DâM-FunK "Nie pozwolę, aby listy przebojów ani pogoń za hitami wpłynęły na moją twórczość" - wywiad

Hip Hop Kemp 2012, mój drugi koncert DaM-Funka i jeden z pierwszych wywiadów, jakie udało mi się przeprowadzić. Minęły trzy lata a piekielnie uzdolniony kalifornijski producent i wokalista zdążył nagrać pełnoprawny album w duecie ze Snoop Doggiem (aka Snoopzillą) jako 7 Days of Funk oraz wypuścić w zeszłym roku swój najnowszy, zapowiadany od tamtego czasu, drugi solowy album "Invite The Light". Odpowiedzialnego za soundtrack niezliczonych leniwych letnich dni artystę udało mi się złapać na konkretną pogawędkę po jego październikowym koncercie w Warszawie.

Ambasador Boogie Funku opowiedział m.in. o znaczeniu tytułu i 5-letnim procesie powstawania "Invite The Light", współpracy z liderem A Tribe Called Quest Q-Tipem, powodach, dla których Dam wciąż nagrywa w ten sam sposób co w 1988 r., kulisach projektu 7 Days of Funk i najważniejszej lekcji, której nauczył się od Snoop Dogga, a także zdradził, czy i kiedy możemy spodziewać się sequelu. Usłyszycie też o sekrecie wiecznie pozytywnego nastroju w jego muzyce, koncepcie intrygującego utworu "The Hunt & Murder of Lucifer" czy świadomym niepodążaniu za trendami.

Pod spodem zapis audio rozmowy, opatrzony polskimi napisami i złożony z instrumentalnymi utworami autorstwa Dam-Funka, a także pokazem zdjęć z warszawskiego koncertu. Autor zdjęć - WEST

Natomiast dla zwolenników wywiadów w formie tekstowej zapis rozmowy:

Marcin: Ostatnim razem, gdy rozmawialiśmy na Hip Hop Kempie 2012, mówiłeś, że pracujesz nad "Invite The Light", a teraz, 3 lata później, Twoja druga solowa płyta wreszcie ujrzała światło dzienne. Jak się z tym czujesz?

DaM-Funk: Czuję się świetnie, to bardzo dobra płyta, będąca wynikiem rzeczy, które działy się w moim życiu i które doprowadziły mnie do wniosku, że trzeba "zapraszać" światło i pozytywną a nie negatywną energię. Czasem potykamy się i upadamy, cały proces nagrywania tej płyty pokrywał się z trudniejszym okresem w moim życiu, ale jestem tu - przetrwałem. To jednak nigdy się nie kończy, także cały czas trzeba starać się zachować pozytywne nastawienie.

Kiedy faktycznie zacząłeś pracę nad tym albumem i czy jego brzmienie ewoluowało przez lata trwania prac czy miałeś może sprecyzowane brzmienie, do którego dążyłeś cały czas?

Pytasz o ten album czy wszystkie moje albumy?

O ten, "Invite The Light".

O, przy tym albumie zmieniłem bit maszyny i próbki perkusji, jako, że wiele osób używało tych samych dźwięków, clapów itd. Zmieniłem więc brzmienie swojej muzyki na jeszcze dalej sięgający Modern Funk, to był mój cel.

A jak porównałbyś tę płytę do "Toeachizown"?

"Toeachizown" to bardziej zlepek różnych utworów, które nagrałem w konkretnym okresie, gdzieś pomiędzy 2007 i 2009 rokiem. Nad "Invite The Light" pracowałem natomiast przez ostatnich 5 lat z przerwami, większość pochodzi z ostatnich 3 lat. "Toeachizown" to bardziej niewinność, a "Invite The Light" to mądrość, przechodzenie przez różne problemy i wychodzenie z końca ciemnego tunelu na słońce.

Ok. Czytałem wywiad z Tobą kilka dni temu i znalazłem ciekawy cytat: "Pochodzę z pokolenia X, które było tuż przed całą technologią, ale po tym, jak wszystko było prymitywne, więc jestem pośrodku" Co było najtrudniej przezwyciężyć na początku, gdy zaczynałeś tworzyć muzykę i jakie najważniejsze lekcje wyniosłeś z tamtych lat?

