Big L "Miejska legenda z Harlemu" - profil

kategorie: Hip-Hop/Rap, Klasyka, Profile
dodano: 2018-02-15 17:00 przez: Kontakt (komentarze: 8)

Przełom lat 80' i 90' do dziś nazywany jest złotą erą hip hopu. Przemiana, jakiej doświadczył gatunek wraz z rozpoczęciem panowania na scenie zespołów pokroju N.W.A. czy Public Enemy, nie mogła przejść niezauważona.

Oto MC's, którzy do tej pory rymowali do rytmicznych bitów, zaczęli być głosem czarnego społeczeństwa. Społeczeństwa biednego, niezadowolonego ze swojego życia i niesprawiedliwości, której niezliczone przykłady można było odczuć dzień po dniu na ulicach od Nowego Jorku, po Los Angeles. Po tym jak raperzy pokroju Ice Cube'a i Chucka D przełamali bariery i coraz śmielej opowiadali o swoich przeżyciach na ulicy, grono czarnoskórych chłopaków chętnych do podzielenia się swoimi gangsterskimi przeżyciami wzrosło, a hip hop zaczął na masową skalę "produkować" artystów, którzy do dziś uznawani są za legendarnych...

Kiedy słuchacze oswoili się już z muzyką przepełnioną gniewem i nienawiścią, skierowaną zazwyczaj w stronę władzy, przyszedł czas na albumy opisujące życie w zakamarkach wielkich miast. Wiadome było już, że w rapie nie ma tematów tabu, a im mroczniejsze i dokładniejsze opisy kryminalnego życia, tym większa szansa na to, że kawałek odbije się szerokim echem w środowisku. Na Zachodzie przodowali artyści z Compton, którzy ośmieleni sukcesem N.W.A., opowiadali o życiu w kolorze niebieskim, lub czerwonym – w zależności od tego, do którego z dwóch najpopularniejszych gangów w Los Angeles należeli. To jednak nie LA, a kolebka muzyki hip hop – Nowy Jork, miał stać się wylęgarnią najzdolniejszych ulicznych poetów, którzy nie wstydzili się, a nawet szczycili, kryminalnymi osiągnięciami. Furorę robili Notorious B.I.G. i Nas, którzy bez precedensów opisywali, jak od najmłodszych lat parali się handlem narkotykami. Wkrótce miało okazać się, że to nie oni, a Jay-Z był tym, który narkotykowy biznes przeniósł do swojej muzyki z najlepszym skutkiem. Nie bez powodu swój debiutancki album Hova wydał dopiero w wieku 26 lat. Choć jego umiejętności mogliśmy usłyszeć na nielegalach dużo wcześniej, Jay uważał, że rap to mało dochodowy biznes. W momencie wydania "Reasonable Doubt" był jednym z największych dealerów kokainy i cracku w obrębie Nowego Jorku i Maryland, o czym opowiadał zresztą na swoim debiutanckim albumie. Dopiero komercyjny sukces jego muzyki sprawił, że poświęcił się legalnej działalności.

Żaden z wyżej wymienionej trójki nie wzbudzał jednak w nowojorskim podziemiu tyle kontrowersji, co pewien nastolatek, którego teksty przyprawiały o ciarki. Połączenie wypluwania z siebie rymów z prędkością karabinu, bystrych spostrzeżeń i mrożących krew w żyłach opisów gangsterskiego życia – tak w skrócie można opisać głównego bohatera tego tekstu. Bohatera, który zdążył zaznaczyć swoją obecność na mapie hip hopu, mimo że odszedł zbyt szybko i stał się ofiarą życia, które z pasją opisywał w swoich utworach.

Lamont Coleman, znany jako Big L, robił furorę na ulicach Harlemu od najmłodszych lat. Jako 17-latek wystąpił u boku Lorda Finesse w odcinku Yo! MTV Raps. To właśnie Finesse pomagał mu na początku kariery, namawiając go do nagrywania zwrotek i pojawiania się gościnnie na kawałkach innych raperów. W tym samym czasie młody Lamont wygrał freestylowy konkurs, w którym udział wzięło około 2 000 uczestników. Taki talent nie mógł przejść niezauważenie – Big L podpisał kontrakt z Columbia Records i lada moment miał wydać swój pierwszy oficjalny singiel.

