie i ruszał cały tłum lepiej niż ogromny Rock. Klasyki i nowe kawałki nawijane przez niego to coś pięknego. Smiff 'n' Wessun to bardzo ciekawy duet, rasta i muzułmanin, uzupełniają się znakomicie. Co ciekawe tylko oni chwalili się nadchodzącymi produkcjami. Podsumowując - oczekiwałem pożogi niczym pod Moskwą, a dostałem ognisko, które ledwo próbowało wymknąć się spod kontroli. Ale i tak było w pytę.
Główny headliner też nie zawiódł, Talib dał z siebie wszystko a Hi-Tek jeszcze więcej. Zdecydowanie lepszy koncert niż w WWA, mimo ogromnych problemów z nagłośnieniem ze strony Czechów. Mało profesjonalnie się zachowywali. A to dziwne, że takie wpadki na ostatnim koncercie, jakby im się już nie chciało. Mimo to dali piękne show, wspaniały przegląd swojej twórczości, zahaczając o płyty RE, Black Star, solówki i producenckie. Tak jak i Exile, Hi-Tek pokazał swoje całkiem przyzwoite skillzy mikrofonowe.
Skillzów mikrofonowych nie musi udowadniać już Masta Ace, zawsze daje świetne koncerty, choć zdecydowanie lepiej wychodzi mu to z brygadą z EMC niż z samym Ed'em. Ale i tak obydwaj zaprezentowali przekrój nie tylko przez swoje utwory, ale i klasyki ze swoich rodzinnych miast. Bardzo dobre podejście, coraz bardziej popularne w naszej kulturze. Cieszy to, że mamy tak fantastyczną historię z lat 80 i 90, że tylu czarnuchów oddaje starym czarnuchom hołd za ich wspaniałą pracę.
Wspaniałą pracę, znaną także poza naszą kulturą odwalało nieodżałowane Jurassic 5. Na szczęście nadal mamy szanse usłyszeć ich kawałki na żywo, na dodatek w niezapomnianej oprawie żywego zespołu, a to za sprawą najmilszego i najbardziej pozytywnego rapera na świecie - Chali 2na. Jego koncert to było coś więcej niż show, rozjebał mnie i znajomych swoim tańcem, śpiewem, flow. Jego młodszy brat też pokazał na co go stać. Zespół House of Vibes także dał czadu, czarnuch na basie z mega uśmiechem, Anthony na pianinie z fantastycznym głosem idealnie dopełniającym tuńczyka... Wszyscy bawili się muzyką i robili to w przepiękny, niepowtarzalny sposób. A Breakstry nie było, jabol.
Dlatego po takim koncercie inne, na których z niezrozumiałych powodów był komplet, czyli Necro albo Foreign Beggars właśnie, wydawały się biedne i bezpłciowe jak Love Parade.
Było jeszcze sporo świetnych, niedocenianych kotów odbiegających od tego co słucha się w Europie, dlatego pewno nie było na ich koncertach zbyt wielu wczuwających się słuchaczy. Freeway i Jake One - jak to Gośka powiedziała, miło było się przekonać, że płyty nie kłamią i on rzeczywiście ma taki głos, takie flow. Fajny koncert, dobrze, że nie grał zbyt wielu kawałków ze swoich solówek, bo one nie są tak fantastyczne jak Stimulus Package. A teraz zbliża się jego płyta z Just Blaze'em! Mam nadzieję, że wyjdzie szybciej niż Greatest Story Never Told...
Elzhi jest legendą nie tylko za jego współpracę z Dillą, dlatego nie rozumiem pustek pod sceną na jego koncercie z Phat Katem jako Cold Steel. Czekam na ten projekt z niecierpliwością. Zagrane przez nich klasyki to coś pięknego, szkoda, że już nic od Slum Village nie wyjdzie.