Najtrudniejszą rzeczą do przezwyciężenia w muzyce było znalezienie sposobu na tworzenie muzyki w zgodzie ze swoją wizją, w przeciwieństwie do tego, co dyktuje przemysł muzyczny. Czasem przemysł muzyczny każe Ci myśleć, że powinieneś podążać za określonym brzmieniem, nie można wpaść w tę pułapkę. To duże wyzwanie - musisz przekonać się, czy będziesz próbował naśladować nowe trendy, czy pozostaniesz wierny sobie. Wydaje mi się, że udało mi się pozostać sobą, pomimo, że zaprosiłem do współpracy też gości, którzy są bardzo popularni. Mówię o gościnnych artystach na mojej nowej płycie. Udało mi się jednak pozostać wiernym wizji, którą miałem od samego początku, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Nie zamierzam pozwolić, aby listy przebojów ani pogoń za hitami wpłynęły na moją twórczość. Kiedy już mnie zabraknie na tym świecie, chcę, aby ludzie wiedzieli, że tworzyłem muzykę z potrzeby serca, a nie z pobudek materialnych, sprzedażowych czy w oparciu o listy przebojów, rozumiesz? Bardziej chcę podążać ścieżką artystów takich jak Frank Zappa, Todd Rundgren, a nawet do pewnego stopnia Prince. Oni nie szli na ustępstwa kosztem muzyki i też do tego dążę. Także nawet jeśli nie zarobię kupy hajsu, ludzie będą przynajmniej mogli spojrzeć na moją dyskografię i przyznać, że nie "sprzedałem się" w pogoni za szybkim hitem.

Czy cały czas pracujesz też w analogowy sposób, z żywymi instrumentami, bez korzystania z loopów itd.?

O tak, żadnego zapętlania ani komputerowych aranżacji.

Jak zatem wyglądają Twoje sesje nagraniowe? Czy to kilkugodzinne sesje, gdzie po prostu improwizujesz?

Czasem komponuję numer w 15 minut, a czasem zajmuje mi to całe 2 dni bo ciągle do niego wracam i coś zmieniam. Obecnie korzystam jednak z Pro Tools, w przeciwieństwie do płyt CD, które ciągle trzeba było zmieniać. Teraz tworzę więc przy pomocy Pro Tools. Staram się ciągle nagrywać tak jak dawniej, w ten sam sposób jak w roku 1988 gdy byłem jeszcze dzieciakiem. Tak naprawdę chodzi mi we wszystkim o pokazanie ludziom, że możesz być tym, kim jesteś, nie musisz się "uginać", wystarczy znaleźć właściwą wytwórnię albo kanał dystrybucji, który wypuści Twoją muzykę. Można grać koncerty, łapać kontakt z ludźmi takimi jak Ty, którzy wiedzą o co chodzi. Przede wszystkim staram się nie ulegać czyimkolwiek wpływom, to wszystko.

Chciałbym też spytać o Twój numer z Q-Tipem "I'm Just Tryna Survive In a Big City". Jak nawiązałeś współpracę z Q-Tipem? Bo pamiętam, że 3 lata temu już wspominałeś ten kawałek, jest więc pewnie jeszcze starszy, ale jak w ogóle poznałeś Q-Tipa i jakbyś opisał całe to doświadczenie współpracy z nim?

O tak, Q-Tipa poznałem podczas różnych wydarzeń takich jak to, gdzie obaj graliśmy, spotykaliśmy się na backstage'u. Utrzymywaliśmy potem kontakt również dzięki wspólnym znajomym, raz nawet pozwolił mi zagrać jako DJ w swoim klubie w Nowym Jorku. Q-Tip dobrze zna się na funku i rozumie go, także wiedziałem, że jeśli poproszę, żeby się dograł do numeru, to się tam odnajdzie. Usłyszał ten numer i już następnego dnia odesłał mi z powrotem gotową zwrotkę. Bardzo doceniam to, że zgodził się być częścią tego utworu.

Oczywiście muszę też spytać o Twój album ze Snoop Doggiem. Jak ważne było "7 Days of Funk" dla Twojej kariery i jak patrzysz na nie z perspektywy czasu? Bo minęło już 1,5 roku od premiery.

Świetnie się bawiłem przy tym projekcie, Snoop to wspaniały gość a zarazem bardzo ciężko pracuje, wciąż do dziś dużo razem nagrywamy. Mamy skończone całe "7 Nights of Funk", nie wiem jeszcze kiedy się ukaże, bo ja promuję teraz "Invite The Light", a on "BUSH", do tego dochodzą jeszcze oczywiście inne projekty, także wiesz, kwestia kiedy podejmiemy decyzję. Ten gość cały czas nad czymś pracuje, ja podobnie, ale to jest właśnie fajne - obaj mamy własne kariery, dzięki czemu nie gonimy za sobą nawzajem, a po prostu łączymy siły wtedy, kiedy chcemy. Jeśli chodzi o "7 Days of Funk" to to piękna płyta, zabawny okres i coś, co zrobiliśmy to dla słuchaczy, ponieważ ludzie prosili, żebyśmy coś razem nagrali.

Tak, niesamowity album, uwielbiam go!

Dzięki stary!