Zadebiutował w 1993 roku singlem "Devil's Son". Miał wtedy 18 lat, jednak linijki zawarte w w utworze świadczyły o tym, że nie jest dzieciakiem szukającym poklasku w środowisku:

Faggot niggas I was back-slappin'
I realized that every time I got mad somethin' bad happened

A nigga hit me with a can of beer, then he ran in fear
Later they found him hangin' from a chandelier

Singiel odbił się szerokim echem w nowojorskim podziemiu i do dziś uznawany jest za jeden z pierwowzorów odmiany horrorcore - rapu traktującego głównie o zabójstwach i przemocy. Big L zwrócił na siebie uwagę nie tylko słowami, ale także stylem w jakim recytował kolejne wersy. Stylem, przez który przemawiały charyzma, obok której nie można przejść obojętnie, niesamowita pewność siebie i umiejętności godne najlepszych w grze. Gdy Nas, uważany za złote dziecko hip hopu i autora jednego z najwspanialszych dzieł w jego historii – albumu "Illmatic”, usłyszał Lamonta po raz pierwszy, nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z ogromnym talentem.

Przestraszył mnie na śmierć. Kiedy usłyszałem go po raz pierwszy, bałem się. Przyznałem szczerze – Yo, nie ma szans, żebym mógł konkurować z kimś takim.

Jak na ironię, to właśnie Nas był jednym z tych, którzy spowodowali, że Big L nie zyskał większej popularności w przemyśle muzycznym, ale o tym za chwilę.

W historii muzyki jest wiele przykładów wytwórni, które mają do czynienia z tak ogromnym talentem, że nie wiedzą do końca co z nim zrobić. Po podpisaniu Lamonta, ludzie z Columbia Records zastanawiali się, jak wykorzystać jego niespotykane umiejętności, by odnieść sukces komercyjny. Z jednej strony mieli przed sobą nastolatka tak utalentowanego, że bez problemu mógłby dołączyć do czołówki rap sceny. Ci, którzy z nim współpracowali przyznawali, że nawet gdyby ktoś obudził go w środku nocy i kazał rapować, L byłby w stanie freestyle'ować na wpół przytomny. To, co podobało się w podziemiu, niekoniecznie mogło jednak wpasować się w masowe gusta. Choć młodzież w USA w latach 90-tych szalała za hip hopem, linijki Big L'a nadal były dla wielu zbyt ostre, o czym dobrze wiedzieli ludzie z działu marketingu wytwórni.

Nie można było jednak zabronić Lamontowi kontrowersyjnych wersów, w końcu główną zasadą rapu jest bycie prawdziwym, można było jednak przekonać go, że kilka chwytliwych utworów na płycie to nic złego. Dziś fakt, że album Lifestylez Ov Da Poor & Dangerous mimo (naturalnie) komercyjnych zapędów wytwórni przesiąknięty jest mrocznym klimatem, wydaje się cudem. Jeśli uważacie jednak, że wersy na debiutanckiej płycie L'a są zbyt ostre, wyobraźcie sobie co by było, gdyby Columbia Records nie ingerowała w zawartość albumu.

Na trackliście "LODP&D" nie znalazł się omawiany wcześniej singiel "Devil's Son". Choć raper zabiegał o to, by kawałek, dzięki któremu stało się o nim głośno w środowisku hip hopowym znalazł się na albumie, nie udało mu się przekonać do tego władz wytwórni. Nawet bez niego na debiutanckim longplayu, składającym się 12 utworów, możemy usłyszeć kwintesencję stylu Colemana. Nie dajcie się zwieść rytmicznemu "Put It On", które otwiera płytę i do dziś jest numerem, z którym większość fanów gatunku kojarzy nowojorskiego MC. Singiel powstał przy współpracy z legendarnym Kidem Capri i z miejsca stał się hitem dzięki chwytliwemu refrenowi i wersami przepełnionymi wychwalaniem własnych umiejętności. Ten drugi aspekt wypełnia zresztą całą płytę i obok opisów przestępstw jest najbardziej charakterystycznym punktem twórczości rapera.

Po otwierającym album kawałku przychodzi czas na kwintesencję bragga i utwór "MVP". Tytułowy skrót to oczywiście zapożyczenie ze świata sportu, z tym, że Most Valuable Player zamienia się tu w Most Valuable Poet. A trzeba przyznać, że "wartość” tekstów L'a zwiększała się z wersu na wers.

I got juice like Boku, mad crews I broke through
Brothers be mad cause I hit more chicks than they spoke to
And everytime I'm jammed I always find a loophole
I got a crime record longer than Manute Bol

Choć lista przestępstw popełnionych przez niego jest dłuższa niż Manute Bol, Lamont zawsze znajdzie lukę w prawie, która pozwala mu pozostać na wolności. Z każdą minutą trwania album robi się coraz mroczniejszy, a kolejne tracki zabierają nas w zakamarki ulic Harlemu, gdzie codziennie toczy się wojna – o narkotyki, o klientów i bogactwa, o których marzy każdy młody chłopak wychowany na ulicy.