Z polskich koncertów wspomnę tylko o Pezecie/Małolacie, których nowy materiał zapowiada się grubo. Nie jestem fanem i nigdy nie będę, ale kilka mocnych punchów na pewno znajdzie się na tym wydawnictwie. Reszta Polaków to dla mnie albo dno, albo przekombinowani staruszkowie nawijający od lat o tym samym, albo nie byłem niestety na ich koncercie. Bo faktycznie, 3oda nie na głównej to jakiś kiepski żart. Podłapałem za to końcówkę EWR w hangarze po RE i powiem, że musiało być bardzo fajnie na całym koncercie. W końcu pierwszy raz dojechali na Kemp w komplecie. Ale jakoś tak na HHK zawsze wpierdolą ich w jakąś chujową godzinę.
A co do Sata z FF, to zacytuję co pisałem do kumpla na gorąco.
"bardzo pozytywnie, choć nie miał pierdolnięcia z powodu nieznajomości jego muzyki przez większość widzów. ale jednak kawałki FF wzbudzały powszechny aplauz i było bardzo miło posłuchać filles filcs descends czy marginal musique lub nieśmiertelne art de rue. ale szkoda, że tylko on jeden był..."
Taki był mój Kemp. Szkoda, że aż rok trza czekać na następny. I polecam wszystkim, jestem pewien, że da się zarezerwować na to czas i hajs, trzeba tylko chcieć. A HipHopKemp staje się czymś w rodzaju podróży do Mekki dla hiphopowców.
z całym szacunkiem, mogło ci się nie podobać show foreign beggars, również nie jestem fanem pogo i tego typu wynalazków, ale używanie w tym wypadku słów "bezpłciowe i biedne" jest nieporozumieniem bezdyskusyjnie. to, co się dzieje pod sceną to jedno, to co się dzieje na niej to drugie. jeżeli odmawiasz im stricte rapowych umiejętności, flow, zgrania i sceniczności to zrewiduj swoje poglądy. również nie leżą mi rapowe odmiany rodem z wysp, nie lubuję się w grime, ale wrzucanie FB z żenującym necro i jego lampucerami do jednego worka świadczy o Tobie, bez obrazy. młyn pod sceną, ludzie się świetnie bawili, nie dlatego, że chcieli, tylko przede wszystkim dlatego, że artyści ich do tego nakłonili. Nie bezsensownym pieprzeniem między kawałkami, tylko kawałkami samymi w sobie, freestyle'ami, energią, różnorodnością - o to chyba chodzi. Po kim jak nie po nich właśnie widać, że wkładają w to, co robią całych siebie?
jeżeli chodzi o resztę Twojej wypowiedzi, to 100% zgoda, nic dodać, nic ująć.
pozdrawiam.
Oni mocno namawiali do takiego a nie innego zachowania pod sceną. Faktycznie, skillzów nie da się im odmówić, ale to co z nimi robią po prostu nie tyle do mnie nie trafia, co odstrasza. Zresztą sami się jarali, że grają przed Necro i rozgrzewali mu publiczność. Rzeczywiście, zrobili to znakomicie, a on sobie po nich nie poradził.
I nadal trzymam się zdania, że w porównaniu do Tuńczyka są oni bezpłciowi i biedni. Beggarsów na pewno szanuję za ich starsze kawałki, które zresztą zagrali, dlatego przyznaję, że na tle Necro nie są biedni i bezpłciowi.
czyli jak, wchodzić o 12 na popkillera? ;)
Co do relacji. Nasz niezawodny kamerzysta/montażysta (pozdrawiam!) właśnie ogarnia pracę licencjacką co potrwa mniej więcej do 10 września. Potem ruszamy z takimi materiałami, że nie będziecie kompów wyłączać:P
Dzieki mnie to juz macie pewnie grube melony :))
Napiszecie coś o bitwie o kemp? Macie nagrane walki czy skupiliście się na koncertach?
Foreign Beggars, to nie tylko pogo. To właśnie zajebista odmiana dla zamulających graczy typu Fashawn czy Talib Kweli. Skupiłeś się na ostatnicxh 10 minutach koncertu z zajebistym tak na marginesie dubstepem i drumandbasem pomijając już wcześniejsze 30 minut normalnego rapowego koncertu. Są mega kozakami, tylko Ty się ograniczasz. I świadczą o tym wszelkie pokempowe wpisy i sondaże jak choćby to, że koncert Fashawna podobał się siedmiokrotnie mniejszej liczbie osób niż koncert Foreign Beggars.