A czego nauczyłeś się o tworzeniu muzyki i ogólnie o życiu przebywając razem ze Snoopem?

Nauczyłem się tego, że musisz być profesjonalistą przez cały czas. Nie możesz... Jeśli nie jesteś gotowy, nie przetrwasz, rozumiesz? Tego się od niego nauczyłem, nie ma czasu na robienie wymówek. To profesjonalista w każdym calu, tę lekcję wyniosłem. Podobnie zresztą w przypadku Todda Rundgrena i innych ludzi, z którymi byłem w trasie albo współpracowałem. Profesjonalizmu nauczyłem się najbardziej w ciągu ostatnich 5 lat, początek mojej kariery znaczyły zabawa i różne gierki, po prostu siekałem kolejne utwory i czekałem na reakcje. Obecnie podchodzę do muzyki dużo poważniej, ponieważ ludzie obserwują mnie i moje poczynania. Masz wpływ na marzenia i życie ludzi, gdy dzień w dzień jeżdżą do tej samej pracy, liczą na Ciebie, że zapewnisz soundtrack ich życia. Dlatego nie powinieneś wciskać im kitu czy słabizny, kumasz? Tego mnie nauczył Snoop. To fachowiec, zapewnia jakość, pracuje szybko i zawsze daje ogień, za każdym razem! To jego najważniejsze cechy.

A czy masz może jakąś ulubioną historię albo zabawne wspomnienie związane ze Snoopem?

Oj tak, jest tego cała masa, ciężko mi teraz podać jedno z głowy na poczekaniu, ale to naprawdę przezabawny gość, a zarazem bardzo mądry - to jest w nim fajne. To dobra mordeczka, ma kapitalne poczucie humoru i się dogadujemy.

Chciałem też spytać o tytuły Twoich kawałków takie jak "The Hunt & Murder of Lucifer" czy "HowUGonFu*kAroundAndChooseABusta?". Jaki jest najbardziej zwariowany tytuł, na jaki kiedykolwiek wpadłeś, albo Twój ulubiony?

Najbardziej szalony jest pewnie jakiś z tych, które jeszcze nie ujrzały światła dziennego. Ale wiesz, oprócz tego... Wszystko zależy od tego, jaki mam nastrój w danym momencie, ale ostatnio mam więcej pozytywnej energii, także te najbardziej szalone tytuły mogę mieć już za sobą, ale nigdy nie wiadomo.

Ale wciąż, nawet jeśli tytuł jest niepokojący, same utwory brzmią pogodnie i nadal niosą pozytywne wibracje.

To prawda.

W jaki sposób udaje Ci się utrzymać tę atmosferę w muzyce, nawet jeśli przechodzisz cięższe momenty w swoim życiu?

Wiesz, po prostu nie chcę ranić ludzi. Czuję, że jeśli jesteś leniwy czy niedbalski to krzywdzisz ludzi. Kiedy natomiast starasz się być czujnym i skupionym, i niezależnie od tego, jak jesteś zmęczony, próbujesz zachować pozytywne nastawienie, to nigdy nie będziesz miał obawy, że rujnujesz czyjeś życie. Także dla mnie bycie negatywnym, czy dołowanie kogoś kto ma gorsze chwile to kompletnie nie to, do czego dążę, ponieważ karma do nas wraca, wiesz o co chodzi? Staram się więc zachować dodatni bilans, nawet gdy robię trochę luźniejsze rzeczy dla zabawy, zawsze zachowuję spokój i lekki dystans. Chcę, aby każdy kolejny dzień był lepszym dniem. Wiem, że energia, jaką wysyłasz, może do Ciebie wrócić. Także nawet tytuł, który wspomniałeś "The Hunt & Murder of Lucifer", to oksymoron, ponieważ mówimy o schwytaniu i morderstwie Lucyfera, który jest uosobieniem zła - Złym Aniołem. Morderstwo Lucyfera nie byłoby jednak takie złe, kumasz? O to chodzi w tym numerze.

Ok, teraz chciałbym Cię zacytować, ponieważ w jednym wywiadzie powiedziałeś "Funk sięga korzeniami daleko i to nie trend, a styl życia". Czy mógłbyś bardziej rozwinąć tę myśl?

Dokładnie tak jak powiedziałem, funk to mój sposób na życie, nie interesują mnie żadne obecne trendy. Staram się nie przykładać do tego wagi, bo jeden producent może być teraz na topie jak kiedyś Timbaland, a za chwilę już nie. Możesz być jak dawniej Teddy Riley czy ktokolwiek inny, a za moment zniknąć, wiesz o co chodzi. Nie skupiam się na trendach bo pojawiają się i znikają, dlatego trzeba robić muzykę uniwersalną, ponadczasową. O to chodzi. Nie chcę być superproducentem, pragnę być artystą.