Na albumie gościnnie pojawili się m.in. Jay-Z, Cam'Ron i oczywiście Lord Finesse, z którym w tym czasie L współpracował także w ramach legendarnego kolektywu D.I.T.C. zrzeszającego takich artystów jak Fat Joe i O.C. Debiutancka płyta Colemana zebrała świetne recenzje i z miejsca stała się ulicznym klasykiem, jednak w szeregach rapera pozostał po niej pewien niedosyt. Lord Finesse w wywiadzie udzielonym kilka lat po śmierci artysty przyznał:

Myślę, że blask płycie Big L'a odebrał fakt, że w tym samym czasie Columbia Records wydawała Illmatic Nas'a. Producentami na tamtej płycie była sama elita – Dj Premier, Pete Rock, Large Professor, Q-TIp. Byli podekscytowani tym przedsięwzięciem i przespali promocję LODP&D. Chwilę po premierze albumu Big L'a pojawili się The Fugees, którzy zrobili furorę singlem Fu-Gee-La i to oni byli teraz ulubieńcami wytwórni. L zniknął w całym tym zamieszaniu.

Tego samego zdania był sam artysta, który mimo wszystko twierdził jednak, że mimo słabej promocji, album osiągnął dobre wyniki sprzedażowe (około 200 000 sprzedanych kopii w USA).  Big L mówił:

Album sprzedał się całkiem nieźle biorąc pod uwagę fakt, że singli nie promowano w radiu ani w telewizji. Mimo tego ludzie go słuchają i nas wspierają. Jeśli odbierzesz promocję i czas na antenie innym artystom, nie będą w stanie sprzedać tyle, co ja. Sprzedaję słowami. Ludzie mówią: ,,Big L jest gorący, lubimy go.” nie dlatego, że wytwórnia mnie wypromowała i wspierała.

Po premierze albumu, relacje między raperem, a wytwórnią zaczęły się pogarszać. Sporo osób zaangażowanych w projekt odeszło z firmy, a to oznaczało, że L musiałby współpracować z nieznajomymi, którzy nawet nie znają jego muzyki. 22-latek podjął więc dość ryzykowną decyzję i rozstał się z labelem. Dziś, w dobie internetu, takie posunięcie nie byłoby niczym szczególnym. Warto jednak pamiętać, że w erze radia i telewizji to wielkie wytwórnie i rozgłośnie dyktowały trendy. Jeśli nie byłeś częścią układu, to często po prostu nie istniałeś. Coleman stwierdził jednak, że pozostanie w świadomości słuchaczy koncertując i dogrywając się na zwrotki zaprzyjaźnionych raperów, co pozwoli mu na utrzymanie się na powierzchni. Z czasem poszedł krok dalej i postanowił założyć własną, niezależną wytwórnię – Flamboyant. O tym ważnym dla swojej kariery kroku mówił wtedy:

Własna wytwórnia opłaca się finansowo i jest dobra dla długoterminowego rozwoju. Mam całkowitą kontrolę nad rzeczami, które wydaję i nikt nie mówi mi co mam robić. Ludzie odpowiedzialni za artystów w wytwórni nawet nie wychowywali się na rapie więc jak mogą mówić raperom co nagrywać? To oczywiste, że chcą, byś był kopią artysty który sprzedaje najwięcej płyt. Jeśli nagrywałbyś płytę w 93' prawdopodobnie mówiliby ci, żebyś brzmiał jak Snoop. Teraz na topie jest DMX więc chcieliby żebyś wdał się w niego. Nie pozwalają artystom być sobą.

Pierwszym owocem wydanym na świat przez Flamboyant był singiel "Ebonics". Mini-słownik ulicznego slangu, na którym wzorował się Pezet przy tworzeniu równie udanej polskiej wersji, z miejsca pobił serca ulic, a określenia używane przez L'a utkwiły w świadomości młodych słuchaczy. Magazyn The Source określił go jednym z pięciu najlepszych niezależnych singli 1998 roku, a twórczość 24-letniego wtedy Lamonta przyciągnęła uwagę Damona Dasha – ojca sukcesu Roc-A-Fella Records. Wyglądało na to, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a Big L'a czeka udany i pracowity rok, w którym umocni swoją pozycję w środowisku.