Boot Camp zagrało bardzo dobry koncert i bardzo dobrze przygotowany. Nie trzeba skakać po scenie jak Buckshot żeby koncert był dobry. Można mieć pretensje jedynie do repertuaru, ale to tylko jeśli jest się lamusem, który zobaczył Boot Camp Clik na plakacie i na szybko przed kempem przesłuchał z youtube 10 najpopularniejszych kawałków po czym spalił się na koncercie, że nie znał niczego oprócz Bucktown i And So. Koncert był zagrany zajebiście.
Talib był największą pomyłką tego festiwalu. Gwiazdorzenie - jak to już zostało napisane - a dupsko uratowały mu znane kawałki i Hi Tek, który nie zamulał.
Podobnie najebany Roots Manuva, który nie był w stanie udzielić wywiadu po koncercie, bo plątał mu się język.
Zajebista piątka dla Chali 2ny za naprawdę świetny koncert.
Necro z dupy. Zamulił. Miał dobrze dograny sprzęt - pamiętam,że jako jedyny tego dnia robił soundcheck. Mimo to stała gruba świnia w miejscu przez cały koncert i tylko pierdoliła o jebaniu się w dupę. Sorry, ale nie mam 5 lat - nie imponuje mi to już.
Masta Ace i Edo spoko, ale wolę Mastę z EMC.
Hi Fi banda czy tak fajnie zagrała? Nie różniła się dla mnie niczym od czeskich występów. Ani w tym mocy ani polotu. Ot - rutynowy polski koncert.
Dziękuję.
Piszcie więcej!
Bo mnie tam nie było awruk! ;(
http://www.youtube.com/watch?v=yPmyQU3NEoI
kemp zajebisty, mysle ze przynajmniej w tym sie wszyscy zagdzają :)
Co do koncertow to juz chyba wszystko napisaliscie, zaluje tylko ze zaspalem na czaliego, nie moge sobie tego wybaczyc, widzialem tylko 2 ost. kawalki :/
jak dla mnie to średnio było, raczej zawód.
granego repertuaru kompletnie nie zrozumiałem.
roots manuva headliner wiec warto byłoby o nim chociaz wpsomniec ! tymbardziej iz zagrał 2 koncerty !
widziałem cie pod scena na kwelim i szczerze mówiąc nie wiem czemu sie zawiodłes po jego wystepie.
fakt faktem zagrał gorzej niz w wwa (nie wiem czy widziales?) ale mimo wszystko trzymał wysoko poprzeczke.
sage francis mega zaskoczenie !
large pro rowniez!
ema
proponuję nie oceniać koncertu na podstawie kawałków zagranych, bo akurat repertuaru talib się nie musi wstydzić, nieważne z kim by w szranki nie stanął. zagrał bardzo solidny koncert, argument z gwiazdorzeniem moim zdaniem nietrafiony, pretensje jak najbardziej słuszne ( zresztą nie tylko majki nawalały, telebimy nad sceną również na pół koncertu wysiadły), prośby o zgaszenie świateł też z dupy się nie wzięły, talib miał konkretny pomysł, zgodzicie się chyba, że światła w nim przeszkadzały?
stałem daleko od sceny, widziałem wszystko z dala, efekt końcowy wyszedł świetnie. jeżeli chodzi o czysto rapowe skille to tutaj odstawia większość mc's w tyle, nie ujmując umiejętności przedstawicielom bcc. zgadzam się, koncert nie był petardą, ale po wejściu Seana P na scenę wszystko w moim odczuciu byłoby lepsze, no poza Necro :)
Podsumowując: Za rok na kempie może być 1000 wykonawców których nie znam, a i tak tam pojade!!! pozdrawiam
Organizacja była o wiele lepsza niż chociażby w 2009 roku pod wieloma względami.
Wszystkie polaczki zagrały moim zdaniem żenująco, a najgorzej właśnie pezet i małolat, który chyba za dużo się najadł, bo przekrzykiwał brata, jakby chciał go zagłuszyć.
Zawiódł moim zdaniek Boot Camp (poza Buckshotem) oraz Large Professor.