Ok, zatem kolejny cytat, który również mnie zaciekawił: "Chcę tworzyć muzykę, którą zajara się największy twardziel, jak i najpiękniejsza dama jednocześnie, chodzi o tę kombinację." Sądzisz, że udało Ci się już osiągnąć ten balans i czy masz może jakieś kolejne cele muzyczne na przyszłość?

Wydaje mi się, że "Invite The Light" spełnia te kryteria, ale następny album będzie bardziej w klimacie "ambient". Także nadciągają piękne rzeczy. Myślę, że "Invite The Light" już odkryło trochę te rejony. Chociażby "Floating On Air" czy "Somewhere Someday", które dziś zagraliśmy na koncercie wspólnie z zespołem w składzie E-Day i Reggie Reg w Warszawie. To tego typu kawałki, przy których możesz zarówno zjeść kolację z piękną damą, jak i skopać komuś tyłek. To muzyka dla ulic, a jednocześnie wysublimowany funk. Pragnę pokazać ludziom, że coś takiego istnieje. Funk nie kończy się na klasycznym brzmieniu, z którym jest kojarzony, to wysublimowany gatunek. Mówię o artystach jak Mtume czy Teena Marie, tego typu brzmieniu. Do tak wyszukanych kompozycji pragnę dodać nowy, uliczny element.

Jakie są Twoje główne plany na nadchodzące miesiące i 2016 rok? Wspominałeś bowiem o "7 Nights of Funk" ze Snoopem. Masz może też jakieś inne solowe projekty w drodze?

Tak, mam kilka. Przede wszystkim planuję reaktywować moją wytwórnię Glydezone Recordings, narazie wyszedł jeden singiel. Chcę znów uruchomić te wytwórnię, aby wypuszczać muzykę moich przyjaciół, współpracowników i nowych odkryć. Także to nadciąga, a oprócz tego zamierzam poszerzyć horyzonty muzyczne, bo zrobiłem już wystarczająco dużo dla funku. Pojawiło się wielu nowych artystów, którzy tworzą funk na całym świecie i wydaje mi się, że funk znów odzyskał należny szacunek. To mój jedyny cel - sprawić, aby funk znów był szanowany. Ponieważ w dawnych latach spotykałem frajerów, którzy robili sobie żarty z tej muzyki. Wygadywali przeróżne głupoty. Także teraz, gdy funk odzyskał respekt, moja misja została zakończona sukcesem. Ludzie dostali muzykę i mogą zrobić z nią co chcą, ale nie kojarzą funku już tylko z głupim skitem Dave'a Chappelle'a z "Chappelle Show", gdzie naśmiewał się z Ricka Jamesa tekstem "Cocaine is a hell of a drug" i tak dalej... Czy też skity z Princem zajadającym naleśniki... Nie o to chodzi. Funk to poważna muzyka, było wielu genialnych muzyków i artystów, którzy wnieśli do gry coś nowego i dali czadu. Pisali własne teksty, samemu aranżowali utwory, tak jak chociażby Junie Morrison w "(Not Just) Knee Deep". Funk to nie powód do żartów. Jestem bardzo wyczulony na to, jak wiele środowisk nie szanuje tej muzyki. Dziękuję Ci za to, że chciałeś dziś mnie wysłuchać, wiem, że to nie video, ale chciałbym, żeby przekazać jeszcze raz, że funk musi być szanowany, ponieważ zbyt wielu muzyków musiało to zostawić i zostać nauczycielami w szkołach itd. Nawet nie są w stanie dłużej robić tego, z czego żyli, ponieważ ich kariery trafiły w martwy punkt. Robię to dla nich. Dla ludzi, którzy nagrywali funk i się tego trzymali, ale potem przyszedł hip-hop i wszystko zniszczył... Ale to nie wina hip-hopu, a przemysłu muzycznego, który zmienił oblicze i pozbył się tych wszystkich artystów. W tym samym momencie wytwórnie zaczęły podpisywać kontrakty z raperami, bo branie zespołów funkowych w trasę było za drogie. Także mam nadzieję, że ludzie słuchający tego wywiadu zrozumieją moje przesłanie. Funk zasługuje na szacunek, to moje ostatnie słowa.

Ok, wielkie dzięki za wywiad, to była przyjemność.

Nie ma sprawy!

 

Utwory DaM-Funka wykorzystane jako tło w audio wywiadu:

1) It's So Good 2 Be Alive
2) Sights Are High!
3) Kruisin' 2gether
4) Rise

Czytaj również:

Mizen
chociaż on... myslałem ze juz dla kazdego tylko sprzedaż się liczy

Plain text

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>