Śmierć przyszła nagle. 15. lutego 1999 roku, Lamont padł ofiarą najpopularniejszej formy egzekucji w dzielnicach rządzonych przez gangi. 9 strzałów wystrzelonych z samochodu trafiło go w głowę i klatkę piersiową, zabijając na miejscu. Motywu zabójstwa nigdy nie ustalono. 3 miesiące po zdarzeniu zatrzymano Gerarda Woodley'a – przyjaciela z dzieciństwa, który pojawił się nawet na okładce "Lifestylez Ov Da Poor & Dangerous". Śledczy uznawali dwie wersje za prawdopodobne. Pierwsza mówiła o tym, jakoby Big L nigdy nie zrezygnował z przestępczej działalności i był członkiem ekipy, która napadała na dilerów. Druga wiązała śmierć rapera z jego bratem, który miał na pieńku z Woodley'em, lecz przebywał w tym czasie w więzieniu, więc zabójca postanowił zemścić się na Lamoncie. Koniec końców domniemanego mordercę rapera wypuszczono na wolność z braku dowodów. W 2016 roku Woodley sam zginął od strzału w głowę. Miał 46 lat, a oprócz sprawy Big L'a, wiązano go także z trzema innymi morderstwami.

Rap gra straciła jednego ze swoich najbardziej utalentowanych synów. Według autora tego tekstu – jednego z trzech najlepszych MC's w historii, któremu nie udało się zrealizować w pełni swojego potencjału. Big L zginął w wieku 24 lat, pozostawiając po sobie numery, które na zawsze utkwiływ pamięci słuchaczy, mógł dać nam jednak o wiele więcej. Po jego śmierci, Jay-Z przyznał, że umowa między Colemanem, a Roc-A-Fella Records właściwie została podpisana, a Big L miał potencjał, by nagrać jeszcze niejeden klasyk. Smutne, że artysta padł ofiarą życia, którego opisy przyniosły mu sławę nie tylko w Nowym Jorku, ale w całych Stanach Zjednoczonych. Po jego śmierci, przyjaciel i partner biznesowy, Rich King wydał album The Big Picture, składający się z nagranych wcześniej utworów, a także nagrań acapella, okraszonych bitami i gościnnymi zwrotkami ludzi z branży.  Zadebiutował na drugim miejscu w zestawieniu Billboard Top R&B/Hip-Hop Albums.

Celowo nie przybliżałem tematyki poszczególnych numerów Big L'a. Po pierwsze dlatego, że rozkładając je na części pierwsze, ten tekst raczej nigdy by się nie skończył. Po drugie – ci, którzy go znają, zapewne robili to już wielokrotnie. Po trzecie i najważniejsze – jeśli jego twórczość jest Ci, drogi czytelniku, obca, nie ma lepszego sposobu na zaznajomienie się z nią, niż odpalenie "Lifestylez Ov Da Poor & Dangerous" z tekstem i wniknięcie w kolejne linijki, zanurzając się w ciężkim i gorzkim klimacie nowojorskich ulic.

Na zachętę zostawiam linijkę z All Black, która jak żadna inna, oddaje styl Lamonta Colemana. W (nie)czystej postaci.

That's the type of shit I'm on, word is bond
Got it goin on, from the break of dawns to the early morn'
You know my style I'm wild, comin straight out of Harlem pal
It's Big L, the motherfucking problem child

Grzegorz Kordylas

@nbawithgk

***

Sprawdź też:

Big L - Lifestylez Ov Da Poor & Dangerous (Klasyk Na Weekend)

Big L "M.V.P." (Diggin' In The Videos)

Big L feat. Big Daddy Kane "Platinum Plus" (Ot tak)

Big L "Now Or Never" (Ot Tak)

Big L "Once Again" (Ot tak)

Lord Finesse remembers picking up Big L from high school (Popkiller.pl)

Big L - Put It On

Tagi: 

emdo3doC
Świetny tekst, sporo smaczków i bardzo dobrze się czytało. Pozdrawiam autora, piona!
Adam111
I oby więcej takich tekstów!
fanatyk rapu
Do autora tekstu : ,,Według autora tego tekstu – jednego z trzech najlepszych MC's w historii, któremu nie udało się zrealizować w pełni swojego potencjału. ' Jacy są dwaj pozostali najlepsi w historii dla Ciebie oprócz Big L?
ff
Ciekawe, proszę o Big Pun i DMX teraz.
Karateka
Podbijam pytanie, kto jeszcze jest w top3 oprócz Big L? Obstawiam Biggiego i Nasa ;) Ps, świetny artykuł!
Grzegorz Kordylas
Dzięki ziomki! Moje Top3: Biggie, Kendrick, Big L. Bardzo subiektywne:) 5
Wilanów
BIG L REST IN PEACE
spokojasne

W następnej kolejności - Big PUN i GURU? :)

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>